Były pomocnik opowiada: „Dla Ulivieriego byłem Anatrone. Trenowałem drużynę U23 Bianconerów, popełniłem błąd, odchodząc do Serie B. Mogłem przejść do Interu”.
Lamberto Zauli był prawdopodobnie pierwszym włoskim prototypem wielkiego i potężnego gracza z numerem 10. Numer 10 był typem normalnym, technicznym i szybkim. Zauli wprowadził fizyczność, nie bez powodu porównywano go do Zidane’a. Porównanie to było nieuzasadnione, ale początkowa litera Z w nazwisku, potężna sylwetka i umiejętność obrony piłki sprawiały, że było ono sugestywne, niemal wiarygodne.
Zacznijmy od daty urodzenia: w almanachach i Wikipedii podano 19 lipca 1971 r.
„Ale ja urodziłem się 17 lipca. Jest to błąd popełniony podczas sporządzania mojego pierwszego dowodu osobistego, kiedy miałem 16 lat. Urzędnik wpisał 19, a ta data została przekazana dalej”.
Urodził się w Rzymie, w dzielnicy Montesacro.
„Kiedy miałem dwa lata, mój ojciec Lorenzo, lekarz anestezjolog, przeniósł się do szpitala w Grosseto i tam dorastałem. Tata grał w Grosseto w C, jako pomocnik, tak jak ja. Jesteśmy kibicami Romy. Zabierali mnie na stadion Olimpico, aby oglądać Romę Liedholma, mistrza z 1983 roku, i marzyłem o tym, aby zostać Falcao lub Bruno Contim”.
Wiele pseudonimów. Zacznijmy od pierwszego, Książę.
„Nadali mi go koledzy z drużyny w Vicenzy, ponieważ nie brudziłem sobie rąk praktycznymi sprawami. Jeśli trzeba było zorganizować kolację, pojawiałem się tylko po to, żeby zjeść”.
Zauli, Zidane ubogich.
„To nieprawda. W Vicenzy nazywali mnie Zidane z Triveneto. W Palermo prezes Zamparini przedstawił mnie jako Zidane’a Serie B. To nic nie znaczy. Zidane był jedyny w swoim rodzaju”.
Anatrone?
„Nazwę tę wymyślił Renzo Ulivieri w Modenie. Byłem w Primavera, wysoki i chudy, od czasu do czasu trenowałem z pierwszą drużyną, a trener krzyczał: „Podajcie piłkę Anatrone, bo on umie ją bronić!”. Lubiłem mieć piłkę, chciałem ją mieć, nawet jeśli byłem kryty, używałem ciała, nie traciłem kontroli”. Zaulik? „Być może w Bolonii, ale nie jestem pewien”.
Zaulì, z akcentem na i?
„Tak, to pochodzi z nagłówka gazety. Przypominało Platini, Francuza, takiego jak Zidane. Przesada”.
Francesco Guidolin był „jego” trenerem: miał go w Ravenna, Vicenza, Bologna i Palermo.
„Wiele mu zawdzięczam. Niewiele rozmawialiśmy, ale rozumieliśmy się. W Ravennie grałem na skrzydle, bo jeszcze biegłem. W Vicenzie przesunął mnie za Pasquale Luiso, środkowego napastnika, w formacji 4-2-3-1, w której jako pomocnik grał młody Ambrosini. „Ambro” w wieku 20 lat miał dojrzałość trzydziestolatka”.

Czy to prawda, że podczas swojego debiutu na San Siro, w meczu Milan-Vicenza, wykonałeś tunel?
„Tak, zrobiłem to André Cruzowi (obrońcy Rossonero, przyp. red.). Myślałem i nadal myślę, że ludzie chodzą na stadion, aby oglądać fantazyjne zagrania. Więc próbowałem”.
Z Vicenzą dotarł do półfinału Pucharu Zdobywców Pucharów, gdzie zmierzył się z Chelsea. W pierwszym meczu na stadionie Menti strzelił zwycięskiego gola, 1-0.
„Po podaniu Vivianiego zaskoczyłem wszystkich akrobatycznym przyjęciem piłki. Piłka jednak nieco odbiła się w prawo. Utrzymałem ją w grze, przeniosłem na lewą nogę i strzeliłem w róg moją słabszą nogą. W rewanżu w Londynie objęliśmy prowadzenie dzięki bramce Luiso po moim podaniu. Potem anulowano nam bramkę z powodu nieistniejącego spalonego, dziś dzięki VAR zostałaby ona uznana. Przegraliśmy 3-1. To była Chelsea Vialliego i Zoli”.
Anegdota o Guidolinie?
„Pokazywał nam niesamowite filmy motywacyjne. Pojawiał się w szatni ubrany w mundur kamuflażowy, aby zmotywować nas do walki”.
A co z Zamparinim w Palermo?
„Chciał Serie A, przeprowadził rewelacyjny transfer, ale na początku nie wszystko szło najlepiej, prasa krytykowała. Pewnego dnia pojawił się w szatni i wszyscy wstaliśmy, jakby wszedł dyrektor szkoły. Spodziewaliśmy się, że Zamparini będzie grzmiał i rzucał piorunami. Myliśmy się. Stanął po naszej stronie, bronił nas i udało nam się. Awansowaliśmy do Serie A. Widziałem zdjęcie drużyny z Palermo: byli tam Zaccardo, Grosso, Barone, Toni i Barzagli, mistrzowie świata z 2006 roku. Tylko ja nie pojechałem na te mistrzostwa”.
Z tego Palermo tylko ja nie pojechałem na mistrzostwa świata w 2006 roku…
Lamberto Zauli
W 2006 roku na jego pozycji grali Del Piero i Totti…
„A wcześniej byli Baggio, Zola i Mancini. Niesamowite bogactwo. Przed mistrzostwami świata w 2002 roku dotarła do mnie wiadomość, że Trapattoni chce mnie powołać, ale potem trener zabrał do Korei Cristiano Doniego, który był, powiedzmy, dziesiątką na moim poziomie. Doni jednak w tym sezonie strzelił więcej bramek”.
Nigdy nie był pan blisko wielkiej drużyny?
„ Pod koniec meczu Vicenza-Juventus Lippi podszedł do mnie przy wejściu do tunelu prowadzącego do szatni: „Słyszałem, że idziesz do Interu. Brawo, gratulacje”. Potem nie trafiłem do Interu Morattiego i nawet nie wiem dlaczego. Widocznie tak miało być”.
Zauli jako trener. Dużo prowincji i Juve, między Primavera a Under 23 w Serie C. W Juve wychował Fagioli, Miretti, Soulé, Iling junior…
„I Nicolussi Caviglia, Dragusin, De Winter, Barbieri. Miretti widzi grę dziesięć minut przed innymi. Fagioli ma absolutną kontrolę nad piłką. Jeśli chodzi o Soulé, wielu przeciwników z Lega Pro po meczu mówiło mi: „Mister, ten jest z innej ligi”.
Dlaczego opuściłeś Juve?
„Ponieważ zadzwonił do mnie Südtirol z propozycją pracy w Serie B i przyjąłem ją z ambicji, mimo że Manna i Cherubini, moi menedżerowie w Juve, osoby kluczowe w mojej karierze, prosili mnie, abym został. Marzyłem o awansie, ale w Südtirolu wszystko skończyło się, zanim się zaczęło, z powodu nieporozumień. Z perspektywy czasu widzę, że popełniłem błąd. Co więcej, postąpiłem jak szaleniec. Nie opuszcza się Juve”.
