Piosenkarz na zgrupowaniu drużyny: „Dominguez będzie mistrzem. Orsolini nie może odejść. Immobile będzie strzelał gole, tu jest odpowiednia atmosfera”.
Gianni jest jak mistrz Ligi Mistrzów: otwiera wszystkie drzwi. Zawsze. „Orso, wiesz, że byłbyś też dobrym piosenkarzem?” I razem śpiewają „Fatti mandare dalla mamma”. Nuty twista. Gianni Morandi, kibic od pierwszej godziny, były honorowy prezes Bologna, nadal jest jednym z najlepszych w śpiewaniu, robieniu, zabawianiu i rozweselaniu. We wtorek wieczorem, poświęcony dzieciom-kibicom, zajął się transferami, pytając dyrektora sportowego Marco Di Vaio („Ndoye i Lucumi zostają, prawda?” , a byłego napastnika „Na rynku transferowym wszystko może się zdarzyć, z wyjątkiem Orso”), zachęcił trenera Vincenzo Italiano do zaśpiewania („Uno su mille ce la fa”), zatrzymał Riccardo Orsolini serdecznym stwierdzeniem („Podpisałeś? Byłoby mi przykro, gdybyś odszedł”, „Byłoby mi przykro, tak” – odpowiedział Orso), zapanował na scenie i opowiedział o swoim przyjacielu z Florencji, który zazdrościł Italiano: żadnej radości w fioletowej koszulce pomimo trzech finałów, ale natychmiastowe trofeum w Bolonii dzięki Pucharowi Włoch. „Jakich masz przyjaciół” – uśmiechnął się Vincenzo bez cienia złośliwości, po prostu podtrzymując żartobliwą atmosferę. „Naprawdę mam nadzieję, że zostanę tu na długo” – dodał trener. „Co mi się podoba w Bolonii? Wszystko, a zwłaszcza atmosfera na stadionie Dall’Ara. Tutaj jest chęć zwycięstwa, można się bardzo rozwijać”. Gianni otwiera wszystkie drzwi, pozwala wszystkim mówić swobodnie. Wczoraj po południu pojawił się na boisku na treningu: powitały go oklaski ponad dwustu kibiców, pozostał w cieniu, przybijając piątki zawodnikom przed wejściem na boisko, uściskając Ciro Immobile, Fabbiana, Orsolini („Jesteśmy parą lata”) Lykogiannis, Lucumi, Freuler, a także zamienił jeszcze kilka słów z Italiano. Gianni zawsze jest na poziomie Ligi Mistrzów, tak.
Na scenie życzył Vincenzo Italiano długiej kariery trenerskiej.
„Vincenzo ma siłę, charakter i potrafi przekazać to swoim graczom: naprawdę mam nadzieję, że pozostanie trenerem Bolonii przez dziesięć lat, ponieważ dziesięć lat oznacza, że wyniki były dobre”.
Jak bardzo chciałbyś, aby Bologna śpiewała w przyszłym roku? Oczywiście pieśni radości…
„Wie pan, my śpiewamy tak czy inaczej. Śpiewa się, kiedy jest się bardzo szczęśliwym, ale także kiedy sprawy nie układają się najlepiej. Śpiewa się, żeby dać upust emocjom. Zobaczymy, zobaczymy. A jeśli śpiewa się z radości, to oczywiście jest lepiej”.
Czy dzisiejszy Bologna można uznać za silniejszy niż w zeszłym roku, biorąc pod uwagę dotychczasowe transfery?
„Nie można tego jeszcze powiedzieć, ponieważ równowaga nie jest jeszcze ustalona, a jeśli ktoś zostanie do końca, to odejdzie. Trzeba poczekać… Powiedzmy, że historia jeszcze się nie skończyła. Mam jednak nadzieję, że wszyscy zostaną, a jeśli wszyscy zostaną, to będziemy prawie silniejsi niż w zeszłym roku, jeśli wszyscy zostaną…”.
O mistrzostwie? Żartujesz…
„Ehhh, tak, tak”. Śmieje się serdecznie.

Jakie jest najsilniejsze i najpiękniejsze wspomnienie z 14 maja, dnia zwycięstwa w Pucharze Włoch przeciwko Milanowi po pięćdziesięciu jeden latach?
„Byłem na stadionie Olimpico w Rzymie, byłem tam, wierzyłem, chociaż oczywiście wiedziałem, że Milan jest bardzo silny. Ale czułem, że coś wisi w powietrzu, że to będzie dla nas. To była naprawdę emocjonująca chwila”.
A potem?
„Pamiętam, że stałem obok Laury Pausini, która jest fanką Milanu, mimo że pochodzi z Romagny, a obok byli też inni artyści, jak Sangio (Sangiovanni, red.), który też kibicuje Milanowi. Oni cierpieli, trochę mi ich było żal, kiedy wygrywasz, zawsze myślisz o przeciwniku, ponieważ wiemy, co to znaczy, widząc to tyle razy na własnej skórze. Ale tym razem to ja się cieszyłem, no cóż, choć raz…”.
Teraz jest Ciro Immobile, który zawsze strzelał gole i będzie starał się strzelać dla swojego Bologna.
„Bardzo się cieszę, ponieważ bardzo go szanuję. Zawsze go śledziłem, ale wiadomo, wszyscy go znają. Był napastnikiem reprezentacji narodowej, mam nadzieję, że nadal będzie osiągał dobre wyniki. Bologna to odpowiednie miejsce dla niego, jestem tego przekonany”.
Skoro mieszkasz w hotelu Bologny, kogo wziąłbyś na bok, żeby powiedzieć: „Hej, nie odchodź…”.
„Bardzo lubię tego młodego chłopaka, tak, Benjamina Domingueza, który ma też umiejętności wielkiego mistrza. Mam nadzieję, że będzie się rozwijał razem z nami i stanie się naprawdę wielkim mistrzem, ma potencjał, życzę mu tego”.
A Danowi Ndoye, poszukiwanemu przez Napoli, ale także przez Anglię, co byś zaśpiewał?
„Zaśpiewałbym, że porzucając starą drogę dla nowej, wiesz, co tracisz, ale nie wiesz, co zyskasz”.
