Były pomocnik, obecnie trener reprezentacji Serie D: „Luiso w Sorze wyśmiewał mnie z powodu mojej techniki, ale rekompensowałem to determinacją. Baggio zdołał sprawić, że strzeliłem dwa gole, a Messi w wieku 18 lat sprawił, że wyszedłem na głupca…”

Giannichedda przyswoił sobie tę słynną piosenkę Ligabue: „Nie tylko pomocnik, ale ‘życie jak… Giuliano’. Stefano Fiore zawsze mi ją nucił w czasach Udinese, kiedy biegłem po całym boisku, aby odzyskiwać piłki. Nigdy nie miałem talentu wielkich gwiazd, moim zadaniem było powalanie przeciwników”. Były pomocnik z rocznika 1951 zaczynał w amatorskiej drużynie w swoim rodzinnym Pontecorvo, w prowincji Frosinone, a dotarł aż do Ligi Mistrzów, grając w barwach Lazio i Juventusu: „Markowałem Ronaldo, Henry’ego, Tottiego, a nawet bardzo młodego Messiego. W drużynie Lazio zostałem kapitanem; słuchając Del Piero, zrozumiałem, co oznacza bycie liderem”. Od kilku lat Giannichedda postanowił powrócić tam, gdzie wszystko się zaczęło: „Trenuję chłopców z Rappresentativa Serie D, młodzieżowej reprezentacji amatorów. Wraz z naszymi skautami wybieramy najlepszych zawodników poniżej 18 lat spośród 162 drużyn ligowych. W ciągu roku organizujemy mecze towarzyskie i bierzemy udział w Turnieju w Viareggio, co stanowi dla zawodników najlepszą okazję, by się wyróżnić”.

Od Gattiego i Acerbiego po Cambiaso i Luccę: wielu zawodników, którzy zaczynali w D, osiągnęło sukces.

„Świat amatorskiej piłki nożnej bardzo się zmienił. Kluby inwestują znaczne środki, a trenerzy wiedzą, jak rozwijać młodych zawodników. Każda niedziela to walka, młodzi uczą się wytrzymywać zderzenia i stają się coraz lepsi”.

Często mówi się, że odnowa włoskiego ruchu piłkarskiego musi zacząć się od młodzieży. Zgadza się Pan z tym?

„Potrzeba odwagi. Trzeba inwestować w szkolenie trenerów, w infrastrukturę. Młodym ludziom należy towarzyszyć w ich piłkarskim i osobistym rozwoju. Cham z Werony, Iannoni z Sassuolo, Prati z Cagliari: wszyscy oni przeszli przez Reprezentację. Ci, którzy zaczynają w sekcjach młodzieżowych, są bardziej sprawni technicznie, a ci, którzy zdobywają doświadczenie w czwartej lidze, wiedzą, co to znaczy mieć determinację i walczyć o każdą piłkę”.

Ja i Fiore przeszliśmy razem z Udinese do Lazio. Śpiewał mi „Una vita da Giuliano…”

Giuliano Giannichedda

Zbudował Pan swoją karierę, stawiając na wytrwałość.

„Kiedy grałem w C2 w Sora, Pasquale Luiso żartobliwie mówił mi: »Masz stopy jak żelazka«. Technika nie była moją mocną stroną, rekompensowałem to determinacją. W wieku 21 lat znalazłem się w Udinese pod wodzą Zaccheroniego. W tamtych latach budziliśmy strach u wszystkich, zawsze walczyliśmy o europejskie puchary”.

Najsympatyczniejszy członek grupy?

„Giovanni Stroppa, ciągle wymyślał różne figle. Pewnego razu wjechał swoim Fiatem 500 do szatni, trąbiąc klaksonem. Nie mogliśmy już wyciągnąć stamtąd tego samochodu”.

Zmierzył się z najsilniejszymi: od Ronaldo po Baggio, przez Rui Costę i Zidane’a.

„Ronaldo był jak z innej planety, nie dało się go zatrzymać. Kryłem Zinedine’a w moim pierwszym meczu przeciwko Juventusowi, było to w 1997 roku. Aby go zdenerwować, próbowałem wszystkiego: kopałem, rzucałem się na niego. On nie reagował. W drugiej połowie bardzo ostrym wślizgiem uderzył mnie w kostkę. W tym momencie zrozumiałem, że nie powinienem go denerwować”.

Dwa lata później nadeszło powołanie od Zoffa do reprezentacji narodowej.

„Rozegrałem trzy mecze z reprezentacją Włoch. W meczu kwalifikacyjnym do Euro 2000 przeciwko Danii otrzymałem nawet czerwoną kartkę w końcówce spotkania. Najpiękniejsza anegdota dotyczy jednak Roby’ego”.

Proszę opowiedzieć.

„Byliśmy przeciwnikami i kolegami w reprezentacji. W ciągu piętnastu lat kariery strzeliłem cztery bramki. Baggio, dzięki dwóm asystom, sprawił, że udało mi się zdobyć dwa gole podczas treningowego meczu”.

Piłka nożna podarowała Panu wielu przyjaciół: jednym z nich jest Stefano Fiore.

„W 2001 roku przeszliśmy razem z Udinese do Lazio za 88 miliardów lir. On miał klasę, w przeciwieństwie do mnie. Pod koniec każdego meczu, kiedy wychodziłem pokryty błotem i pełen siniaków, nucił mi piosenkę Ligabue: „Una vita da… Giuliano. Nie tylko pomocnik”. Miałem szczęście poznać również Borgonovo i Mihajlovicia, dwóch mistrzów, których noszę w sercu”.

W Lazio zadebiutował w Lidze Mistrzów, a nawet został kapitanem.

„Byli tam Nesta, Crespo, Inzaghi. Wygraliśmy Puchar Włoch, pokonując Juventus w finale w 2004 roku. Rok później Di Canio strzelił pierwszego gola pod Curva Sud w tych derbach, wygranych 3:1 z Romą. Padło kilka słów za dużo w kierunku Tottiego. Dla nas była to wielka uroczystość”.

Juventus Capello był ostatnim ważnym etapem jego kariery.

„Na pierwszy trening w barwach Bianconeri przybyłem godzinę wcześniej. Myślałem, że jestem pierwszy, a jednak wszyscy już tam byli: Buffon, Trezeguet, Ibrahimovic. Następnego dnia przybyłem dwie godziny wcześniej”.

Tego lata odkrył talent Messiego.

„Rozegraliśmy Trofeo Gamper przeciwko Barcelonie. Leo miał 18 lat. Próbowałem odebrać mu piłkę wślizgiem, a on skręcił, aby mnie ominąć. Upadłem niezgrabnie, a Messi już biegł w kierunku bramki. Capello powiedział: „Zostanie najlepszym na świecie”. Miał rację”.

Zdecydował się Pan pozostać w Serie B po aferze Calciopoli.

„Zorganizowano spotkanie najbardziej doświadczonych graczy, Del Piero powiedział: „Juventus to zawsze Juventus, liga nie ma znaczenia”. Wszyscy się z tym zgodziliśmy”.

Dzisiaj Giannichedda ponownie skupił się na pracy z młodzieżą.

„Miałem szczęście przeżyć wspaniałą karierę: Serie A, Liga Mistrzów, reprezentacja narodowa. Nie sądziłem, że mi się to uda, a jednak udało. Młodym ludziom mówię, żeby nigdy nie przestawali wierzyć w swoje marzenia”.

Leave a Reply