Prezes: „Cieszymy się z obecności Cesca. Duże firmy nie pytają swoich menedżerów, kiedy odejdą. Nasze produkty promocyjne nawiązują do jeziora, a nie tylko do drużyny piłkarskiej”
„Poprawić zeszłoroczne dziesiąte miejsce pod względem sportowym. Zwiększyć przychody i podnieść wartość zawodników”.
Mirwan Suwarso osobiście wita nas w siedzibie Sent Entertainment, spółki kontrolującej Como 1907 poprzez grupę Darjum, indonezyjskiego giganta należącego do braci Hartono. Styl jest swobodny – sweter i trampki – podobnie jak atmosfera panująca w otwartej przestrzeni, wśród młodych ludzi pracujących lub spożywających posiłek w strefie relaksu. „Nie spałem zbyt wiele tej nocy” – zaczyna prezes.
Adrenalina po wielkim zwycięstwie z Romą?
„Nie, wróciłem późno, spotkałem się z wieloma osobami. Dla mnie, dla nas, to był mecz jak każdy inny. Nie ma napięcia, bo w tej chwili jesteśmy już znacznie ponad naszym celem”.
A jaki był ten cel…?
„Poprawić zeszłoroczne dziesiąte miejsce pod względem sportowym. Zwiększyć przychody i podnieść wartość zawodników”.
Czy rozmawiał już z właścicielami i na ile są oni bezpośrednio zaangażowani w ten projekt?
„Tak, dziś rano (wczoraj, przyp. red.) rozmawiałem z jednym z właścicieli. Oni też są zadowoleni. Ale powtarzam, to tylko niewielki sukces sportowy w ramach długoterminowego projektu. Nadal jesteśmy na etapie start-upowym. Wszystko, co zrobiliśmy w Serie B, w Serie A już nie wystarcza. Za każdym razem, gdy zmieniasz kategorię, musisz zaczynać od zera, a my zrobiliśmy to już trzy razy. Piłka nożna różni się od innych biznesów, gdzie dokonujesz inwestycji, a potem obliczasz, w ciągu ilu lat uzyskasz zwrot. Spójrzmy na rynek – zainwestowaliśmy sporo w trzech okienkach transferowych. Jednak już w styczniu tego roku dołączył do nas tylko jeden zawodnik. Poziom inwestycji więc spada, ponieważ zbudowaliśmy już fundamenty. Właściciele patrzą pięć lub sześć lat w przyszłość. Ponieważ emocje mogą wpływać na decyzje, a to nie jest dobre z punktu widzenia zrównoważonego rozwoju”.

A propos, w Europie będzie obowiązywać fair play finansowe.
„W tej chwili jesteśmy około 75 milionów poniżej limitu UEFA. Trzeba też powiedzieć, że nie ma takiego przypadku jak nasz, czyli klubu, który w ciągu dwóch lat przeszedł od powrotu do Serie A po ponad 20 latach do awansu do europejskich pucharów. Jednak przychody bardzo rosną i to pozwala nam sądzić, że za dwa lub trzy lata uda nam się spełnić wymogi finansowego fair play. Drużynom, które debiutują w Europie po raz pierwszy lub po długiej przerwie, przyznaje się taki margines”.
Czy to prawda, że kupiliście Como tylko po to, by kręcić tam dokumenty dla indonezyjskiej telewizji?
„Tak. Realizowaliśmy program o indonezyjskich reprezentacjach młodzieżowych, który cieszył się dużą oglądalnością. Początkowo zamierzyliśmy wprowadzić tych chłopców do włoskiej piłki nożnej. Jednak gdy Como awansowało do Serie C, poziom techniczny stał się dla nich zbyt wysoki i nie byliśmy już w stanie pokryć kosztów.
Ale dostrzegliśmy potencjał biznesowy w sporcie”.

Proszę nam to lepiej wyjaśnić.
„Spróbuję. Como to małe miasto z drużyną, która spędziła 15 lat w niższych ligach, położone tuż obok gigantów, takich jak Inter, Milan i Juve. Na początku większość ludzi w Como kibicowała tym drużynom. Zastanawialiśmy się więc, jak moglibyśmy zbudować biznes wokół niewielkiej rzeszy kibiców, jednocześnie utrzymując konkurencyjną drużynę. Zastanawialiśmy się: „Z czego znane jest Como, poza piłką nożną? Z jeziora, więc zbudujmy wszystko wokół niego”. Co roku przyjeżdża tu 5 milionów turystów, aby podziwiać jezioro. Dlatego wkroczyliśmy w branżę detaliczną, zajmując się produktami konsumpcyjnymi, takimi jak piwo, odzież, obozy letnie, organizacja wycieczek… oraz zainwestowaliśmy w utworzenie spółki detalicznej, aby rozwijać merchandising oparty na Jeziorze Como, a nie tylko na piłce nożnej Como. I to zadziałało tak dobrze, że obecnie koszulki Como stanowią zaledwie 40% naszych przychodów z merchandisingu. Zdajemy sobie również sprawę, że nasz dział detaliczny, z Rhude jako partnerem marki, pozwala nam rozwijać się globalnie szybciej, niż Como mogłoby to zrobić samodzielnie. Zaproponowaliśmy więc tę współpracę również 11 innym drużynom piłkarskim, aby zwiększyć nasze przychody również dzięki działalności innych klubów. Tylko w ten sposób możemy stać się samowystarczalni”.
Na jakim etapie są prace nad stadionem?
„Zakończyliśmy pierwszy etap przygotowywania dokumentacji. Teraz musimy ponownie przedstawić projekt zgodnie z ocenami Urzędu Ochrony Zabytków. Będzie on bardziej efektywny pod względem stosunku kosztów do korzyści. Będzie też nieco mniejszy, ale chcielibyśmy, aby znalazły się w nim również przestrzenie dla społeczności, z których przez cały rok mogliby korzystać nie tylko turyści czy kibice, ale także sami mieszkańcy”.

Czy będzie można już tam rozgrywać mecze pucharowe?
„Pracujemy nad tym. Najważniejsze będzie przekształcenie konstrukcji trybuny z rurowej w stałą, zgodnie z wymogami UEFA. I zrobienie tego do końca lata. Następnie spełnienie wszystkich pozostałych wymagań”.
Fabregas jest głównym bohaterem tego wszystkiego. Jeśli w przyszłym roku pojedziecie do Europy, czy będziecie chcieli cieszyć się tym, co udało mu się osiągnąć?
„Cesc jest trochę jak dyrektor generalny w branży piłkarskiej. W dużych firmach nie ma mowy o tym, żeby pytać menedżera, kiedy chce odejść. Cieszymy się, że jest z nami, ale wiemy, że w życiu wszystko może się zdarzyć. Cieszymy się chwilą. Stworzyliśmy system, dzięki któremu uważamy, że ewentualne pożegnanie nie powinno doprowadzić do upadku całości”.

Czy Nico Paz również zostanie?
„Decyzja należy wyłącznie do Realu Madryt. Nie możemy nic zrobić, poza czekaniem i podjęciem odpowiednich działań. Będziemy jednak szczęśliwi z jego powodu i zaczniemy pracować nad znalezieniem zastępcy. Na razie czuje się tu świetnie, w tej wielkiej rodzinie”.
Czy Nico Paz zostanie? Decyzja należy wyłącznie do Realu Madryt.
Mirwan Suwarso
Prezes Como
Co najbardziej podoba się Panu we włoskiej piłce nożnej?
„Pasja ludzi”.
Co Pan sądzi o sędziach?
„Nie narzekam, są częścią gry. To bardzo trudna praca, w której naraża się na obelgi i trudno zrozumieć, jak ktoś może zdecydować się na jej wykonywanie”.
Gdzie widzi Como za pięć lat?
„Trudno mi teraz patrzeć tak daleko w przyszłość. Chciałbym, aby klub był samowystarczalny. I aby nadal dawał radość, a także szanse wielu ludziom”.
