Były mistrz reprezentacji Włoch opowiada o sobie w wywiadzie dla „Corriere della Sera”: o zwycięstwach, spotkaniu z Enzo Ferrari, igrzyskach olimpijskich i dzisiejszej reprezentacji

Inny świat. Narty, kibice, zaproszenie do Maranello na spotkanie z Enzo Ferrari. A potem Alberto Tomba, igrzyska olimpijskie i życie jako dziadek. Gustav Thoeni opowiada o wszystkim w wywiadzie udzielonym gazecie „Corriere della Sera”. Legenda włoskich nart z Trafoi, u podnóża przełęczy Stelvio, gdzie prowadzi swój hotel, opowiada o swoim życiu, zaczynając właśnie od swojej miejscowości, której nigdy nie opuścił: „Nigdy nie myślałem o zamieszkaniu gdzie indziej. Po pierwszych zwycięstwach na wyjeździe zawsze ustawiała się kolejka. Dziennikarze nie dawali mi chwili wytchnienia. Ale pozostały mi miłe wspomnienia. Pewnego razu przybył książę Vittorio Emanuele z Sabaudii, po slalomie gigancie w St. Moritz”.

Trzy córki, dwanaścioro wnucząt i świat, który jest odległy o lata świetlne od teraźniejszości: „W wieku 24 lat ożeniłem się, a w wieku 29 przeszedłem na emeryturę. Kiedy urodziły się moje trzy córki, prawie nigdy nie było mnie w domu. Moja żona Ingrid świetnie sobie radziła. Jestem dziadkiem na pełen etat i wzruszam się, gdy widzę wnuki”. Również jeśli chodzi o zarobki, to zupełnie inny świat: „Zdobywaliśmy puchar i to było wszystko. Raz podarowano mi dwa telewizory, ale tutaj nie było nadajnika: nie działały. Po zawodach w slalomie równoległym dostałem Lancię. Enzo Ferrari przyjął mnie w ogromnym gabinecie z ogromnym biurkiem. Był bardzo miły, ale przytłoczyła mnie jego osobowość”.

tomba—  O relacji z Tombą: „W zeszłym roku, z okazji pięćdziesiątej rocznicy powstania Valanga Azzurra, Alberto Tomba zrobił mi niespodziankę. Zarejestrował się pod fałszywym nazwiskiem: Rossi. Jesteśmy bliskimi przyjaciółmi. W latach, kiedy byłem jego trenerem, wiele wieczorów spędzaliśmy sami, ja i on, w pokoju. Gotowaliśmy sobie spaghetti. W dniu moich urodzin zawsze dzwoni do mnie o północy: chce być pierwszym, który mi pogratuluje. Dzisiaj wydaje mi się, że brakuje mu rodziny. Żal mi go. Mówiłem mu od czasu do czasu: »Musisz założyć rodzinę!«. Ale to nigdy nie wyszło”

sinner—  Człowiek z gór, taki jak Jannik Sinner: „On żyje w innym świecie. Spotkaliśmy się tylko raz, w zeszłym roku na Balu Sportu. Podszedłem do niego, był tak bardzo otoczony przez ludzi. To była tylko chwila”. Zaczynają się igrzyska olimpijskie i oczywiście będzie tam też Thoeni: „Pojadę do Cortiny, aby zaprezentować swoją autobiografię (Una scia nel bianco, Rizzoli) i, przede wszystkim, nieść pochodnię. Powiedziano mi, że będę jednym z ostatnich nosicieli pochodni. Potem będę oglądał igrzyska z domu. O dziesiątej jestem już w łóżku. Trochę sportu w telewizji: narciarstwo, piłka nożna, tenis”. A o wielkich włoskich narciarzach: „Alberto. Compagnoni. A dziś Brignone, Goggia. Twarde charakterki”. Franzoni? „Świetny”.

Leave a Reply