Marc i powrót do mistrzostw świata w Borgo Panigale: „Tutaj wyszedłem z czarnej dziury. Punkt zwrotny? Operacja kości, która była odpowiednia do normalnego życia, ale nie do jazdy na motocyklu”
Rok 2025 był historyczny dla Ducati: 17 zwycięstw w wyścigach, 19 sukcesów w sprintach, 44 miejsca na podium w niedziele, 6 różnych kierowców na podium, 7 całkowicie zdominowanych podium oraz co najmniej jeden motocykl Desmosedici w pierwszej trójce w 88 kolejnych GP, od Aragonii 2020 do Walencji 2025. A wszystko to wraz z trzecią potrójną koroną – tytułami kierowców, marek i konstruktorów MotoGP – po tych z 2007 i 2022 roku. Wygranie wszystkiego nie ułatwia jednak przyszłości, zwłaszcza gdy w grę wchodzi projektowanie zupełnie nowego motocykla oraz przedłużenie kontraktu z mistrzem świata, Markiem Marquezem.
Marc, jak przebiega rehabilitacja po kontuzji z 2025 roku?
„Idzie bardzo dobrze. Minęło już dwanaście tygodni, prawie trzy miesiące: mogę zacząć jeździć na motocyklu, lekarze wyrazili zgodę, więc ostrożnie wznowiłem treningi. Pod względem mięśniowym już dość dobrze doszedłem do siebie, ramię nadal nie działa idealnie, ale mamy półtora miesiąca do lutowych testów w Malezji. Celem jest być szybkim już podczas pierwszego wyścigu w Tajlandii”.
To był fantastyczny sezon, który pokazał, że marzenie jest silniejsze od strachu, ale teraz musi Pan podnieść poprzeczkę jeszcze wyżej.
„W końcu najtrudniejsza praca została wykonana: nie oznacza to, że ponowne zwycięstwo będzie łatwe, ale najtrudniejsze wyzwanie w mojej karierze sportowej, czyli wyjście z tej głębokiej, czarnej otchłani, pokonałem, i zrobiłem to z niesamowitym zespołem: Ducati Factory. Teraz znów pracujemy, aby walczyć o tytuł mistrza świata w 2026 roku. Nie będzie to łatwe: jest mój brat Alex, który w tym roku spisał się bardzo dobrze i który będzie jeździł na Ducati w 2026 roku, a także Pecco Bagnaia, dwukrotny mistrz świata, oraz Bezzecchi, z Aprilia, która za każdym razem jest coraz bliżej nas”.
Pańskie sportowe osiągnięcie, powrót do MotoGP na najwyższym poziomie, biorąc pod uwagę sytuację, w której się Pan znajdował, oraz Pana wiek, jest czymś niezwykłym: jakie były kluczowe momenty tej drogi?
„Są dwa. Pierwszym z nich był GP Japonii 2023: w następnym tygodniu podjąłem decyzję o odejściu z zespołu, który dał mi wszystko, Hondy, aby przejść do zespołu Gresini. Nadia Padovani czekała na mnie aż do tego momentu, kiedy do końca sezonu pozostały cztery GP: zazwyczaj zespół nie czeka tak długo. To był punkt numer jeden, jeśli chodzi o sport.”

A drugi kluczowy moment?
„Przeprowadzenie czwartej operacji ramienia: kiedy wszystko było już w porządku, pojechałem do Ameryki, aby je złamać i ponownie ustawić w prawidłowej pozycji. Była to trudna decyzja, ponieważ do prowadzenia normalnego życia ramię to nadawało się – pozwalało wykonywać codzienne czynności, ale nie nadawało się do jazdy na motocyklu. Podjąłem więc to ryzyko. Następnie z zespołu Gresini przeszedłem do zespołu fabrycznego, ale to naturalna konsekwencja: te dwa punkty były kluczowe”.
Aby wygrać, potrzebny jest kierowca, motocykl, zespół oraz firma obsługująca zespół. Czy Państwa recepta była zrównoważona?
„Jesteśmy zespołem. Ostatecznie to ja prowadzę motocykl i przekraczam linię mety, ale za mną stoi wiele osób, zarówno w firmie w Bolonii, jak i na torze, które pomagają osiągnąć sukces”.
Jaka jest najcenniejsza rzecz, której nauczył się Pan dzięki doświadczeniu w Ducati?
„Że o wielkości decydują ludzie. Jest to ważne, ponieważ jeśli mówimy o wielkości firmy, istnieją znacznie większe japońskie marki, ale w Ducati zrozumiałem, że o wielkości decydują ludzie, osobowość i najdrobniejsze szczegóły”.

Jak bardzo podoba się Panu miasto Bolonia? Czy zakończenie kariery w Ducati byłoby dla Pana przyjemnością?
„Częściej odwiedzałem fabrykę Ducati niż samo miasto Bolonia! Muszę kiedyś znaleźć spokojniejszy dzień, aby zwiedzić miasto, ponieważ można tu zjeść naprawdę wyśmienicie. Przed nami ważny rok, 2026, ale oczywiście wszystko jest otwarte na lata 2027 i 2028: w skali od 1 do 10 moja chęć pozostania w Ducati wynosi 8, ale muszę dobrze przemyśleć, co zrobić. Tak jak zawsze w mojej karierze sportowej, jeśli jestem szczęśliwy i szybki w danym miejscu, priorytetem jest pozostanie tam”.
Z rywala stał się osobą świętującą wraz z zespołem Ducati swój powrót do sukcesu: teraz jest Pan szybki, szczęśliwy i ma Pan odpowiedni motocykl, ale ile z tych emocji zabierze Pan ze sobą również w 2026 roku, aby ponownie wystartować?
„Następny rok będzie bardziej przejrzysty, a także ważniejszy, ponieważ motocykl będzie dobry, natomiast jeśli pomyśleć o latach 2027 i 2028, kiedy zaczną obowiązywać nowe przepisy i będziemy mieli nowe opony, trudniej będzie zrozumieć, jak sobie z tym poradzić. Teraz jednak myślami jestem wyłącznie w 2026 roku: jestem w odpowiednim zespole i mam odpowiedni motocykl, a to, czy uda mi się osiągnąć lepszy czy gorszy wynik, leży wyłącznie w moich rękach”.
Pamięta Pani zdjęcie Lindsey Vonn na podium w St. Moritz? To symbol pozytywnych wartości i uosobienie sportowej wytrwałości. Co Pani o tym sądzi?
„Tak, Lindsey Vonn dokonała czegoś niesamowitego. Spotkałem ją wiele razy, nawet gdy bolało ją kolano. Szczerze mówiąc, bardzo zaskoczyło mnie to, w jaki sposób wygrała. Jestem pewien, że przygotowuje się do najbliższych dwóch lat: jej celem jest osiągnięcie bardzo dobrych wyników, ale najtrudniejsze już ma za sobą i naprawdę cieszę się z jej powodu”.
