Były pomocnik Juventusu i Milanu: „Moja mama schowała klucze, żeby nie pozwolić mi wyjechać do Turynu w wieku 13 lat. W 2007 roku w Juventusie, widząc Nedveda i Buffona, pomyślałem: »Tutaj co najwyżej będę nosił bidony. ..’

„To była ręka Ojca Pio”. Tytuł filmu o karierze Antonio Nocerino, ofensywnego pomocnika, który biegł na skrzydłowych i kreatywnych graczy w całych Włoszech, przypomina tytuł filmu Paolo Sorrentino. „W wieku siedmiu lat zwykle pisze się list do Świętego Mikołaja, ja natomiast napisałem do Ojca Pio”.

Dlaczego?

„Moja mama często zabierała mnie do Lourdes. Pewnego dnia zapytałem ją, czy Ojciec Pio sprawi, że zostanę piłkarzem, a ona odpowiedziała, żebym napisał to na kartce. »Ty się módl i nie poddawaj się«. Reszta jest historią”.

Wiara nigdy cię nie opuściła?

„Nigdy. Mój syn ma na imię Francesco na cześć Francesco Forgione, Ojca Pio. Byłem dziesiątki razy w Pietrelcinie, jego rodzinnym mieście. W karierze często nosiłem numer 23 – dzień, w którym zmarł. A kiedy Juve zaprosiło mnie do Serie A, byłem w San Giovanni Rotondo, w sanktuarium. Było to latem 2007 roku. Moje sportowe życie to ciąg zbiegów okoliczności”.

Co przychodzi panu na myśl, gdy myśli pan o piłce nożnej?

„Niekończące się mecze na ulicy. Dorastałem w Neapolu, w dzielnicy Pallonetto di Santa Lucia, miejscu, gdzie szybko uczysz się, jak przetrwać. Byłem żywym, bystrym dzieckiem. Mama była gospodynią domową, tata kolejarzem. W domu nieczęsto jedliśmy. Od czasu do czasu pomagałem dziadkowi w dostarczaniu kurczaków od drzwi do drzwi – prowadził sklep z drobiem. Nauczono mnie, jak czuć się dobrze, mając niewiele”.

Jak Juventus cię zauważył?

„Przez przypadek. Miałem 13 lat, trenował mnie tata. W Agnano był łowca talentów, który przyjechał obejrzeć innego chłopaka, a natrafił na mnie. Byłem pulchny, nazywali mnie „panzerotto”, ale od razu zapytał, kim jestem. Najciekawsze jest to, że przed ostatnim testem bolały mnie plecy i groziło mi, że nie zagram. Tata przekonał mnie, żebym to zrobił: strzeliłem dwa gole w pół godziny”.

Nocerino w czasach gry w Milanie

„Dzień przed wyjazdem do Turynu moja mama zamknęła drzwi i schowała klucze. Powiedziałem jej żartobliwie, że zejdę z balkonu. Płakałem co wieczór, panowała mgła, a nas, ludzi z południa, źle traktowano, ale nie ustąpiłem ani o centymetr. W Juve nauczyłem się dyscypliny i powagi”.

Czy te wartości się przydały?

„To mnie ukształtowało. W wieku 18 lat zadzwonił do mnie Avellino z Serie B. Zeman zauważył mnie podczas meczu, w którym nawet nie powinienem był grać. Był to rok matury, poprosiłem o opuszczenie turnieju, żeby powtórzyć materiał, ale trener i tak mnie powołał. Na trybunach siedział Boemo. „Będziesz naszym pomocnikiem” – powiedział. „Ci ludzie są szaleni” – pomyślałem. W końcu uczynił ze mnie piłkarza, ale na treningach dawał nam popalić: robiliśmy schody… z kolegami na barkach”.

Na początku kariery miał wielu mentorów.

„Gasperini był moim trenerem w Crotone, a z Venturą strzeliłem pierwszą bramkę w Serie A w meczu, który potem został nam przyznany walkowerem. Ale tym, kto zmienił moje życie, był Iachini w Piacenzy, który przesunął mnie na pozycję środkowego pomocnika. Nauczył mnie wszystkich ruchów”.

Jak wróciłeś do Juve?

„Nawet nie musiałem tam iść, chcieli mnie Napoli, Udinese i Fiorentina, ale Ranieri powiedział mi, żebym spróbował swoich sił. Zobaczyłem Buffona, Nedveda, Del Piero i pomyślałem: »Co ja tu robię? Noszę butelki z wodą…«. Czułem się nie na miejscu”.

Ostatecznie rozegrał 36 meczów, z czego 26 w pierwszym składzie.

„Zawsze biegałem za gwiazdami, ale moją siłą było rozpoznanie własnych atutów. Nie byłem Pirlo, ale Nocerino: musiałem dobrze wykonywać swoją robotę”.

Po Juve przyszedł czas na Palermo.

„To miejsce, w którym bawiłem się najlepiej: zostałbym tam na zawsze. Trzy boskie lata, pełne grillów, kolacji, żartów i gwiazd: Miccoli, Pastore, Cavani, Ilicic. Nie zależało mi na pieniądzach. W 2010 roku Zamparini całkowicie przebudował drużynę i przeniosłem się do Milanu za 500 tysięcy euro. Kiedy o tym myślę, aż mi się chce śmiać”.

Jakie były pierwsze wrażenia?

„Widziałem Gattuso, Ambrosiniego, Van Bommela i resztę i myślałem: »No to mam, wsadzą mnie do schowka«. A zamiast tego… bum: 11 bramek w lidze i pucharach”.

Ile asyst zaliczył Ibra?

„Trzy lub cztery. Jego podejście było miażdżące: podczas meczu towarzyskiego zagrał mi podanie z podbicia, a ja poszybowałem do bramki. Ale to ja sam szukałem okazji do strzelenia gola. Zlatan był kryty przez dwóch zawodników, a za nim była ogromna dziura. Ja się tam wślizgiwałem”.

Najpiękniejszy moment w barwach Rossoneri?

„Bramka przeciwko Barcelonie na Camp Nou, kiedy mój ojciec siedział na trybunach. To podsumowuje, skąd wyruszyłem i dokąd dotarłem, cierpienie i trudności. Ten posiłek na stole, którego czasami brakowało. Od Piazza del Plebiscito aż do tego stadionu…”.

A najgorsza chwila?

„Bramka odebrana Muntariemu. Nie dało się tego nie zauważyć. Znowu zdobyliśmy by mistrzostwo”.

Jedno słowo dla Berlusconiego?

„Aura. Znał imiona moich dzieci, a nawet to, do jakiej szkoły chodziły…”.

A dla Allegriego?

„Odwaga. W stosunku do mnie ją miał”.

Nocerino w reprezentacji

W 2016 roku opuścił Włochy i dołączył do Orlando Kaká, który przekonał go do wyjazdu. Dlaczego?

„Czułem się nie na miejscu, nie rozpoznawałem się już w tym, co widziałem: selfie, media społecznościowe, no cóż… Poza tym wraz z żoną w ciągu jednego miesiąca straciliśmy naszych rodziców. Grałem wcześniej w West Hamie, więc pomyślałem sobie: »Dlaczego by nie spróbować jeszcze raz?«. Od 2020 roku mieszkamy na Florydzie”.

Jak bardzo podoba ci się teraz praca trenera?

„Wierzysz czy nie, bardziej lubię trenować niż grać. Prowadziłem młodzież z Orlando, potem drużynę Primavera z Potenza i Miami. Las Vegas, w drugiej lidze, nie było tym projektem, na który liczyłem, więc odszedłem. Teraz mam przerwę, ale oglądam wszystkie mecze i wciąż się uczę. Marzenie o powrocie do Włoch wciąż istnieje, ale tutaj czuję się dobrze. Tak samo jak moja rodzina. Mieszkamy niedaleko zamku w Disneylandzie”.

Czy ma jakieś żale?

„Tak, trzy: to, że podczas Euro 2012 spędziłem sporo czasu na ławce rezerwowych, to, że nie grałem w Napoli oraz to, że przegraliśmy finał Pucharu Włoch z Palermo w 2010 roku. Zwycięstwo tam ma zupełnie inny smak. A właściwie, wie pan co? Jak tylko będzie to możliwe, niech pan wsiądzie do samolotu i poleci na Sycylię. To zmieni panu życie”.

Leave a Reply