Trener po zwycięstwie nad Qarabagiem: „Mamy wielu kontuzjowanych zawodników, więc to ja muszę zdołać przekazać im energię. Mamy nadzieję, że do niedzieli Spinazzola wróci do gry”
Zwycięstwo również w Lidze Mistrzów, aby rozproszyć te chmury, które zebrały się po porażce w Bolonii. Antonio Conte jest spokojniejszy, ale nie zamierza sobie pozwolić na rozluźnienie. „Jutro będziemy się tym cieszyć, a potem znów założymy kaski, bo w niedzielę czeka nas mecz z Romą”. Przesłanie jest jasne, po zakończeniu tego wyjątkowego wieczoru – jak określił go trener po zwycięstwie nad Qarabagiem – z okazji rocznicy śmierci Diego Armando Maradony. „On reprezentował i nadal reprezentuje coś, co trudno wyjaśnić, jeśli nie jest się neapolitańczykiem. Zależało nam na uhonorowaniu tego dnia, który jednak jest dniem smutnym, ponieważ przypada piąta rocznica jego śmierci. Panowała dobra energia, którą wchłonęliśmy, a potem wykorzystaliśmy”.
Mecze z Azerami, a wcześniej z Atalantą, były przekonujące. Można więc zadać sobie pytanie, co się wydarzyło w szatni. Conte wyjaśnił kilka kwestii. „Napoli nie umarło, nie chodzi o to, czy żyjemy, czy nie, ale o to, by dalej pracować, dając z siebie zawsze wszystko, co mamy. Mecze można wygrać lub przegrać, ale wiemy, że zawsze musimy dać z siebie wszystko. To bardzo trudny moment pod względem dyspozycyjności zawodników – na ławce mieliśmy siedmiu graczy, w tym dwóch bramkarzy i dwóch młodych zawodników, takich jak Ambrosino i Vergara. Od początku roku zmagamy się z bardzo trudnym okresem, musimy wychodzić z założenia, że piłkarze wychodzą na boisko. Jeśli ich nie ma, trzeba znaleźć inne rozwiązania, starając się niemal zawsze wykorzystywać tych samych zawodników, bo wtedy ryzyko wzrasta. Idziemy do przodu, rozegraliśmy dwa świetne mecze. Nie zapominajmy o wynikach Qarabagu – w Lidze Mistrzów nie ma łatwych przeciwników; byłem przekonany, że utrzymując takie tempo, rozstrzygniemy ten mecz”.
energia, którą trzeba przekazać— Trener powrócił do kwestii energii, którą podkreślał po meczu na stadionie Dall’Ara. „To niezwykle ważne – to ja muszę być pierwszym, który ją ma, bo to ja muszę ją przekazać. W Bolonii wziąłem na siebie odpowiedzialność, bo prawdopodobnie nie przekazywałem tego, czego chciałem, więc to była moja wina. Muszę być dobry, chłopaki muszą wyzwolić energię i działać jako drużyna, pomagać sobie nawzajem, mieć prawdziwą chęć do walki, by potem wszyscy razem cieszyć się z osiągnięcia wspólnego celu. Zawsze tak robiliśmy i będziemy to robić dalej. Często ocenia się nas na podstawie wyników meczów; myślę, że od początku roku gonimy wynik, mając przy tym wielu nieobecnych. Mogę kontrolować niektóre sytuacje, ale nie mam wpływu na skręcenie, którego Gutierrez doznał wczoraj podczas treningu. Szkoda, bo od razu mówi się o kryzysie, nie dostrzegając, z czym faktycznie mamy do czynienia”. Niemniej jednak nastawienie uległo radykalnej zmianie, a trudności ostatecznie zjednoczyły grupę. „Chłopaki są wyjątkowi. Jeśli chodzi o zaangażowanie, odpowiedzialność wszystkich wzrosła wykładniczo, ponieważ przed nami wiele meczów, w których będziemy musieli grać bez pełnego składu. Mamy nadzieję, że w czwartek dołączy do nas Spinazzola, dzięki czemu będziemy mieli kolejną opcję zamiast Hiszpana” – podsumował.
