Były napastnik Rossoneri, bohater remonta w sezonie 1998-99, wierzy również w dzisiejszego Diavolo: „Kiedy jesteś w tyle, nie ma sensu robić kalkulacji: przede wszystkim trzeba wygrywać jak najwięcej, nie tracąc energii na nerwy”.

Oliver Bierhoff wie coś o comebackach. Był napastnikiem Milanu, który w sezonie 1998-99 odrobił siedem punktów straty do Lazio w ostatnich siedmiu kolejkach. Drużyna Zaccheroniego zdobyła mistrzostwo w finiszu, wyprzedzając Biancocelesti w przedostatniej kolejce i zdobywając trzy punkty w ostatniej kolejce, w Perugii, 23 maja 1999 roku. Od tamtej pory minęło prawie 27 lat, ale niemiecki napastnik pamięta wiele szczegółów z tamtego sezonu i jako uważny obserwator Serie A (a także kibic swoich byłych drużyn, przede wszystkim Milanu i Udinese) dostrzega podobieństwa z drużyną Allegriego, która dzięki niedzielnemu zwycięstwu w derbach powróciła do walki o mistrzostwo.

Bierhoff, co było kluczem do waszego historycznego powrotu do walki o mistrzostwo?

„To proste: wierzyliśmy w to i osiągnęliśmy serię spektakularnych zwycięstw”.

Tak to brzmi, wydaje się proste…

„Taka jest rzeczywistość. Nikt nie robił kalkulacji, ale byliśmy skoncentrowani tylko na sobie, na zdobyciu jak największej liczby punktów, na pomocy kolegom. Byliśmy przekonani, że jeśli damy z siebie wszystko, Lazio popełni jakiś błąd”.

W rzeczywistości w ostatnich siedmiu meczach Milan zdobył 21 punktów, podczas gdy Biancocelesti przegrali dwa mecze z rzędu z Romą i Juventusem, a przedostatni mecz zremisowali we Florencji.

„My natomiast w przedostatnim meczu graliśmy z Empoli i kiedy dotarła do nas wiadomość, że Viola objęła prowadzenie dzięki bramce Batistuty, ryk San Siro sprawił, że oszaleliśmy: strzeliłem trzy bramki w ciągu pół godziny, między pierwszą a drugą połową, i wygraliśmy 4:0. Po meczu byliśmy na pierwszym miejscu w tabeli”.

A mistrzostwo stało się rzeczywistością tydzień później na stadionie Curi w Perugii.

„Dokładnie. Kiedy jesteś w tyle, nie ma sensu robić kalkulacji: przede wszystkim trzeba wygrywać jak najwięcej, nie tracąc energii na nerwy, myśląc o tym, gdzie bezpośredni konkurenci mogą potknąć się”.

Allegri ma rację: lepiej mówić o Lidze Mistrzów, dzięki czemu można pozostać skoncentrowanym

Oliver Bierhoff

Brzmi to jak rada dla Milanu Allegriego, który po derbach ruszył w pogoń za Interem.

„Moim zdaniem nie ma sensu tworzyć tabel i Allegri ma rację, mówiąc o celu, jakim jest Liga Mistrzów. Najpierw Milan musi wrócić do europejskiej czołówki, a potem pomyśleć o reszcie. To właściwy sposób, aby drużyna skupiła się na krótkoterminowym celu”.

Jaki był kluczowy ruch Zaccheroniego w sezonie 1998-99?

„Przejście z trójki napastników na rozgrywającego za dwoma napastnikami. Zac wykazał się wielką inteligencją i porzucił swój system 3-4-3 na rzecz formacji, która lepiej pasowała do charakterystyki składu. Boban za mną i Weah był kluczowy dla zmiany tempa”.

Kto jest obecnym Bobanem Milanu?

„Nie da się tego porównać, ponieważ mają różne role i cechy, ale biorąc pod uwagę znaczenie, jakie miał Zvone na boisku i w grupie, powiedziałbym, że jego rodak Modric. To dwaj mistrzowie i dwaj przyjaciele. Żaden z nich nie poczuje się urażony (śmiech, przyp. red.)”.

Modric? Mistrzowie pozostają mistrzami w każdym wieku, nie wycofują się

Oliver Bierhoff

Modric w wieku czterdziestu lat nadal robi różnicę. Spodziewałeś się tego?

„Mistrzowie pozostają mistrzami w każdym wieku i byłem przekonany, że udowodni to, podpisując kontrakt z Milanem. Nie dziwi mnie jego geometria ani pewność siebie na boisku, ale to, jak dużo biegnie… W niedzielę pod koniec meczu otrzymał żółtą kartkę za protesty po próbie odzyskania piłki w pobliżu pola karnego przeciwnika: być może wiedział, że trzeba było przerwać rytm meczu, aby bronić wyniku, i nie wycofał się. Pomaga w obu fazach i okazał się świetnym nabytkiem”.

Więc słusznie, że zostaje w Mediolanie…

„Dla dobra Milanu i włoskiej piłki nożnej mówię, że tak. Nie ma drugiego takiego piłkarza jak Modric”.

Wy mieliście w środku Albertiniego, kolejnego prawdziwego lidera. W obecnym Milanie kluczową rolę odgrywa Rabiot, Francuz, który prowadzi i motywuje drużynę.

„Z Albertinim w środku pola można było być spokojnym, ponieważ potrafił on jak mało kto czytać grę: kontrolował tempo jako rozgrywający, ale kiedy trzeba było odzyskać piłkę, nie cofał się. Rabiot jest imponujący: jest pomocnikiem, który ma technikę i fizyczność, wyczucie bramki i umiejętność poświęcenia się. W derbach otrzymał kilka mocnych ciosów, ale nigdy się nie cofał ani nie zatrzymywał, nawet w doliczonym czasie gry”.

Szkoda, że ten Milan nie ma takich bramek, jakie gwarantowaliście Państwo i Weah Zaccheroniemu.

„George i ja dobrze się dogadywaliśmy, ale zasługa należała się również trenerowi i jego schematom. On docenił wielu napastników również w Udine, od Poggi po Amoroso. Myślisz, że to przypadek?”.

Leao i Pulisic natomiast w 2026 roku mają trudności.

„Zobaczysz, że ich bramki nadejdą, ale jestem przekonany, że strzeli również mój rodak Füllkrug, który jest dobrym chłopakiem i może się przydać dzięki swoim cechom”.

Wierzę w Milan. Ale nie należy się martwić o odrobienie strat do Interu

Oliver Bierhoff

Wierzy więc w powtórkę z comebackiem Milanu?

„Tak. W derbach widziałem zmotywowaną drużynę, która ma wiarę w siebie i rozegrała świetną pierwszą połowę. Być może w drugiej połowie nieco się cofnęła, ale wytrzymała. To wyraźny sygnał, że pomimo tego, iż przeciwnikiem był Inter, w obronie jest organizacja i chęć walki”.

Jakie jest największe zagrożenie dla Diavolo?

„Stres związany z koniecznością odrobienia strat. Kiedy przegrywasz i nie możesz ponieść porażki, możesz odczuwać nieco większą napięcie. Wydaje mi się jednak, że zarówno Allegri, jak i drużynie nie brakuje doświadczenia”.

Leave a Reply