Pomocnik, który strzelił gola w 2001 roku: „Strzeliłem trzeciego gola, a potem zostałem tatą. W tym meczu ufam Maxowi”
Bramka w historycznych derbach wygranych przez Milan 6:0, a osiem dni później… urodziny jego córki Grety. Federico Giunti nie zapomina maja 2001 roku, a zwłaszcza tego (bardzo intensywnego) tygodnia, który rozciągał się od zwycięstwa w derbach 11 maja… aż po różową wstążkę 19 maja z okazji narodzin Grety. „Dwie takie radości zapamiętuje się na całe życie – przyznał – a co dopiero, gdy zdarzają się w tak krótkim czasie”.
Giunti, to były jego ostatnie derby w barwach Milanu. Nie można było zakończyć tego lepiej…
„Właściwie nie liczyłem na tak zdecydowane zwycięstwo, ponieważ niecałe dwa miesiące wcześniej zmieniliśmy trenera (Cesare Maldini zastąpił Zaccheroniego, przyp. red.) i ponieważ sezon nie układał się najlepiej. To zwycięstwo dało nam nowy impuls”.
Kibice Rossoneri wciąż pamiętają to 6:0.
„Po pierwszych dwóch bramkach Gattuso chwycił mnie za włosy i szarpał nimi z powodu ogromnej determinacji, jaką miał w sobie. Potem strzeliłem rzut wolny na 3:0, a on ograniczył się… do uściskania mnie (śmiech, przyp. red.). Rino jest dla mnie jak młodszy brat: byłem kapitanem Perugii, która awansowała z Serie B do Serie A (w sezonie 1995–96, przyp. red.), kiedy on, mając niecałe osiemnaście lat, grał już w pierwszej drużynie. Szkoda, że pewnego dnia zniknął, by wyjechać do Szkocji…”.
W tamtej Perugii był też Allegri.
„Grał obok mnie w środku pola i mimo że to ja nosiłem opaskę kapitana, to on był prawdziwym liderem i kapitanem. Razem osiągnęliśmy awans, ale Max odszedł w styczniu następnego roku. Szkoda, bo miał niesamowitą osobowość. Nie zdziwiło mnie, że osiągnął takie sukcesy jako trener”.
Czyli popiera decyzję Milanu o sprowadzeniu go… z powrotem do domu zeszłego lata?
„Allegri jest mistrzem w naprawianiu sytuacji i zapewnianiu spokoju w grupie. Milan tego potrzebował po wynikach z poprzedniego sezonu: teraz piłkarze są zmuszeni dać z siebie wszystko, bo nie ma już żadnych wymówek. Max to prawdziwy zwycięzca. Nie dało się znaleźć lepszego trenera”.
Wróćmy do tych „nieprzewidywalnych” derbów.
„Wyszliśmy na boisko z czystą głową, Inter nie, bo prawdopodobnie ich sezon był jeszcze bardziej skomplikowany niż nasz. Chcieliśmy się zrehabilitować i sprawić radość kibicom, więc zagraliśmy niesamowity mecz w niespotykanym dotąd ustawieniu 4-4-2: Kaladze i ja jako środkowi pomocnicy, Gattuso i Serginho na skrzydłach. Sergio był nie do zatrzymania – zaliczył trzy asysty i strzelił gola na 6:0; Comandini i Szewczenko zdobyli po dwa gole. To była szalona noc”.
Latem 2001 roku opuścił pan „rossoneri”, którzy w 2003 roku zdobyli Ligę Mistrzów. Żałuje pan tej decyzji?
„Miałem jeszcze kontrakt z Milanem, który miał mnie przedłużyć, ale Mazzone chciał mnie w Brescii, a naciski ze strony Roberto Baggio skłoniły mnie do wyrażenia zgody. Z perspektywy czasu nie podjąłbym tej decyzji, ponieważ przeszedłem z drużyny, z którą zdobyłem mistrzostwo w sezonie 1998–99, do zespołu walczącego o utrzymanie się w lidze: zmiana mentalności była dla mnie ważna i musiałem się dostosować. Potem wyjechałem do Turcji i utorowałem drogę wielu włoskim kolegom, którzy później trafili do tamtejszej ligi: zdobycie tytułu z Beşiktaşem było dla mnie wielką satysfakcją”.
W Brescii jego kolegą z drużyny był Tare.
„Zrobił karierę u Mazzone’a, bo był silnym fizycznie napastnikiem, który na przodzie stanowił świetny punkt odniesienia. Zmieniał się z Tonim i strzelił mnóstwo bramek. Igli zna się na piłce nożnej i w Milanie wnosi duży wkład”.
Gdyby miał wyjaśnić piłkarzom, którzy w tym roku przybyli do Milanello, czym są derby, jakich słów by użył?
„To wyjątkowy mecz, do którego w moich czasach nawet klub przygotowywał się skrupulatnie. Za czasów Berlusconiego i Gallianiego klub był zarządzany jak rodzina, a my, piłkarze, musieliśmy skupiać się wyłącznie na boisku: resztą – od szkoły dla dzieci, przez opiekunki, po wybór domu i samochodu – zajmowali się pracownicy Milanu. Wszyscy czuliśmy się zobowiązani dać z siebie ponad 100%. Zawsze, ale przede wszystkim w derbach, które były wyjątkowymi meczami, gdzie kibice motywowali cię do wydania z siebie ostatniej kropli potu. Kiedy na trybunach widziałeś takie choreografie, przechodziły ci dreszcze”.
Jakiego meczu spodziewasz się jutro?
„Zaciętego pod względem sportowym i, jak zwykle, przeżywanego z ogromną pasją. Nie pytajcie mnie o wynik ani o faworyta, ale Milan pod wodzą Allegriego podejdzie do tego meczu zmotywowany i dobrze przygotowany”.
Kto będzie decydującą postacią dla Rossoneri?
„Modric, który dla mnie jest… samym piłkarskim sztuką. Kiedy dotyka piłki, to prawdziwe widowisko”.
A co z Interem?
„Wszyscy czterej napastnicy doskonale się uzupełniają. Kogokolwiek wybierze Chivu, nie popełni błędu. Najgroźniejszy jest jednak Lautaro”.
Czy mistrzostwa będą długim… derbem o tytuł?
„Zdecydowanie tak. Różnice punktowe w tabeli są niewielkie, a po zmianie trenera Juve nie wypadła z wyścigu, ponieważ Inter i Roma przegrały już po trzy mecze. To sporo… Jeśli Max zacznie regularnie zdobywać punkty, wszystkim będzie ciężko”.
