Były pomocnik: „Jedno niecelne podanie, a Mancio oszalał. Odpowiedziałem mu, a on poszedł do Mantovani. Simoni próbował sprowadzić mnie do Neapolu – błędem było nie pójść za nim. Wciąż zatrzymują mnie ludzie z powodu dziury w polu karnym podczas meczu Juve-Toro…”

Dla wielu Riccardo Maspero to „ten z dziurą”. Sprytny ruch, który stał się kultowy, zapewniając Torino nieoczekiwany remis 3:3 w derbach z 2001 roku. „Strzeliłem nawet gola, przegrana byłaby podwójną porażką. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło”. Opowiada bez cenzury, sięgając pamięcią do bolesnych chwil i wielkich zwycięstw. „Kiedy z Cremonese wygraliśmy na Wembley”, ale także do kłótni i pewnych nieporozumień. „Pokłóciłem się z Mancio i z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że popełniłem błąd, nie ufając Simoniemu. Chciał zabrać mnie do Neapolu, a ja postanowiłem zostać w Cremonie, aby dotrzymać danego słowa”.

Maspero, zacznijmy od początku. Pochodzi Pan z rodziny sportowców: czy piłka nożna pojawiła się w Pana życiu już od kołyski?

„Tak, rzeczywiście tak było. Mój tata był piłkarzem, grał w młodzieżowych drużynach Piacenzy, ale nie osiągnął sukcesu. Można powiedzieć, że zrealizowałem również jego marzenie. Pamiętam jego łzy w dniu debiutu w Serie A”.

Dzisiaj grają również pańscy synowie.

„Jeden w Pro Sesto, drugi w Alessandrii. Doceniam ich wytrwałość w dążeniu do celu. Przypominają mi mnie samego z czasów młodości”.

Czy był taki moment, w którym zrozumiał pan, że się udało?

„W Cremonie. Ponieważ nie chodzi o to, by zadebiutować, ale by utrzymać się na wysokim poziomie. W Cremo mieliśmy grupę, która trzymała się razem jak pieczęć. Byliśmy rodziną. Favalli był niesamowitym dyrektorem sportowym, dobrze kupował i świetnie odsprzedawał, zawsze zachowując nienaruszony nasz duch zespołowy. Nawet nowi gracze od razu się integrowali. Proszę mi wierzyć, to było coś magicznego”.

Jednak pan odszedł.

„Chciałem zrobić krok naprzód. Zadzwonił do mnie Eriksson i powiedział: »Chcę cię w drużynie«. Nie można było odmówić”.

W Sampdorii nie widać było Maspero z Cremony. Co poszło nie tak?

„Byłem nieco ograniczony przez system gry. Potem, w następnym roku, sprowadzili Seedorfa i Karembeu, a ja zdecydowałem się odejść. Zachowałem jednak niezapomniane wspomnienia, takie jak półfinał Pucharu Pucharów z Arsenalem. To była niesamowita przygoda. Nawiązałem wiele więzi również w tamtym roku, jedną w szczególności…”.

Z kim?

„Z Ruudem Gullitem. Spędzaliśmy razem naprawdę dużo czasu. On był już gwiazdą, a ja chłopakiem na pierwszym roku w wielkiej drużynie. Aby wyjść razem, musiał się przebierać, za każdym razem było to prawdziwe widowisko. Mam wiele wspomnień o tym fantastycznym chłopaku: podczas kolacji rozśmieszał nas do łez, w szatni puszczał muzykę. Potem wychodził na boisko i przeistaczał się”.

Mówiło się, że odszedł Pan z powodu kłótni z Mancinim.

„Powiedzmy, że Roberto miał w Sampdorii dużą władzę. Eriksson bardzo go słuchał, a moja rola jako drugiego napastnika była nieco kłopotliwa. Nigdy się nie kłóciliśmy, z wyjątkiem jednego razu. Jeśli mogę…”.

Proszę nam opowiedzieć.

„Nawet na treningach był bardzo wymagający; pewnego razu podałem mu źle piłkę i wpadł w szał. Odpowiedziałem mu i doszło do kłótni. Nie mam nic przeciwko niemu, ale wiem, że naciskał na moje odejście. A pomyśleć, że mówiono mi, iż zaledwie rok wcześniej to właśnie on zasugerował Mantovaniemu i trenerowi, by mnie zatrudnili…” .

Maspero gra w karty z Garzyą w autokarze

W swojej karierze miał Pan wielu świetnych trenerów. Proszę wybrać jednego z nich.

„Powiedziałbym, że Simoni, ale nie chcę nikogo skrzywdzić. Gigi był dla mnie jak drugi ojciec. Popełniłem błąd, nie podążając za nim do Neapolu: był rok 1996 i bardzo nalegał, by mnie pozyskać. Gościł mnie przez dwa dni w swoim domu, próbując mnie przekonać. Ja jednak zdecydowałem się pozostać w Cremonie, ponieważ sezon był w toku, a ja dałem słowo prezesowi i Favalli, że pomogę drużynie w trudnej sytuacji. Nie chciałem opuszczać statku w czasie burzy, to nie leży w mojej naturze. Moja żona wciąż mi to wytyka, jej by się to podobało”.

Potem spotkaliście się w Turynie.

„Na kilka meczów. Ponieważ Simoni został zwolniony niemal natychmiast. Jednak i to był fantastyczny epizod. Wszyscy pamiętają mnie z powodu „dziury” w derbach, ale były to trzy bardzo piękne lata”.

Tak, ta dziura. Czy nadal zatrzymują pana na ulicy?

„Tak, zdarza się, że pamięta się mnie tylko z tego powodu. W rzeczywistości jestem bardzo zadowolony z mojej kariery. To w derbach było sprytne zagranie: było 3:3, właśnie strzeliłem gola wyrównującego, a nam przyznano rzut karny. Poszedłem więc tam i „wykopałem” dziurę. Salas nie zwrócił na to uwagi i kopnął w tę dziurę. Piłka poleciała wysoko w powietrze. Kibice Juve wciąż mi to wytykają”.

Maspero kopie słynną dziurę przed nieudanym rzutem karnym Salasa

A przecież miał pan trafić do Juventusu już kilka lat wcześniej…

„To prawda, Favalli prowadził intensywne rozmowy z Bianconerimi i powiedział mi, że istnieje taka możliwość. Ja jednak zdecydowałem się przejść do Sampdorii”.

Najpiękniejszy moment?

„ Miałbym ich wiele, ale wybieram zwycięstwo na Wembley z Cremonese: pokonaliśmy Derby County, wygrywając Puchar Anglo-Włoski. Strzelenie gola na takim stadionie to coś, co pozostaje w sercu na zawsze”.

Żal?

„Osiągnąłem mniej, niż na to zasługiwałem. Byłem nieco pokrzywdzony przez systemy taktyczne i niektóre decyzje”.

Przed zakończeniem kariery – osiem lat w amatorskich klubach.

„Zdecydowałem się pozostać w Bergamo wraz z żoną, która prowadzi firmę w tej okolicy. Odrodziłem się. Po odejściu z Florencji straciłem pasję do gry, ale te lata przywróciły mi ją”.

Obecnie jest trenerem.

„W tej chwili mam przerwę, ale czekam na okazję. Przez lata nie śledziłem piłki nożnej, podjąłem pracę w firmie i muszę przyznać, że mi się to podobało. Zobaczymy, co będzie dalej. Być może płacę za to, że nie jestem osobą medialną. Tak było już w czasach, gdy byłem piłkarzem. Nigdy nie lubiłem być w centrum uwagi”.

Leave a Reply