Królowa biegów na 5 000 i 10 000 metrów oraz pojedynek z włoską lekkoatletką: „Urodzę w czerwcu, to będzie moje najpiękniejsze złoto”

Kenijskie dziewczynki z warkoczykami patrzą na nią z uwielbieniem, jak na gwiazdę popu, a ona nieśmiało ukrywa lekko zaokrąglony brzuszek pod czarną kurtką. Patrząc na nią w ten sposób, Beatrice Chebet, która w czerwcu zostanie mamą, nie wygląda na tę 25-letnią, bezlitosną tyranę na dystansach 5000 i 10 000 metrów: jest rekordzistką świata oraz aktualną mistrzynią świata i olimpijską w obu tych dyscyplinach. W latach 2018 i 2019 startowała tutaj w wyścigu „Discovery Kenya”, a w 2026 roku jest gościem specjalnym swojego menedżera i ojca, Gabriele Rosa. Druga Włoszka obecna w jej życiu nazywa się natomiast Nadia: na trasie Battocletti do tej pory zawsze blokowała jej drogę do mety.

A więc, Beatrice, chłopiec czy dziewczynka?

„Jeszcze tego nie wiemy, ale w każdym razie będzie to błogosławieństwo, najlepszy złoty medal, jaki może dać życie. Po osiągnięciu niezwykłych wyników chciałam spełnić się jako kobieta również w ten sposób. Trzeba szanować każdy wybór innych, ale ja chcę wkrótce zostać mamą”.

Dlaczego wybrała właśnie ten okres?

„Kiedy ma się karierę, trzeba starannie planować każdy ruch. Rok 2026 to rok bez mistrzostw świata i bez igrzysk olimpijskich, idealny moment, by się zatrzymać. Będę myślała o powrocie w 2027 roku, aby być w szczytowej formie w Los Angeles w 2028 roku: chcę bronić każdego ciężko wypracowanego sukcesu”.

Czy nie obawia się Pani, że po powrocie może być Pani słabsza niż wcześniej?

„Myślę natomiast, że wrócę silniejsza, mam przed sobą świetlaną przyszłość. Jestem przekonana, że uda mi się uwolnić nową energię. Chciałabym stać się inspiracją dla sportsmenek i kobiet w ogóle, nie tylko tych afrykańskich. Nie jest sprawiedliwe, by zawsze wybierać między karierą a życiem prywatnym – mamy prawo realizować się w obu tych sferach”.

Czy rozmawiała Pani z innymi koleżankami, które znalazły się w podobnej sytuacji?

„Będę w Mediolanie podczas Zimowych Igrzysk, spotkam się również z Sereną Williams: chciałabym podzielić się tym aspektem naszego życia. Napisały do mnie również moje rywalki: na przykład od Nadii Battocletti otrzymałam piękną prywatną wiadomość”.

To jednak Pani jest powodem, dla którego Battocletti nie ma złotych medali olimpijskich i mistrzostw świata…

„Jesteśmy rywalkami, ale także przyjaciółkami. Podoba mi się to, że chce ukończyć studia i zostać architektką: ona również uważa, że ważne jest spełnienie się poza sportem. Na bieżni jest zresztą prawdziwą tygrysicą: nie wygląda na europejską lekkoatletkę, ale na afrykańską…”.

Proszę nam to lepiej wyjaśnić.

„Nie poddaje się, jest wytrwała i wytrzymała, ale potrafi też pokonać przeciwnika w sprincie. Tak, w niej też jest coś z Afryki. A poza tym ma cierpliwość, wiarę i talent. Wie, że jej czas wkrótce nadejdzie: może wygrać Ultimate Championship, a na Mistrzostwach Świata w 2027 roku, kiedy znów zmierzymy się ze sobą, może być bardzo groźna, zwłaszcza na dystansie 5000 metrów”.

Swoją decyzję o macierzyństwie podzieliła się również z doktorem Gabriele Rosa, swoim wieloletnim menedżerem: co ta postać dla Pani oznacza?

„Jest ojcem dla nas wszystkich, wizjonerem, który dostrzegł piękno i siłę Kenii. On dostrzegł w nas talent, którego my same nie widziałyśmy. Pomógł mi zrozumieć, że dam radę, i stworzył obozy, w których mogłam się rozwijać: bez niego byłabym inną osobą, inną kobietą”.

Na zakończenie, jakie są Pani cele po powrocie?

„Planuję poświęcić się maratonowi po Los Angeles. Na trasie mam duże rezerwy, mogę spróbować wygrać wszystko również tam. Nauczyłam się nie stawiać sobie ograniczeń, chcę zostać największą biegaczką długodystansową wszech czasów. Jako mama”.

Leave a Reply