Pomocnik Atletico Madryt zmierzy się z Interem w Lidze Mistrzów: „Jesteśmy jedyną drużyną, która wyeliminowała ich w ciągu ostatnich 3 lat. Moje niekonwencjonalne poglądy? Koledzy z drużyny są ciekawi…”.
Nie. Marcos Llorente nie jest piłkarzem jak wszyscy inni. Z wielu powodów. Pierwszy z nich ma podłoże genetyczne: pojęcie „syn artysty” w jego przypadku jest zbyt uproszczone. Jego ojcem jest Paco Llorente, który przez 7 lat grał w Madrycie. Ale jego matka Maria Angela, która grała w koszykówkę na dobrym poziomie, jest córką Ramona Grosso, legendy klubu blanco, z którym wygrał 6 Pucharów Europy. Jest też jego wujek, Julio Llorente, a Marcos jest prawnukiem legendarnego Paco Gento i jego braci Antonio i Julio, nie zapominając o wujkach Llorente z koszykówki. Krótko mówiąc, ma wyjątkowy rodowód. Marcos jest wyjątkowy również na boisku: opuścił Madryt, ponieważ Casemiro zablokował mu drogę, ale potem w Atletico grał jako 8 i 7. Od pewnego czasu u Simeone i w reprezentacji gra jako 2. I wreszcie styl życia, który sprawił, że znalazł się w centrum uwagi z powodu zachowań, które dla niektórych są ekscentryczne, dla innych szalone, a dla jeszcze innych interesujące. Spacery z nagim torsem w środku zimy, czerwone światła w domu, okulary z żółtymi lub czerwonymi szkłami w zależności od pory dnia i miejsca, w którym się znajduje, dieta paleolityczna, nocny post… to tylko niektóre z rzeczy, które regulują życie Marcosa.
Wychodzę w obronie: jestem prawie dwa razy starszy od niej i śpię dobrze. Moje rytmy dobowe, tak jej drogie, są w porządku.
„Cóż, cieszę się z tego powodu. Sen jest fundamentalny”.
Ziemia jest?
„Okrągła lub kulista. Nie jestem zwolennikiem teorii płaskiej Ziemi. Nigdy tego nie powiedziałem, ale ktoś mi to przypisał, ponieważ mam inne nawyki niż inni”.
Martwią ją jednak smugi chemiczne.
„Oczywiście”.
Naprawdę uważa, że ich ilość wzrosła i mają one negatywny wpływ?
„Absolutnie, ale nie jestem tu po to, aby kogokolwiek przekonywać”.
Unika pan kremów i broni korzyści płynących ze światła słonecznego. Nie obawia się pan negatywnych skutków, o których tak wiele się mówi?
„Nie, wcale nie. Rak skóry może dotknąć zarówno osoby przebywające na słońcu, jak i mieszkające w jaskini. Nie widzę bezpośredniego związku. Bardziej martwią mnie lampy ultrafioletowe, z których korzysta lub korzystało wiele osób, one są niebezpieczne, a naturalne światło nie. Od 20 lat opalam się bez ochrony, a mój ojciec od 40”.
Jest Pan przeciwny okularom przeciwsłonecznym.
„Dokładnie. Oczywiście, jeśli będziesz wpatrywać się w słońce, uszkodzisz sobie oczy, ale jeśli chodzisz bez okularów przeciwsłonecznych, twoje oczy tylko na tym skorzystają”.
Jest zwolennikiem diety paleolitycznej, a więc je mięso. To kolejny element, który budzi gorącą dyskusję.
„Oczywiście. Problemem nie jest krowa, ale to, co je. Jeśli żywi się trawą na otwartym polu, nie ma problemu. Jeśli oferujesz mi wysoko przetworzone mięso za 2 euro za kilogram, to nie ma mowy, ale nie można wszystkiego traktować tak samo”.
W tym wszystkim, broniąc swoich zasad, dostosowujesz się do życia innych, prawda?
„Oczywiście. Na zgrupowaniu, tutaj w reprezentacji lub w Atletico, nie mogę jeść, kiedy chcę i tylko to, co chcę. Kolację można zjeść po zachodzie słońca. Potrzebna jest równowaga, ponieważ jest to jedyna droga do szczęścia. Powiedzmy, że prowadzę swój styl życia przez 300-310 dni w roku. Są też chwile na świętowanie, zabawę i nie należy popadać w szaleństwo”.
Czy zaskakuje Pana, że Pana wypowiedzi wywołują tak duże poruszenie?
„Nie. Mam jasne poglądy i podążam własną drogą. Jeśli ktoś jest zainteresowany, jestem do dyspozycji. W przeciwnym razie niech podąża własną drogą. Problem polega na tym, że to, co mówię, jest sprzeczne z tym, co zawsze nam mówiono, i to denerwuje, ale powtarzam, to nie jest mój problem”.
Mówi Pan, że lubi wino. Od kiedy je Pan odkrył?
„Powiedzmy, że od kilku lat zacząłem pić z większą uwagą i bardziej się nim delektować. Wcześniej kupowałem zegarki, ale ponieważ nie można ich już swobodnie nosić na ulicy, wydaję pieniądze na wino. Pełni ono wspaniałą funkcję społeczną: wokół butelki gromadzą się wielkie wartości, przyjaźń, rodzina, uczucie, sentyment”.
Preferencje geograficzne?
„Bardzo lubię Francję, w Ameryce są interesujące rzeczy, we Włoszech wymienię Case Basse di Soldera, a także barolo Monfortino di Conterno. I oczywiście Masseto. Bardzo lubię starsze roczniki Sassicaia, rocznik 1985 jest jednym z moich ulubionych. Macie wspaniałe wina. Zna je?”.
Tak, oczywiście. Nie mam jednak takiej samej siły nabywczej jak pan, żeby móc je często doceniać. Porozmawiajmy trochę o piłce nożnej?
„Jak pan sobie życzy”.
Reprezentacja narodowa?
„Lubię tam być, ale nie smucę się, jeśli mnie nie powołują. To powiedziawszy, przyjazd tutaj i możliwość cieszenia się tą fantastyczną grupą, trenowanie i granie z najlepszymi z każdego klubu jest czymś wyjątkowym, cudownym. Można się wiele nauczyć”.

Czy koledzy pytają cię o twoje życie?
„Tak, są tacy, którzy są bardziej ciekawi, chcą się dowiedzieć i posłuchać. Potem każdy podejmuje własne decyzje”.
A Atletico?
„Całkiem dobrze. Musimy zacząć dominować poza Metropolitano. U siebie jesteśmy silni, na wyjeździe musimy się poprawić. Wygraliśmy w Sewilli z Betisem, trudnym przeciwnikiem, i tę linię należy kontynuować”.
A Inter, wasz następny rywal w Lidze Mistrzów?
„Świetna drużyna, indywidualności na najwyższym poziomie, zgrana grupa, rozpoznawalny styl gry, który nie zmienił się wraz z nowym trenerem. Podobnie jak my w latach 2014-2016 przegrał dwa finały Ligi Mistrzów w ciągu trzech lat. Ma bardzo jasne pomysły i w tej edycji Ligi Mistrzów wygrał 4 mecze na 4. To będzie piękny mecz, bardzo otwarty, aby ich pokonać, trzeba dać z siebie wszystko”.
Tak jak półtora roku temu.
„Tak. Ten podwójny pojedynek w 2024 roku potwierdził wielkie piękno piłki nożnej, sportu, w którym nie zawsze wygrywa faworyt lub ten, kto lepiej przygotowuje się do meczów. Oni lecieli, my się męczyliśmy, ale to my przeszliśmy dalej. Atletico było jedyną drużyną, która wyeliminowała Inter z Ligi Mistrzów w ciągu ostatnich 3 lat”.
