Prowadząc dwoma setami, Hiszpan miał problemy fizyczne, a Niemiec się zdenerwował. Na konferencji Sascha powiedział: „Carlos przez półtorej godziny praktycznie się nie ruszał. Powinienem był to wykorzystać”.

Rozbieg, stracony punkt, grymas bólu, ręce na bolącej prawej nodze, zgięty z bólu. Co się dzieje? Jest 6-4, 7-6, 4-4, 15-30 w półfinale Australian Open, po drugiej stronie kortu Zverev próbuje odrobić straty, a Alcaraz ma jakieś problemy. Prawa noga nie reaguje na polecenia, numer jeden świata kuleje, powoli wraca na środek kortu, serwuje dłużej niż zwykle. Co się dzieje z Carlosem? Hiszpan idzie serwować, 30-30, próbuje się rozciągnąć, rozgląda się. Skurcze? Naciągnięcie mięśnia? Złe samopoczucie? Tymczasem kolejny serwis, ale Hiszpan nie skacze, gra z miejsca. Zverev też jest zdezorientowany, nie bardzo rozumie, co się dzieje, a wynik to 5-4. Jednak, jak pokazuje telewizja, pierwsze oznaki pojawiły się już wcześniej.

Trzeci set, wynik 3-3, serwuje Alcaraz: Hiszpan podchodzi do swojej ławki i mówi: „Wymiotowałem, może powinienem coś wziąć, nie wiem, nie mam energii”. Zespół zachęca go do gry, ale dwa gemy później Carlitos jest na nogach. Alcaraz prosi o przerwę medyczną, z rogu krzyczą do niego „wytrzymaj, jest jeszcze czas”: w końcu prowadzi dwa sety do zera. Drugi bohater tej sytuacji, Alexander Zverev, w międzyczasie wpada w furię i widzi czarownice. Niemiec podchodzi do sędziego i wykrzykuje całą swoją frustrację: „To niesamowite, że można leczyć skurcze, to jest g… nie fair”, dodając (bardzo poważne) „chronicie tych dwóch chłopaków, zawsze, przez cały czas”, odnosząc się nie tylko do rywala Alcaraza, ale także do Jannika Sinnera. Hiszpan nie poddaje się, wstaje i mimo że stoi w miejscu, udaje mu się sprawić Zverevowi trudności, uderzając z całej siły, bez zastanowienia. Dochodzi do tie-breaka, serwis Carlosa jest problemem, a Zverev tym razem jest bardziej skupiony. Trzeci set dla Niemca.

Skurcze — Wycofa się? Nie wycofa się? Alcaraz kuleje, ale nawet nie myśli o wycofaniu się. Nadal masuje prawą nogę, a także lewą, co potwierdza hipotezę o skurczach, ale teraz nie ma to już znaczenia. Hiszpan postanowił doprowadzić tę sprawę do końca. Niezależnie od wyniku. „Czuję się trochę lepiej” — mówi Carlos do swojej ławki, ale na korcie sytuacja nie uległa większej zmianie. Zverev ma wszystko do stracenia, doskonale o tym wie, ale nie jest w stanie zastosować naprawdę przemyślanej strategii. Alcaraz gra jedną krótką piłkę za drugą, ale Niemiec zbyt długo potrzebuje, aby to zrozumieć. Piłki breakowe dla Sashy, przy stanie 3-2, zostają anulowane. Carlos próbuje się zmobilizować, mówiąc „dalej Charly, krok po kroku”. Znów dochodzi do tie-breaka. Alcaraz wzywa publiczność, która eksploduje i szaleńczo dopinguje. Nie wiadomo jak, ale w czwartym secie jest 6-6. Alcaraz odrabia mini-breaka, zdobywa trzy punkty z rzędu i wychodzi na prowadzenie 4-3. Jest trzy punkty od wygranej, od tego, co byłoby cudem. Ale tak się nie dzieje. Zverev koncentruje się, zdobywa 4 punkty z rzędu i po ponad 4 godzinach gry dochodzi do piątego seta.
Remont — Alcaraz chwiejnie, ale nie poddaje się, jednak od razu na początku seta traci break. Wydaje się, że to koniec, ale Carlitos nie chce się poddać. Przy stanie 2-1, serwis Zvereva, break point dla Alcaraza przy 40-0 dla Niemca, drugi serwis Sashy, Alcaraz zagrywa długą piłkę z forhendu, zdobywa kolejny break point, ale strzela w siatkę. Brakuje mu oparcia, zaczyna też brakować energii. Poddanie się nie wchodzi jednak w grę dla Alcaraza: przy stanie 3-2 Carlos zdobywa kolejną piłkę breakową, dobrze odpowiada, ale taśma wysyła piłkę w korytarz podczas wymiany. Alcaraz próbuje również grać z publicznością, kilkakrotnie przykładając palec do ucha. Teraz to już walka, nawet jeśli jeden z nich ma tępe bronie. Rod Laver Arena wygląda teraz naprawdę jak rzymska arena, a Hiszpan jak gladiator. Kontrbreak w końcu nadchodzi, gdy Zverev serwuje do meczu przy stanie 5-3. Cztery wygrane gemy z rzędu i Carlos triumfuje.

na konferencji — Niemiec podkreślił następnie swoje zdanie na konferencji prasowej po meczu: „Miał skurcze, a zazwyczaj nie można prosić o przerwę medyczną z powodu skurczów. Ale to nie moja decyzja. Nie podobało mi się to, ale to nie zależy ode mnie. Powiedziałem po prostu, że to bzdura. Przez półtorej godziny praktycznie się nie ruszał (uśmiecha się). Być może powinienem był lepiej to wykorzystać, wygrać gemy i sety szybciej. Wtedy w piątym secie nie miałby tyle czasu na regenerację. Ale sposób, w jaki poruszał się w piątym secie, był znowu niesamowity”. Sasha powiedział następnie, że była to „niesamowita walka”. Finał był dla mnie pechowy, ale prawdę mówiąc, nie miałem już nic do zaoferowania. Nawet przy stanie 5-4 zazwyczaj mogę liczyć na swój serwis, ale nogi nie chciały już mnie unieść. Tak się stało, takie jest życie – powiedział nr 3 światowego rankingu. Szczerze mówiąc, jestem teraz zbyt zmęczony, żeby odczuwać emocje. Być może za kilka dni będę czuł więcej, ale w tej chwili jestem po prostu wyczerpany. Myślę, że obaj osiągnęliśmy absolutne granice, więc jestem też dumny z tego, jak wytrzymałem i wróciłem po dwóch przegranych setach. Oczywiście jest to rozczarowujące, ale to dopiero początek roku. Jeśli będę nadal grał w ten sposób, trenował i pracował tak jak podczas przygotowań, myślę, że będzie to dla mnie dobry sezon”.

 

Leave a Reply