18-letni leworęczny tenisista przywrócił trofeum Bonfiglio do Włoch po 13 latach i ma wysokie ambicje: „Muszę rozegrać wiele turniejów Challenger, aby awansować w rankingu, a teraz w końcu zdobędę prawo jazdy, dzięki czemu będę mógł samodzielnie się przemieszczać. Moja dziewczyna? To siostra Pauli Badosa”.
Jacopo Vasamì przywrócił do Włoch tytuł prestiżowego Trofeo Bonfiglio po 13 latach, odkąd udało się to Gianluigi Quinzi. Postanowił rozpocząć w tym roku karierę w tenisie wielkoszlemowym po osiągnięciu ćwierćfinału Roland Garros juniorów. Leworęczny tenisista, wychowany w Akademii Rafa Nadala, około rok temu wrócił do „domu”, do Nomentano w Rzymie, gdzie pracuje ze swoim trenerem z czasów młodości, Fabrizio Zeppierim. Pierwsze kroki na profesjonalnym torze były obiecujące: dotarł do ćwierćfinału Challenger 100 w Monzie (był to dla niego dopiero drugi turniej w tej kategorii), a następnie do półfinału Challenger 75 w Mediolanie. To dopiero początek, ale mając 18 lat, które skończył 19 grudnia, Vasamì ma przed sobą długą i ekscytującą drogę. Jego leworęczność sprawia, że jest „poszukiwany”, a na Wimbledonie był nawet sparingpartnerem Jannika Sinnera przed meczem z Sheltonem, który mocno uderza lewą ręką. Trochę tak jak on, który aby nauczyć się tego, trenował również w Dubaju z „Młotem” z domu, Matteo Berrettinim.
Wszystkiego najlepszego, Jacopo, jak to jest mieć 18 lat?
„Cóż, nie zauważyłem dużej różnicy w porównaniu z 17 latami…”.

Nikt w to nie wierzy. Jak każdy osiemnastolatek nie może się doczekać, aby zdobyć prawo jazdy…
„O tak, to prawda, już się uczę i moment jest idealny, ponieważ w tej chwili jeszcze nie podróżuję. Posiadanie samochodu oznacza większą swobodę, łatwiejsze przemieszczanie się. A przede wszystkim, z praktycznego punktu widzenia, pełnoletność pozwoli mi uniknąć procedur i zezwoleń związanych z niepełnoletnością. Również w przypadku umów i podróży wszystko jest prostsze. Ogólnie rzecz biorąc, to ulga”.
Ale urządził pan przyjęcie?
„Nie, jestem spokojnym typem, byłem w Tirrenii w centrum technicznym z innymi graczami. Nic nadzwyczajnego, przed nami sezon pełen turniejów Challenger, do których trzeba się przygotować”.
A propos, kiedy zaczyna się pański sezon? Czeka pana rok 2026 pełen celów do osiągnięcia.
„Zaczynam od kortów twardych, między lutym a kolejnymi miesiącami, grając w Europie. Następnie między marcem a kwietniem zaczyna się długa część turniejów Challenger na kortach ziemnych we Włoszech. Będzie to bardzo „włoski” okres z Neapolem, Monzą, Modeną, Rzymem, Sassuolo, Perugią… jest ich bardzo wiele. To zaleta mieć tak wiele turniejów u siebie. Również z tego powodu prawo jazdy jest ważne: często można jeździć samochodem. Dzięki temu moja mama nie musi ciągle wozić mnie na lotnisko o świcie lub na dworzec wieczorem”.
Święta mama Concetta: jakie są twoje relacje z nią?
„Bardzo dobre. Nie jest surowa w klasycznym sensie: zawsze pozwalała mi żyć poza tenisem, jak normalny chłopak. Ukończyłem normalną szkołę i zdobyłem dyplom. Teraz, gdy dorosłem, jest bardziej zaangażowana: nie tylko jako rodzic, ale także w organizację. Zarządza wieloma sprawami: podróżami, kontraktami, finansami. Ja muszę się skupić na grze. Organizowanie lotów, hoteli, płatności i zarządzanie zespołem to prawdziwa praca: nie mógłbym tego robić, a mój menedżer Ugo Colombini nie jest w stanie sam tego wszystkiego ogarnąć”.

A co z jego rodzeństwem?
„Jesteśmy zżyci, bardzo zbliżeni wiekowo: mój brat jest rok starszy, a siostra rok młodsza. Prowadzą normalne życie: brat studiuje na uniwersytecie, a siostra chodzi do liceum. Śledzą moje poczynania, ale moja kariera nie wpływa na ich życie: kiedy mogą, oglądają mecze, a kiedy nie mogą, to nie”.
Mówiąc o autorytetach: jak wygląda Twoja relacja z trenerem?
„Jestem samokrytyczny i zawsze staram się zrozumieć, co nie działa. Oczywiście nie jest przyjemnie słyszeć, co robisz źle, ale trener nie tylko to robi: musi Cię również doceniać, przypominać Ci o Twoich mocnych stronach, dawać Ci zaufanie i sprawiać, że mniej wątpisz. „Niewygodną” częścią jest praca nad brakami. W meczu możesz przegrać i przypisywać porażkę jakiejś przyczynie, ale to nie jest to: musisz wysłuchać analiz, które nie są dla ciebie przyjemne. Dzieje się tak również poza boiskiem: na siłowni może chcesz wykonywać ćwiczenia, które sprawiają ci przyjemność, a zamiast tego wymagają od ciebie tego, co naprawdę potrzebne, na przykład wytrzymałości. Albo w kwestii odżywiania: myślisz, że robisz to dobrze, a ci mówią, że musisz się poprawić. To część ich roli”.

Przejdźmy do życia poza boiskiem. Jego dziewczyna, Jana, jest siostrą Pauli Badosa. Jak się poznaliście?
„Ona nie jest tenisistką, ale poznaliśmy się w Rzymie, podczas turnieju Internazionali. Było to w okresie jej urodzin: Paola zabrała ją do Foro jako prezent. Byłem tam i poznaliśmy się zupełnie przypadkowo. Ona mieszka w Hiszpanii, nasz związek jest na odległość, ale nam to nie przeszkadza. Rozmawiamy i spotykamy się, kiedy tylko jest to możliwe. Zabrałem ją jednak na Olimpico, żeby obejrzała derby. Kibicuję Romie”.
Jak spędzasz wolny czas poza tenisem?
„Ogólnie lubię sport: piłkę nożną i padla, kiedy tylko mogę. Jednak obecnie mam znacznie mniej wolnego czasu niż rok temu, może jedną trzecią, i często nawet nie ma mnie w domu. Kiedy tylko mogę, wolę spędzać czas z przyjaciółmi. Albo w domu: film, rozmowa przez telefon z moją dziewczyną. To proste rzeczy, także dlatego, że często jestem zmęczony”.
Jeśli chodzi o relacje w obiegu: z kim jest Pan najbardziej związany?
„Z Włochami w ogóle. Bardziej uznani zawodnicy często starają się pomagać młodym: biorą ich „pod swoje skrzydła” i udzielają im porad. Jestem towarzyski, a poza tym, będąc leworęcznym, często przydaję się podczas treningów: leworęczni są rzadkością”.
A propos Włoch, czy Puchar Davisa jest celem na przyszłość?
„Tak, ale we Włoszech, aby grać w Davisie, trzeba zazwyczaj znaleźć się wśród 50 najlepszych graczy świata. Jest to cel, który oznacza, że osiągnąłeś bardzo wysoki poziom. Pierwszym celem jest jak najszybsze zagranie w turniejach wielkoszlemowych. Nie wyznaczam sobie konkretnego terminu: jeśli uda mi się w Paryżu, to dobrze, jeśli uda mi się w Nowym Jorku, to dobrze, w przeciwnym razie będę dążył do Australian Open w 2027 roku. Aby dostać się do turniejów wielkoszlemowych, trzeba być mniej więcej w okolicach 230-240 miejsca w rankingu. Ja jestem około 650, więc muszę rozegrać wiele meczów Challenger i wiele innych. Chciałbym również zakwalifikować się do Next Gen w przyszłym roku: byłoby to bardzo fajne”.
Tenis jest również sportem samotnym. Jak znosisz samotność?
„Dobrze. Lubię być sam. Mam niewielu przyjaciół, ale są oni bardzo dobrzy”.
