Były obrońca Milanu i Interu opowiada o swojej przygodzie jako piłkarz i życiu po zakończeniu kariery: „Ancelotti to wizjoner, w szatni odbywały się konkursy elegancji. Jestem przedsiębiorcą, produkujemy butle z wodą i mam 22 bary”.

Jeśli 70% ludzi pije wodę z kranu, tylko szaleniec zainwestowałby w 19-litrowe butle. Cóż, to zależy. Dario Simic jest przyzwyczajony do przeciwstawiania się prognozom. Był obrońcą Dinamo Zagrzeb bez nadmiernego talentu, a stamtąd trafił do Interu. Do Milanu trafił w ramach wymiany z Umitem Davalą – powiedzmy, że był materiałem na ławkę rezerwowych – a zamiast tego wygrał dwa Puchary Europy jako główny bohater. Tym razem Simic postanowił zainwestować i został królem wody w Chorwacji. W życiu udało mu się wiele – najpiękniejsze to wielka rodzina z czwórką dzieci – a jedyne, co mu się nie udało, to okiełznać Zampariniego w Palermo… ale to są misje niemożliwe do wykonania zarówno dla ludzi, jak i półbogów.

„Z piłki nożnej. Powiem coś, o czym wie niewielu: zanim zacząłem grać w Interze i Milanie, byłem blisko przejścia do Juventusu. W 1996 roku byłem w biurze z Triadą. Ja, Moggi, Giraudo i Bettega. Byłem bliski podpisania kontraktu”.

I co dalej?
„A potem moja rodzina zdecydowała, że lepiej nie jechać: miałem dwadzieścia lat, wciąż trwała wojna. Przyjechałem do Włoch po mistrzostwach świata w 1998 roku. Przed tymi mistrzostwami Chorwacja była znana tylko 3% światowej populacji. Miesiąc później odsetek ten wzrósł do 30%. Ćwierćfinał z Niemcami pozostaje niezapomniany. W końcu wszyscy płakaliśmy”.

W tym momencie Inter.
„Tak, w styczniu 1999 roku. Dla mnie to było spełnienie marzeń, siedziałem obok Ronaldo, Seedorfa, Zanettiego. Nigdy wcześniej nie byłem na San Siro i kiedy po raz pierwszy, podczas meczu z Wenecją, powiedziałem sobie: „No dalej, pójdę się rozgrzać na boisku, żeby się przyzwyczaić”. Ale nie, rozgrzewka odbywała się pod dachem, więc wyszedłem na minutę przed rozpoczęciem meczu, a stadion był niesamowity. Po raz pierwszy widziałem San Siro, aby na nim zagrać: to było szaleństwo”.

Jak poszło?
„Maniero zaatakował piłkę po 20 minutach, a ja spóźniłem się. Wykonał strzał z woleja i padł gol. Pomyślałem sobie: „Jeśli tak to działa, że wystarczy dać napastnikowi centymetr, a on strzela gola, to mogę iść do domu…””.

A jak potem byli Seedorf, Ronaldo i Zanetti?
„Zabawni. Tańczyli”.

Dario Simic z Marcello Lippi w Interze w 1999 roku. Getty Images

Tańczyli?
„Tak, w tamtych czasach tak się robiło, w restauracjach i na domowych imprezach puszczano muzykę. Latynosi przyjęli mnie jak jednego z nich, Cordoba był moim wielkim przyjacielem, a Zanetti zaprosił mnie na Sylwestra”.

A z kim w Milan byłeś w dobrych stosunkach?
„Byłem bardzo zaprzyjaźniony z Pippo Inzaghim. Kiedy wychodziliśmy razem, co dziesięć minut podchodziła do niego jakaś dziewczyna: Pippo był numerem jeden wśród dziewczyn. Grupa była świetna. Mówili mi, że zawsze spałem, bo byłem trochę w chmurach, w swoim świecie. Jeśli ktoś przyszedł w niemodnych dżinsach, to szybko znikały. Pamiętam też majtki, które uznano za nieodpowiednie i powieszono w szatni”.

A więc ranking: najbardziej i najmniej eleganccy członkowie drużyny.
„Najlepsi to Kaladze, Borriello, Pirlo. Najgorsi to Brazylijczycy… ale nie podajmy nazwisk”.

Kapitan Milanu, Paolo Maldini, podnosi do nieba puchar Ligi Mistrzów 2003 po zwycięstwie w rzutach karnych w finale z Juventusem. Getty Images

Spośród wspomnień związanych z Milanem wybierzmy jedno z 2003 roku i jedno z 2007 roku, czyli lata Ligi Mistrzów. Jak powstała magia w 2003 roku?
„Dzięki geniuszowi Ancelottiego, który przesunął Pirlo przed obronę. Był wizjonerem, ojcem, wspaniałą osobą”.

Wybierzmy więc wspomnienie z 2007 roku. Tytuł Sports-Predictions: „Simic nie zgadza się i ostrzega: „W styczniu zmienię otoczenie”. Czy Ancelotti był mniej wspaniały?
„Po prostu mało grałem. Byłem obrońcą w trójce lub środkowym obrońcą, jako boczny obrońca nie mogłem wyrazić swoich umiejętności. Formacja 4-3-2-1 jest bardzo trudna dla bocznych obrońców, ponieważ nie mają przed sobą nikogo”.

Trzy lata później zakończyłeś karierę i rozpoczęłeś burzliwe życie. Zgadza się?
„Tak, przez te 16 lat byłem wieloma osobami. W sezonie 2016-17 byłem doradcą Palermo, praktycznie dyrektorem sportowym, ale z Zamparinim było ciężko. Mówił mi: „Idź do trenera i powiedz mu, żeby zmienił tego zawodnika”, ale ja się z tym nie zgadzałem, tak się nie robi. Poza tym nie można zmieniać trenera co trzy mecze…”.

A teraz?
„Nie pracuję już jako obserwator Milanu ani dla Dinamo Zagrzeb. Moja rodzina posiada 70% rynku butelek na wodę w Chorwacji, które są używane w biurach i domach. Razem z bratem mamy też 22 bary”.

Dario Simic w jednym ze swoich barów

Oto rodzina. Pani, Jelena i czterech synów, z których trzech jest piłkarzami: Roko, Viktor, Nikolas i David. Kto jest najsilniejszy?
„Roko w wieku 18 lat grał w Lidze Mistrzów, a teraz jest w Karlsruhe. Viktor jest na Słowacji, Nikolas w Dinamo Zagrzeb, ma wielki talent, ale także problemy z kolanem. W życiu piłkarza nic nie jest przesądzone”.

W czym są podobni do taty?
„Wychowaliśmy ich w ten sam sposób, ale wszyscy są różni. Nikolas za dużo myśli, tak jak ja. Roko jest spokojny, tak jak ja. Viktor jest mniej podobny do mnie, ale ma wielką chęć do działania”.

Porozmawiajmy o Davidzie?
„Oczywiście. Kiedy się urodził, powiedziano nam, że istnieje możliwość, że ma zespół Downa. To było szokujące. Następnego dnia potwierdzili nam to. Dziesięć lat później David jest bardzo niezależny, chodzi do szkoły z asystentem, odrabia zadania domowe”.

Co lubi?
„Coca Colę, mama mu jej zabrania, ale on się ukrywa i ją pije. A potem pizza. Ze mną uprawia też trochę sportu. Wszyscy wiele się od niego nauczyliśmy, bez Davida nie wyobrażam sobie życia. Nauczyłem się, że jeśli kocha, nie liczy się, ile chromosomów ma druga osoba. My natomiast zawsze wszystko liczymy”.

Leave a Reply