38-letni Serb w przeddzień turnieju, który wygrał 10 razy: „Jestem czwarty na świecie, a te osiągnięcia mnie motywują. Sinner i Alcaraz są na zupełnie innym poziomie, ale to nie znaczy, że inni nie mają szans”
Na tych kortach Novak Djokovic zdobył 10 ze swoich 24 bezcennych tytułów wielkoszlemowych. Tutaj Nole, który zadebiutuje w poniedziałek w wieczornym meczu na Rod Laver Arena przeciwko Hiszpanowi Martinezowi, chce zmierzyć się z nieubłaganym upływem czasu i swoimi młodymi rywalami, aby osiągnąć liczbę 25 tytułów i stać się graczem z największą liczbą tytułów wielkoszlemowych w historii tenisa męskiego i żeńskiego. Kilka drobnych dolegliwości w szyi i przekonujące treningi – to typowy Djoker, który miesza karty, by nie dać przeciwnikom żadnych wskazówek: „Zakończyłem sezon w pierwszym tygodniu listopada, więc minęło trochę czasu od ostatniego oficjalnego meczu. Zrobiłem sobie małą przerwę i poświęciłem więcej czasu na regenerację organizmu, bo zdaję sobie sprawę, że w ostatnich latach to właśnie ta kwestia zmieniła się dla mnie najbardziej: potrzebuję więcej czasu na regenerację. Niestety miałem niewielki problem, który uniemożliwił mi udział w turnieju w Adelajdzie. Dlatego tam nie pojechałem, ale tutaj jak dotąd wszystko idzie bardzo dobrze”.
Dążenie do przełomowej liczby 25 nie wywiera na nim presji; mając 38 lat, a w maju skończy 39, czuje, że wciąż ma czas. W zeszłym sezonie dotarł do półfinału we wszystkich czterech turniejach wielkoszlemowych, więc po co być pesymistą? „Ogólnie staram się skupiać na tym, co już osiągnąłem, a nie na tym, co mógłbym osiągnąć. Mam nadzieję, że uda mi się pobić ten rekord, ale 24 to nie jest zła liczba. Muszę to docenić i przypominać sobie o niesamowitej karierze, jaką miałem. Muszę też pozbyć się części tej niepotrzebnej presji. Jestem wdzięczny, że mam kolejną szansę, zwłaszcza tutaj, w miejscu, gdzie zdobyłem 10 tytułów wielkoszlemowych i gdzie zawsze grałem dobrze; w zeszłym roku odniosłem wielkie zwycięstwo nad Carlosem w ćwierćfinale. Kiedy jestem zdrowy i udaje mi się ułożyć wszystkie elementy układanki w odpowiednim dniu, czuję, że mogę pokonać każdego”. Krótko mówiąc, o odłożeniu rakiety do piwnicy nie ma mowy: „Gdybym nie miał tej wiary i pewności siebie, nie byłoby mnie tutaj, by rywalizować. Nadal mam motywację i rozumiem też, że Sinner i Alcaraz grają obecnie na zupełnie innym poziomie niż wszyscy inni. To fakt, ale nie oznacza to, że inni nie mają szans. Pobiłem praktycznie każdy rekord, jaki można było pobić w tym sporcie, i wciąż spełniam swoje marzenie”.
CELE— Które czerpią siłę z adrenaliny i wyznaczonych celów: „Cele są moim przewodnikiem, ale nie są jedyną motywacją. Jest jeszcze pasja i miłość do gry. Jest interakcja z ludźmi, energia, którą czujesz, wchodząc na boisko. Ten zastrzyk adrenaliny jest szczerze mówiąc niemal jak narkotyk. Wielu najlepszych sportowców z różnych dyscyplin potrafi to zrozumieć. Słyszałem, jak o tym mówili: tak właśnie jest… to coś uzależniającego, to uczucie rywalizacji. Często pytano mnie, kiedy nadejdzie ten moment, ale nie chcę jeszcze o tym mówić ani myśleć. Jestem tutaj, rywalizuję. Kiedy ta chwila nadejdzie i dojrzeje w mojej głowie, podzielę się tym z wami, a wtedy będziemy mogli porozmawiać o ewentualnej trasie pożegnalnej. Na razie nadal jestem numerem 4 na świecie i nie widzę potrzeby zwracania uwagi na ten temat”. Nie można powiedzieć jaśniej…
