Mistrz świata z Singapuru debiutuje na mistrzostwach Europy w Polsce: „Im więcej silnych zawodników, tym większa motywacja dla wszystkich. Z lat juniorskich pozostała mi chęć do treningów i głód zwycięstwa”.
Debiut mistrza świata. Dla Simone Cerasuolo, od wtorku 2 grudnia w Lublinie w Polsce, start w mistrzostwach Europy na krótkim basenie będzie miał szczególny smak: w eliminacjach na 100 m stylem klasycznym będzie musiał od razu dać z siebie wszystko, aby znaleźć się wśród dwóch najlepszych Włochów, ale także aby zaprezentować się w roli, którą wywalczył sobie latem złotym medalem na 50 m. Będzie musiał również bronić wizerunku mistrza świata, między olimpijczykiem Nicolò Martinenghim, wschodzącą gwiazdą Ludovico Vibertim i debiutantem Gabriele Mancinim. Jest to reprezentacja bez Benedetty Pilato (która nie będzie mogła bronić tytułu mistrzyni z 2021 roku w stylu klasycznym na 50 m z powodu dyskwalifikacji, która dotknęła również Chiarę Tarantino) i Grega Paltrinieriego, który obecnie bardziej angażuje się w długodystansowe zawody, choć nadal będzie startował w wyścigach na 1500 m. Czołowymi zawodnikami wśród 30 powołanych są olimpijczycy Thomas Ceccon (startujący tylko w dzisiejszym wyścigu na 100 m stylem grzbietowym oraz w sztafetach przed wyjazdem do Australii) i Nicolò Martinenghi, mistrz świata Simone Cerasuolo, srebrna medalistka mistrzostw świata Simona Quadarella, gwiazdy rzutów Sara Curtis (która po mistrzostwach Europy wróci do USA, pomijając zimowe mistrzostwa krajowe) i Carlos D’Ambrosio. Siedmioro z nich debiutuje: Alessandra Mao, Irene Burato, Paola Borrelli, Agata Maria Ambler; Giovanni Guatti, Francesco Lazzari i Gabriele Mancini. Do reprezentacji powracają specjaliści od basenów krótkich Lorenzo Mora, Michele Busa i Costanza Cocconcelli. Kapitanami pozostają Lorenzo Zazzeri i Silvia Di Pietro. Bez Rosjan, którzy nie otrzymali wizy od Polski, w zawodach wezmą udział Brytyjczycy i Francuzi.
Włochy zmierzą się z wynikiem z Otopeni 2023, gdzie zdobyły 22 podium (7-12-3). Tymczasem Cerasuolo opowiada o sobie.
„Myślę, że przeżyję te mistrzostwa Europy beztrosko, postaram się dać z siebie wszystko. Zależy mi na tym, ponieważ w zeszłym roku na krótkim basenie nie udało mi się pokazać z najlepszej strony i chciałbym dobrze wypadnąć również na 25 metrach. Przeszedłem dobry cykl treningowy, na razie nie miałem żadnych problemów. Osiągnąłem również dobrą formę. Trenowałem dobrze. Myślę, że zrobiłem postępy w treningu”.
Czy zmieniło się również Twoje podejście do codziennej pracy?
„Zawsze byłem bardzo dobry w codziennym podejściu do pracy. Jednak z pewnością mam teraz większą świadomość. Dane pokazują, że jestem na dobrej drodze, więc mam też większą satysfakcję z tego, co robię. Wkładam w to więcej serca. Serca z Romagny”.
Być może nigdy nie było tak dużej konkurencji w stylu klasycznym jak tym razem: od teraz będzie to podwójne wyzwanie, między reprezentantami Włoch a zagranicznymi przeciwnikami.
„Tak, już w eliminacjach do mistrzostw Europy będziemy musieli „walczyć między sobą”, ponieważ będzie nas czterech, ale dwóch zostanie poza grą. Więc już w eliminacjach będziemy gotowi do rywalizacji. Ale myślę, że to dobrze dla nas i dla ruchu. Trzeba na to patrzeć i podchodzić do tego pozytywnie. Bo jeśli się tym przejmujesz, to w końcu…”.
Czy to wszystko jest też grą psychiczną?
„Cóż, na pewno. Trzeba być skoncentrowanym. I nie dać się ponieść niepotrzebnym rzeczom: mentalnie trzeba skupiać się na konkretnych sprawach, pozostać skoncentrowanym i starać się dobrze wykonywać swoją pracę”.

Czy po przejściu z Martinenghi do Viberti i zagranicznych klubów będzie Pan postrzegany inaczej?
„Nie wiem, nie sądzę. W końcu to wciąż jestem ja, ale szczerze mówiąc nie interesuje mnie zbytnio, jak postrzegają mnie inni. Wolę patrzeć na siebie tak, jak ja sam siebie postrzegam”.
A jak postrzegasz siebie jako mistrza świata po lecie pełnym publicznych zobowiązań i pokazów mody?
„Najpiękniejszym i najbardziej emocjonującym momentem było spotkanie z Chiellinim na stadionie Juventusa. Wrócę tam. Świat sportu i piłki nożnej doprowadza mnie do szaleństwa, nigdy mi się nie nudzi. Rozumiem jednak również to, co mówi Thomas Ceccon na temat rozpraszania uwagi. Oczywiście nie mam jeszcze takiego zainteresowania mediów jak on i nie podoba mi się to zbytnio, pod tym względem trochę się z nim utożsamiam. Nie zawsze fajnie jest mówić o sobie. Kiedy tylko mogę, odpoczywam w moim mieście”.
Czy prosiłeś Martinenghiego lub Scozzoli o więcej rad dotyczących tego, jak żyć i radzić sobie z sukcesem?
„Z Martinenghim rozmawiałem podczas mistrzostw świata w Singapurze. Scozzoli widuję częściej na treningach i oczywiście to on udzielił mi więcej porad. Jednak o pomoc poprosiłem bardziej moją rodzinę, która chce dla mnie wyłącznie jak najlepiej”.
Po zdobyciu złotego medalu mistrzostw świata pojawiła się wiadomość, że styl klasyczny na 50 m będzie dyscypliną olimpijską od 2028 r., a więc na igrzyskach olimpijskich będą dwie konkurencje: styl klasyczny na 50 m i 100 m. W 2026 roku pojedzie do Paryża tylko na mistrzostwa Europy, a w Los Angeles weźmie rewanż?
„Na razie trenuję na obu dystansach. Chcę się rozwijać na obu. Nie myślę w ogóle o jednym wyścigu. Nie jest to jeszcze czas, aby o tym myśleć. Być może nadejdzie taki moment, zobaczymy, co przyniesie przyszłość. Ale na pewno teraz skupiam się na przygotowaniach do tych dwóch zawodów”.
Jak wyobrażasz sobie pojawienie się bardziej dojrzałych pływaków stylem klasycznym, takich jak Peaty, w zawodach, które wygrałeś?
„Peaty nie pojedzie do Los Angeles tylko po to, żeby wziąć udział. Każdy mistrz, który pojawi się na bloku startowym, będzie chciał mieć coś do powiedzenia, jestem pewien, że jeśli on przyjedzie, będzie miał coś do powiedzenia. My, Włosi, nie wiemy, kto będzie, ale będziemy walczyć do końca”.

Rosjanie nie wezmą udziału w mistrzostwach Europy: czy to ułatwi sprawę w tym tygodniu?
„Szkoda, że ich nie ma. Rosjanie są bardzo silni w stylu klasycznym. Chciałbym ponownie zmierzyć się z Prigodą i Shymanowiczem. Mam nadzieję, że zobaczę ich latem w Paryżu. Im więcej silnych zawodników, tym większa motywacja dla wszystkich. Dlatego to zawsze dobrze”.
Co pozostało z Cerasuolo, który ustanowił rekord świata juniorów w stylu klasycznym na 50 m?
„Z pewnością chęć trenowania, chęć pokazania sobie, na co mnie stać. I codzienne walczenie o swoje marzenia”.
Zawsze motywuje Cię Juve…
„Moje motto „do końca” jest takie samo jak motto Bianconerich, co widać było w Lidze Mistrzów. Mogę je przenieść również na pływanie. Lubię Spallettiego. To człowiek, który ma wiedzę i jest bardzo inteligentny. Myślę, że Juve osiągnie dobre wyniki”.
Wśród jego idoli są Allegri i Sinner. Kogo chciałby poznać jako pierwszego?
„Oprócz Juve bardzo chciałbym teraz spotkać się z nimi obydwoma. Jestem pewien, że stanie się to bardzo szybko”.

Pływak, który widzi zwycięski tenis?
„To, co Sinner osiągnął w ostatnich latach, zmieniło sposób postrzegania sportów indywidualnych. Jego zwycięstwo w Wimbledonie i historyczny finał w Roland Garros pozostają niezapomnianymi przykładami. Sinner zmienił sporty indywidualne we Włoszech. Jest postacią sportową, którą należy podziwiać. Nie mogę się doczekać, aby go poznać”.
Czy pokora jest cechą, która was łączy?
„Tak, absolutnie. Jest bardzo spokojną osobą. Lubi pracować nad tym, co kocha. A ostatecznie pokora i praca razem tworzą najlepszą drogę do zwycięstwa. Nie oznacza to koniecznie zostania mistrzem świata, ale jest to sukces osobisty”.
Czy każdego ranka, kiedy idzie na trening, patrzy na złoty medal z Singapuru?
„Nie patrzę na niego codziennie, ale często w trudnych chwilach przypomina mi on nieco o sile tamtych momentów. Oglądając ten finał, wszystko staje się piękniejsze w moim dniu”.
Wygrywanie jest trudne, a powtórzenie sukcesu jest innym, bardziej skomplikowanym wyzwaniem?
„Tak, wyzwanie jest coraz większe, ale ostatecznie to też jest piękne. Kto wygrywa, musi starać się pozostać na szczycie, a kto nie wygrywa, musi spróbować się zrehabilitować. To jest piękno sportu. Porażki pomagają się rozwijać i prowadzą do najpiękniejszych chwil”.
Jaki prezent sprawiłeś sobie za złoty medal mistrzostw świata?
„Prezent, który sobie sprawiłem, jest raczej prezentem z serca: kupiłem psa, czekoladowego labradora. Nazywa się Singa, od Singapuru…”.
