Aktor i reżyser: „Moja mama zabierała mnie do Foro Italico na turniej Internazionali, było nas tylko garstka. Nie lubiłem tenisa, kochałem zapasy i byłem środkowym. Teraz natomiast…”.

Kibicowania nie da się zmienić. „Zawsze Roma. Moja żona jest Neapolitanka i chciała zabrać nasze dwie córki na uroczystość zdobycia mistrzostwa. Dobrze się bawiliśmy, ale kiedy wróciliśmy do domu, powiedziałem dziewczynkom: „Teraz wracacie do Giallorossi, bo inaczej będziecie spały na tarasie”. Żartuje Luca Zingaretti, aktor, reżyser, producent, wielki miłośnik sportu. „Kiedy byłem młody, lubiłem błoto, byłem czystym pomocnikiem, nie interesowało mnie strzelanie bramek. Z tenisem jest inaczej: jestem słaby, ale mam wielką pasję, nazwałbym się graczem z głębi pola, ale w końcu nudzę się i wiem, że aby wygrać, muszę przejść do siatki lub przynajmniej grać ofensywnie”.

W takim razie musiał kochać Panattę…

„Jak można go nie lubić? To sympatyczny, inteligentny człowiek, a poza tym jest częścią mojej młodości. Lubię go i wszystkich członków drużyny. Pamiętam, jak moja mama, która była wielką miłośniczką tenisa, zabierała mnie do Foro Italico: kanapka w przerwie obiadowej i ruszaliśmy na trybuny. Nie było tak jak teraz, na Internazionali było nas tylko garstka. Mama długo próbowała mnie przekonać do gry w tenisa, ale wtedy nie chciałem o tym słyszeć: dla mnie tenis kojarzył się z ludźmi ubranymi na biało, ze światem eleganckich klubów. Arystokratyczny sport, który uważałem za nudny. Lubiłem piłkę nożną, kontakt, walkę”.

Potem przyszła Akademia Sztuki Dramatycznej i spotkanie z Andreą Camillerim. Można powiedzieć, że wasza relacja była niemal symbolicznym związkiem trener-zawodnik?

„Podoba mi się ta metafora. W końcu byłem narzędziem jego sztuki, roznosiłem ją po Włoszech i całym świecie”.

Monolog „Autodifesa di Caino” jest tekstem wymagającym również fizycznie, jak prawdopodobnie wszystkie monologi. Jak aktor przygotowuje się do tego rodzaju spektaklu?

„Podszedłem do tego z wieloma wątpliwościami. Ponieważ jest to testament, Camilleri napisał go w ciągu kilku miesięcy i była to jego ostatnia praca. To dało mi dodatkową odpowiedzialność. To niezwykłe, że Andrea wybrał postać przegranego, aby przekazać swoje ostatnie przesłanie, ale Camilleri twierdził, że historia nie jest do końca prawdziwa, ponieważ piszą ją tylko zwycięzcy. Podobała mi się idea nadania głosu tak złożonej postaci, uważanej za źródło wszystkich zła na świecie”.

Skoro mowa o zwycięzcach i przegranych, czy jako reżyser chciałby Pan przenieść na ekran historię związaną ze sportem?

„Zawsze byłem pasjonatem piłki nożnej, ale piłka nożna, z jej długimi przerwami i momentami zastoju, nie nadaje się zbytnio do przedstawienia na ekranie. Jeśli się nad tym zastanowić, filmów o piłce nożnej jest niewiele. Być może dlatego, że jestem pod wpływem wielu dzieł, które widziałem, wybrałbym boks. Boks to wysiłek i pot: to niezwykle poetycki sport”.

Czy jest jakaś postać sportowa, którą byś wybrał?

„Pomysł filmu o postaci sportowej nie bardzo mnie interesuje, ale gdybym miał to zrobić, wybrałbym Maradonę. Chociaż nakręcono już wiele filmów o nim, uważam, że wciąż jest wiele do powiedzenia. Podoba mi się ciemna strona Maradony, który w słynnym wywiadzie powiedział: „Pomyślcie, co straciliśmy, jakiego piłkarza moglibyście oglądać, gdybym nie zażywał kokainy”. Ale to tylko jedna strona jego osobowości. Interesuje mnie jego postawa wojownika, który walczy o ubogich: aspekt, który wciąż wymaga zgłębienia na poziomie artystycznym. Chciałbym też opowiedzieć historię Schwazera i innego sportu, który wymaga dużego wysiłku i przynosi wiele chwały. Widziałem dokumenty na Netflixie: historia Schwazera jest straszna, został zdradzony przez tych, którzy powinni go wspierać, a za drugim razem został skazany bez dowodów.

Od bohaterów sportu do swojej postaci, Montalbano, od której w pewnym momencie chciał się odciąć…

„Były to powody strategiczne: Camilleri nawet w akademii zawsze powtarzał, że trzeba odejść przy aplauzie. Ale potem pomyślałem, że skoro mi się to podoba i sprawia mi przyjemność, to dlaczego nie kontynuować? A kiedy skończyliśmy ostatnią serię, odeszliśmy nie przy aplauzie, ale przy owacji na stojąco, z rekordową oglądalnością nawet przy powtórkach. Myślę więc, że wygrałem zakład”.

Za czym tęskni Pani po Camilleri?

„Za jego przyjaźnią, jego powieściami, ale także za jego obywatelskim głosem. Rzadko zabierał głos, ale kiedy to robił, wszystko wracało na swoje miejsce. Niestety, w naszej obecnej kulturze nie ma zbyt wielu tak charyzmatycznych postaci jak on”.

Wróćmy do pasji do rakiety: obecnie pełni Pan również funkcję w Komitecie Fitp w Lacjum.

„Tak, zaprosił mnie do współpracy prezes Emilio Sodano: uważa, że jako osoba z zewnątrz mogę spojrzeć na sprawę z innej perspektywy i znaleźć pomysły na dalsze ulepszenia. Wydaje mi się to trudne, biorąc pod uwagę obecny stan tenisa we Włoszech i niezwykłe talenty, które się w nim pojawiają. Powiedzmy, że traktuję to jako nowe wyzwanie”.

Leave a Reply