Trener Cagliari: „Nauczyłem się trzech języków i zgłębiłem temat pokolenia Z, aby lepiej trenować. Dzisiejsza młodzież żyje oklaskami i rzadkimi upomnieniami. Karierę zbudowałem na czytaniu gry w obronie; gdybym tylko miał nogi Miny…”

W ciągu niecałych dziesięciu lat przeszedł od debiutu w Serie A jako piłkarz do debiutu jako trener: od 18 września 2016 r. do 24 sierpnia 2025 r. Zawsze z Cagliari. Być może właśnie dlatego Fabio Pisacane zamierza odwdzięczyć się tej ziemi za to, co od niej czerpie.

Prezes Tommaso Giulini głęboko w Pana wierzy: potwierdził to kilka dni temu, mówiąc, że „uratowanie się z młodym trenerem i drużyną byłoby spełnieniem marzeń…”

„Zaufał on procesowi, a nie spontanicznej decyzji. Odczuwam ogromną odpowiedzialność i wdzięczność i chciałbym odwdzięczyć się za to zaufanie swoją pracą i postawą”.

Na jakim etapie znajduje się ta droga?

„Jesteśmy na dobrej drodze do osiągnięcia celów, codzienna praca zmierza we właściwym kierunku. Mieliśmy serię pechowych zdarzeń, nie lubię mówić o kontuzjach: naszą siłą jest właśnie to, że nie popadamy w przygnębienie i nie dajemy się ponieść emocjom”.

Jako debiutujący trener pokonał Pan Gasperiniego i Spallettiego…

„W meczu z Romą chodziło o grę i agresję, z Juve było inaczej. Pokonanie dwóch mistrzów, którzy zawsze nadawali swoim drużynom silną tożsamość, nie sprawia, że czuję się spełniony, ale pomaga mi stwierdzić, że codzienna praca zmierza we właściwym kierunku”.

Co jest najtrudniejsze?

„Nie tylko aspekty techniczno-taktyczne, jak mogłoby się wydawać. Nie chodzi tylko o piłkarza, ale o człowieka. Istnieją złożone dynamiki, zarówno na boisku, jak i poza nim. Umiejętność polega również na radzeniu sobie z tą złożonością. Jeśli nie ma się jasnego umysłu, można narobić bałaganu”.

Kiedy zdecydował się Pan zostać trenerem?

„Zacząłem uczęszczać na kurs licencji UEFA B jeszcze podczas gry, 3–4 lata przed zakończeniem kariery. To powołanie, nie da się tego improwizować, musi to płynąć z głębi serca”.

Jak by się Pan opisał?

„Nie jestem fundamentalistą, ale mam obsesję na punkcie ilości meczów, które oglądam na wszystkich poziomach. Włoska szkoła jest najlepsza na świecie”.

Czy pozostał Pan ciekawy świata?

„ Ukończyłem kurs poświęcony pokoleniu Z, czyli osobom urodzonym od 1995 r. do początku 2010 r. Chcę poznać ich świat, ponieważ chcę wiedzieć, jakie struny poruszyć. Żyją oklaskami i rzadkimi upomnieniami. Nasze pokolenie kierowało się zasadą: „gdy gra staje się trudna, twardziele zaczynają grać”, pokolenie Z natomiast mówi: „gdy gra staje się trudna, nie powinno cię tu być”.

Czy uczestniczył Pan również w innych kursach?

„Byłem w Salzburgu, w Red Bull. Następnie uczyłem się języka angielskiego, hiszpańskiego i francuskiego. A także odbyłem kurs komunikacji na Uniwersytecie Bocconi”.

Jak komunikuje się Pan z młodszymi ludźmi?

„Trzeba dobierać słowa z wielką ostrożnością: albo buduje się most, albo wznosi mur. Trzeba być bardzo jasnym – w świecie rzeczywistym są oni nadmiernie chronieni, ale w świecie cyfrowym pozostawieni sami sobie. Dużo pracujemy z materiałami wideo. Gdybym miał przemawiać do tych chłopców tak, jak przemawiali do mnie ówcześni trenerzy, nie przekazałbym im niczego”.

Czy jest Pan zwolennikiem wyników, czy stylu gry?

„Lubię trzymać się środka: gdybym był zwolennikiem wyników, zdradziłbym grę; gdybym był zwolennikiem stylu gry, zdradziłbym drużynę, trenowałbym sam siebie. Trudno jest wygrywać mecze takie jak te z Juve: jest porządek, duch walki i poświęcenie, ale niewiele jakości. Jednak drużyna taka jak nasza może osiągnąć to, co niemożliwe”.

Często widzieliśmy inne oblicze Cagliari…

„Preferuję piłkę pozycyjną, która obejmuje relacje między graczami: te dwie rzeczy mogą współistnieć. Musimy zdobywać punkty, a nie pochwały”.

Jakiego błędu nie wolno popełnić we Florencji?

„Utrata koncentracji. Musimy rozegrać mecz bezbłędny”.

Jakim był Pan obrońcą?

„Swoją karierę piłkarską zbudowałem na czytaniu gry. Idealnym rozwiązaniem byłoby dodanie do tego umiejętności Luperto i Miny”.

Jego Cagliari wydaje się być zrównoważone, tak jak on sam…

„Zachowanie równowagi daje nam szansę na utrzymanie się w lidze. W swoim życiu często przechodziłem przez burze”.

W swoim życiu doświadczył Pan kilku zwrotów akcji, po których zawsze zaczynał Pan od nowa: skąd czerpie Pan siłę?

„Odkąd w wieku 13 lat zdiagnozowano u mnie zespół Guillain-Barré. Znalazłem się unieruchomiony w łóżku. Jestem silny, ponieważ życie zmusiło mnie do tego, a nie dlatego, że sam tak wybrałem. Choroba, jeśli cię nie zabije, przychodzi, by cię dopełnić. Dała mi impuls do pozbycia się częściowo słabości i strachu. Wierzę również, że po życiu doczesnym będzie coś jeszcze”.

Pisacane w wieku 13 lat w szpitalu z koszulką Maldiniego, którą otrzymał w prezencie

Kto jest dla Pana wzorem do naśladowania?

„ Mój ojciec Andrea widział mnie płaczącą wiele razy. To on spał obok mnie na oddziale intensywnej terapii, kiedy byłam małą dziewczynką. Jest moją bezpieczną przystanią”.

Jej brat padł ofiarą napadu z bronią palną w Neapolu kilka tygodni temu.

„Teraz czuje się dobrze, został wypisany ze szpitala, jego życie nigdy nie było zagrożone. To było wydarzenie, które mnie naznaczyło, ale wzmacnia moją wewnętrzną siłę”.

Czy spodziewał się Pan, że Palestra osiągnie taki sukces?

„Ma on wciąż niewykorzystany potencjał. Wiele zrobił instynktownie, jeśli poprawi jakość, stanie się niesamowity”.

Czy jest Pan samokrytyczny?

„Tak, nie jestem zbyt dumny i nie żywię urazy. Wychodzę z założenia, że mogę się uczyć, a nie uczyć innych”.

Czym są dla Pana Neapol i Cagliari?

„Neapol to moje korzenie. Cagliari mnie przyjęło; ta ziemia okazuje szacunek i szczerość, a w zamian wymaga konsekwencji. Nie chcę jej zawieść”.

Leave a Reply