Były argentyński napastnik, który 33 lata temu zapewnił Cremonese historyczne zwycięstwo na stadionie Meazza, opowiada: „Ryzykowali, że nie awansują do europejskich pucharów, a kiedy wróciliśmy do domu… W tym roku łatwo się uratujemy, Vardy zrobi różnicę”

„Pamiętam wszystko z tamtego dnia, mimo że minęło już kilka lat: San Siro było jak piekło, Inter ryzykował, że nie zakwalifikuje się do pucharów, a Milan był bliski zdobycia scudetto. Czuliśmy się, jakbyśmy byli na innej planecie… Z tego zwycięstwa wciąż pamiętam twarze kolegów i powitanie, jakie otrzymaliśmy po powrocie do Cremony”: tak zaczyna się wspomnienie Gustavo Abela Dezottiego, ponieważ pierwszego razu nigdy się nie zapomina: 10 maja 1992 roku Cremonese w końcu podbiło San Siro dzięki jego dwóm bramkom.

Były napastnik Argentyny, dziś 61-latek, nosił koszulkę Cremonese od 1989 do 1994 roku, sprowadzony przez klub z Luzzara i Favalli po nieudanym sezonie w Lazio. To Burgnich powitał go bezpośrednio w Serie A, a następnie wraz z Giagnonim najpierw awansował, a potem spadł z ligi, aż rozpoczęła się era Gigi Simoni, a wraz z nią Dezotti przeżył złoty okres Cremonese: w 1992 roku drużyna powróciła do najwyższej ligi, wygrywając również trofeum Anglo-Italiano na legendarnym stadionie Wembley i pod koniec sezonu po raz pierwszy w historii utrzymując się w Serie A. Nie trzeba dodawać, że Dezotti pożegnał się w tym roku golem w ostatniej kolejce, przeciwko Genui. Kolejne cztery sezony spędził w Meksyku, Argentynie i Urugwaju, a następnie rozpoczął karierę menedżerską w klubie, w którym zaczynał, Newell’s Old Boys w Rosario, mieście, w którym nadal mieszka.

Dezotti, czym jest dla Pana dzisiaj Cremonese?

„Wspomnieniem pięciu najpiękniejszych lat mojej kariery, a Cremona pozostała moim drugim domem. Wróciłem tam raz, w 2005 roku, z moim synem Matiasem, który miał wtedy 8 lat i powiedział mi: „Tato, tutaj rozpoznają cię bardziej niż w Argentynie!”. Za każdym razem, gdy wraz z żoną Rosanną i córką Lionellą planujemy jakąś podróż, mówimy sobie, że musimy jednak zatrzymać się w Cremonie… W międzyczasie staram się obejrzeć kilka meczów Cremo – nie przegapiłem zwycięskiego debiutu na San Siro! – śledzę wyniki i nadal mamy grupę na Whatsappie, dzięki której utrzymujemy kontakt z byłymi kolegami. Duszą grupy jest nadal Maestro Montorfano, urodzony organizator!”.

Cremonese jest obecnie jedną z trzech niepokonanych drużyn w Serie A, obok Juve i Atalanty: jakie to dla Pana uczucie?

„To niesamowita rzecz, która sprawia mi ogromną przyjemność!”.

Jakie ma Pan zdanie o dzisiejszej drużynie? Czy uda jej się utrzymać?

„Oczywiście, że tak! Nie tylko utrzyma się, ale będzie miała spokojny sezon, plasując się w środku tabeli. Z tego, co widziałem, ma serce, głowę i nogi, podoba mi się. A Vardy może zrobić różnicę”.

Jutro na San Siro zagrają Inter i Cremonese. Drużyny mają po dziewięć punktów w tabeli, co jest ekscytujące. Jakie są Pana przewidywania?

Leave a Reply