Carlos Bernardes, nestor sędziów: „Finał Wimbledonu sędziowany dzięki Nadalowi, Federer, który nie wydawał się prawdziwy, wymiany piłek z graczem przed meczem i dziwne pytania Bublik. Jak zacząłem? Przekraczając mury klubu… ”
Na zmianę gra w padla i tenisa. Mieszka w okolicy Bergamo „z miłości”. Cieszy się zasłużonym odpoczynkiem, mieszając się z widzami wielkich turniejów, takich jak ATP Finals 2025 w Turynie.
To Carlos Bernardes, nestor sędziów, dystyngowany i uśmiechnięty Brazylijczyk, który sędziował 3 finały Slam, finały, igrzyska olimpijskie i około 24 mecze numerów 1 w historii.
Carlos, dlaczego chłopak z Brazylii, gdzie dominuje piłka nożna, miałby zostać sędzią tenisowym?
„W Sao Caetano, moim mieście, miałem przyjaciół, którzy grali w piłkę nożną w klubie tenisowym. Tylko że…”.
Tylko że?
„Przeskakiwaliśmy mury klubu, aby grać w weekendy, kiedy był zamknięty. Jako bramki używaliśmy przeszkód lekkoatletycznych. Potem przeszkody pozostawały na korcie tenisowym, a kiedy padało, zapadały się w czerwonej ziemi. Pewnego dnia prezes klubu spotkał nas przypadkowo i zapytał: „Nie możecie wejść jak normalni ludzie?”. Na początku nie zrozumiałem. „Do klubu przychodzicie jak normalni ludzie, jesteście młodzi, nie pobieram od was opłat…”. Rozpoznał nas… W każdym razie zacząłem grać w tenisa w ten sposób, jako dziecko. Byłem dobry, w wieku 15 lat straciłem ojca i tenis stał się moją pracą: byłem trenerem w moim klubie, aby zarabiać pieniądze. Zostałem przyjęty do drużyny wyczynowej, która w tamtym czasie obejmowała również stypendium na studia: inżynieria mechaniczna”.
Ach, gratulacje, inżynierze Bernardes…
„Nie, skończyłem na trzecim roku. Ale uzyskałem dyplom z wychowania fizycznego”.
Więc gracz i nauczyciel. Ale sędzia?
„Widzi pan, w Brazylii gazeta Gazeta Esportiva publikowała wszystkie programy turniejów tenisowych. Jeśli więc chciałeś wiedzieć, kiedy i z kim będziesz grał, musiałeś zajrzeć do tej gazety. Pewnego dnia przeczytałem ogłoszenie, że turniej w São Paulo poszukuje 122 sędziów liniowych. Cóż, zgłosiłem się. Był to Fed Cup, rok 1984. Od tego momentu przez kolejne 40 lat sędziowałem na korcie”.
Czy liczył kiedyś kraje, które odwiedził?
„Oczywiście! Zapisałem je nawet w aplikacji, żeby ich nie zapomnieć. Odwiedziłem ponad 90 krajów i około 350 miast. Całą Amerykę Północną i Południową, całą Europę, znaczną część Azji, 5 krajów w Afryce i oczywiście Oceanię. Nie byłem na Antarktydzie, tam nie”.
Czy może nam Pan opowiedzieć o życiu sędziego tenisowego?
„Cóż, zaczyna się od najniższego poziomu, Green Badge, który pozwala sędziować lokalne turnieje. Następnie, po egzaminie pisemnym i ustnym, przechodzi się do White Badge i Bronze, które pozwalają sędziować małe turnieje międzynarodowe. W tym momencie egzamin nie wystarcza: trzeba również uzyskać dobre oceny od przełożonych podczas turniejów. Wtedy można uzyskać Silver lub Golden Badge, najwyższy poziom, który pozwala sędziować turnieje wielkoszlemowe. Na wyższych poziomach egzaminy obejmują symulacje meczów, protesty zawodników, kłótnie między nimi na boisku. Trzeba nauczyć się radzić sobie w każdej sytuacji”.

Rozumiem. Powiedzmy, że zdobyłaś swoje złoto, przyjeżdżasz na Roland Garros i…
„Wieczorem przed dniem meczu, który masz sędziować, dostajesz program. Musisz przybyć do klubu co najmniej godzinę przed swoim spotkaniem. Przyjeżdżasz, zgłaszasz się do kierownictwa, aby powiedzieć „jestem tutaj” i zazwyczaj obserwujesz tablicę wyników ze wszystkimi meczami. Ponieważ tenis nie jest jak piłka nożna: mecz może trwać 5 godzin lub 10 minut i musisz być gotowy. Kiedy widzisz, że poprzedni mecz dobiega końca, udajesz się na boisko, czekasz na graczy i zaczynasz”.
A kiedy mecz się kończy?
„Są dwie możliwości.
Albo wracasz do dyrekcji i dostajesz zgodę na powrót do domu, albo proszą cię, abyś pozostał w gotowości, ponieważ kolega nie czuje się dobrze. Mogą też poprosić cię o ocenę innych sędziów, na przykład”.
Czy przeprowadzacie specjalne treningi koncentracji i samokontroli?
„Nie, powiedziałbym, że to raczej naturalny talent. Każdy sędzia ma jednak swój sposób na przygotowanie się do napięć. Niektórzy spędzają dużo czasu w klubie, rozmawiając z kolegami, co może pomóc rozładować napięcie. Inni wolą na przykład spacerować samotnie”.
Czy wie Pan, kto sędziował finał Roland Garros 2006?
„Hm… tak, ja. Pierwszy południowoamerykański sędzia główny w finale turnieju wielkoszlemowego. Widzisz, każdy turniej wielkoszlemowy ma swoje szczególne procedury wyboru sędziów. W tej edycji w Paryżu w ćwierćfinałach było wiele różnych narodowości i oczywiście sędzia główny nie może być tej samej narodowości co któryś z graczy. Na początku drugiego tygodnia dyrektor powiedział mi: „Będziesz sędziował finał”. W pierwszej chwili pomyślałem, że to żart. Zazwyczaj sędziowie finałów są stałymi sędziami. Preferowani są sędziowie zrzeszeni w ITF, a ja byłem sędzią ATP, więc w pewnym sensie złamano tradycję. Jednak kiedy zdałem sobie sprawę, że to poważna sprawa, poczułem niesamowite emocje. Nadal i Federer na korcie, bardzo piękny widok. Nawiasem mówiąc, tego dnia poznałem Tigera Woodsa, który był na stadionie. Jestem wielkim fanem golfa, więc poprosiłem go o autograf na piłce. W tym samym roku sędziowałem również finał US Open pomiędzy Federerem a Roddickiem. Jednak najbardziej wyjątkowym finałem był mecz Djokovic-Nadal na Wimbledonie w 2011 roku. Jako dziecko oglądałem finały Wimbledonu w telewizji, więc bycie na korcie centralnym było niesamowitym przeżyciem. A pomyśleć, że nie powinno mnie tam być…”.

Dlaczego?
„To przez Nadala. Sędzią miał być Enric Molina, ale był on Hiszpanem… Powiedziano mi o tym w poniedziałek drugiego tygodnia i musiałem czekać do piątku, do półfinałów, aby dowiedzieć się, czy będę sędziował, czy nie. Wimbledon był naprawdę wyjątkowy. W sobotę trzeba iść do klubu, aby przymierzyć smoking, ponieważ sędzia główny jest również zaproszony na uroczystą kolację z zwycięzcami. Krótko mówiąc, bardzo specjalny protokół”.
Australian Open 2021 był dla Pana wyjątkowy…
„Co za historia! Jak z filmu! Jesteśmy w samym środku pandemii Covid, musimy odbyć 14-dniową kwarantannę bez wychodzenia z pokoju hotelowego, mamy strażników przy drzwiach. W każdym razie, ćwiczyłem na rowerze stacjonarnym, rozmawiając przez telefon z córką. W pewnym momencie zacząłem się nadmiernie pocić, więc nie powiedziałem jej nic, tylko zakończyłem rozmowę. Coś było nie tak… Wziąłem prysznic, ale nic to nie dało. Byłem zlany potem. Zadzwoniłem do recepcji, wyjaśniłem, że nie czuję się dobrze i opisałem objawy. Słyszę, jak dziewczyna krzyczy tylko „doktor”. W tamtych czasach w dużych hotelach zawsze była poczta. Wchodzi na górę i wzywa karetkę, na szczęście hotel znajduje się naprzeciwko szpitala. W ciągu kilku minut dowiaduję się, że mam zawał serca, zabierają mnie bezpośrednio z pokoju do sali operacyjnej. „Gdyby pan czekał jeszcze 5 minut, nie żyłby pan” – mówi mi lekarz. Po operacji budzę się w pokoju, wchodzi pielęgniarka i zaczyna zadawać mi ogólne pytania. Zaczynam odpowiadać, a potem – puf – ciemność. Budzę się, a w moim pokoju są wszyscy lekarze kardiologii. „Wszystko w porządku, panie Bernardes. Jego serce przestało bić, ale… przywróciliśmy je do życia, jak pan widzi”. Co za historia!”.

A jak to się skończyło w Bergamo?
„Ach, z miłości. W Atenach w 2004 roku poznałem Francescę, włoską dziewczynę pracującą w świecie tenisa. W końcu się pobraliśmy i od tamtej pory mieszkam w pobliżu Bergamo. Włochy to cudowne miejsce, nie rozumiem, dlaczego zawsze wyjeżdżacie na wakacje za granicę, skoro macie tak piękny kraj”.
Opowie nam Pan o najciekawszym wydarzeniu w swojej karierze?
„Pamiętam, że kiedyś, na początku, miałem sędziować mecz, a jeden z graczy, Niemiec, szukał partnera do gry. Ale nic z tego nie wyszło. Powiedziałem mu więc: „No dalej, zagrajmy razem”. Śmieszne. W tamtych latach było to możliwe, dziś byłoby to niemożliwe. Ale najdziwniejsza rzecz przydarzyła mi się podczas US Open 2011. Sędziowałem mecz Roddick-Ferrer, jeśli dobrze pamiętam, na korcie Arthur Ashe. Było tak gorąco, że farba na korcie dosłownie traciła wodę. Gracze nie mogli stać, ślizgali się. Co robić, czego nie robić? Rozwiązanie: grać na korcie 11, bardziej zacienionym. Wyobrażacie sobie przejście z centralnego kortu Flushing Meadows na kort z trybuną dla 200 osób? Najpiękniejszy mecz? Trudno powiedzieć. Pamiętam jeden szczególny, Becker przeciwko Ivanisevicowi w Splicie, mieście Gorana. Stadion był wypełniony po brzegi, wszędzie byli ludzie, atmosfera była niesamowita. Ale wspaniale było oglądać ten zacięty i emocjonujący mecz z publicznością, która nigdy nie przekraczała granic. Byli bardzo kulturalni”.
Najbardziej elegancki gracz, którego sędziowałeś?
„Roger Federer. Oglądanie go było zaskakujące, ponieważ sprawiał, że wszystko wyglądało na proste. Na korcie nie wydawał się prawdziwy”.
A najbardziej niezdyscyplinowany?
„Proszę mi wierzyć, w rzeczywistości żaden tenisista nie jest naprawdę niezdyscyplinowany. Są sytuacje, które sprawiają, że się zmieniasz. Jednak ogólnie rzecz biorąc, obecnie panuje znacznie większa fair play, być może dlatego, że wszyscy wiedzą, że są zawsze pod lupą kamery lub telefonu komórkowego”.

Największa kłótnia w jego karierze?
„Pamiętam coś, co dziś nie miałoby miejsca. Sędziowałem turniej na Arubie, mecz deblowy. Jeden z graczy skierował do mnie niecenzuralną uwagę. Zszedłem z krzesła i natychmiast go zdyskwalifikowałem. Poinformowałem o tym przeciwników i odszedłem. Wracając do dyrekcji, spotkałem nadzorcę, który zapytał mnie: „Co tu robisz?”. Opowiadam mu, co się stało, a on nie reaguje. W rzeczywistości tylko nadzorca mógł zdyskwalifikować tego gracza, złamałem zasady, ale on naprawdę był obraźliwy”.
Największy błąd w meczu?
„Ach, na pewno popełniłem wiele błędów. Słuchaj, sędzia, który twierdzi, że nie popełnił żadnego błędu, w rzeczywistości kłamie, wiedząc, że kłamie”.
Finał ATP Finals 2024, Sinner przed publicznością mówi: „Świętujmy wielkiego Carlosa Bernardesa w ostatnim meczu jego kariery”. Co pan wtedy czuł?
„To miłe wspomnienie, nieoczekiwane, ponieważ jest to chwila należąca do graczy i dla graczy. Muszę powiedzieć, że bardzo miłe. W ciągu tego roku wielu mnie pożegnało w szczególny sposób. Bublik był zbyt sympatyczny: sędziowałem jego mecz w Indian Wells, przegrywał, a podczas zmiany stron nagle zapytał mnie: „Czy to twój ostatni turniej, czy grasz jeszcze w tym roku?”. Uspokajam go, że to ostatni rok mojej pracy, ale nie ostatni turniej. „Ach, więc jeszcze się zobaczymy”. Śmieszne”.
Jakie różnice dostrzegasz między Sinnerem a Alcarazem?
„Carlos jest kreatywny, Jannik jest jak maszyna. Sinner emanuje niesamowitym spokojem na korcie. Zawsze dobrze reaguje na błędy. Kiedy popełnia błąd, pracuje nad tym, aby go nie powtórzyć. A jeśli popełnia błąd, to dlatego, że próbował czegoś trudnego, zwycięskiego. Alcaraz jest nieprzewidywalny, ale płaci cenę za swoją kreatywność. Czy wiesz, że Federer wygrał ponad 80% rozegranych meczów, ale nieco ponad 50% punktów? Oznacza to, że fenomeny takie jak oni wiedzą, jak ważny jest każdy punkt. Punkty w tenisie nie są wszystkie takie same”.

Kim był dla Pana Guga Kuerten?
„My, Brazylijczycy, uwielbialiśmy go. Nie tylko dlatego, że wygrywał, ale dlatego, że był i pozostał prostym człowiekiem. Nawet po zwycięstwach, nawet po trzech tytułach Roland Garros. Proszę pomyśleć, jak wielkie zainteresowanie budził w Brazylii, a mimo to nigdy się nie zmienił. Zawsze był pogodny i skromny. Dlatego Brazylijczycy stawiają Pelégo, Sennę i Gugę na tym samym poziomie”.
A dokąd dotrze Joao Fonseca?
„Ach, tego nie wiem. Wiem tylko, że ma niezwykły naturalny talent. Ale musi pozostać sobą, nie może myśleć, że koniecznie musi być numerem 1. Wie pan, ilu potencjalnych numerów 1 widziałem, którzy nigdy nie osiągnęli sukcesu? Fonseca ma jednak przewagę: ma za sobą solidną rodzinę, jego rodzice są wykształceni, a to pomaga mu zawsze twardo stąpać po ziemi. Fonseca jest inteligentnym chłopakiem z inteligentnymi rodzicami, podobnie jak Sinner i Alcaraz. Pracuj, aby się rozwijać, a czas pokaże, czy zostanie numerem 1”.
