Trener obecnie pracujący w Bellinzona: „Zaczynałem od zera. Budziłem się o 5 rano, pracowałem siedem godzin, a potem szedłem na boisko. W Watfordzie zrezygnowałem po czterech zwycięstwach, zostawiając pieniądze”.
Sens celu życia można ująć w kilku słowach: „Sprzątałem toalety w szpitalu psychiatrycznym, a teraz trenuję w Serie A”. Beppe Sannino, 68 lat, śmieje się z satysfakcją, przeglądając swój globus. Obecnie mieszka w Bellinzonie, w drugiej lidze szwajcarskiej — „gotowy na kolejny cud” — ale po każdym uderzeniu kilofem wkładał kawałki skały do plecaka. Sześć awansów, cztery wygrane mistrzostwa, złota ławka Serie C i srebrna, a także liczne rezygnacje.
Dziewięć: dlaczego aż tyle?
„Jestem taki: mówię wprost. Zrezygnowałem z godnością, zostawiając pieniądze. W Watfordzie pożegnałem się z 550 tysiącami funtów po 4 zwycięstwach w pierwszych 5 meczach. A po wygraniu pierwszego meczu w historii Carpi w A, powiedziałem, że to wszystko zasługa Castori, a nie moja”.
„Nie wracam do Włoch: zbyt wiele stereotypów”. Jakich?
„Nie żyję na księżycu. Wiem, że dałem z siebie wszystko i że jestem w fazie spadkowej, ale we Włoszech stajesz się postacią publiczną. Pytają cię, czy jesz panettone. A media społecznościowe są wyniszczające. W moim wieku nie chcę wchodzić w wir. Jestem kimś, kto zaczynał od zera i sam doszedł do wszystkiego”.

Opowiedz nam o tym „niczym”.
„Urodziłem się jako neapolitański uliczny chłopiec, a potem przeniosłem się do Turynu. Byłem jedynym, który chodził w krótkich spodenkach i klapkach, stąd przezwisko „ciabattino” (szewc). Po prostu bawiłem się, często opuszczając szkołę. Kiedyś mój ojciec, aby mnie ukarać, podpalił moje buty piłkarskie na balkonie za pomocą alkoholu”.
Sprzątałem toalety za równowartość 900 euro dzisiejszych. Myłem podłogi trocinami, były karaluchy. I pomagałeś pacjentom. W szpitalu psychiatrycznym poznałem cierpienie”.
Czy jako piłkarz miał karierę, na jaką zasługiwał?
„Byłem geniuszem i buntownikiem, nigdy nie trenowałem nikogo takiego jak ja. Dotarłem do Serie C, potem w wieku 31 lat zakończyłem karierę i zacząłem trenować młodzież Vogherese. Potajemnie chodziłem oglądać Milan Sacchiego”.
W międzyczasie pracował w szpitalu.
„Budziłem się o 5 rano, miałem zmianę o świcie, siedem godzin w szpitalu, a potem trening na boisku. Robiłem to przez dziesięć lat, najpierw w szpitalu psychiatrycznym, a potem w cywilnym”.
Czym się zajmował?
„Sprzątałem toalety za równowartość dzisiejszych 900 euro. Myłem podłogi trocinami, były karaluchy i inne robaki. A potem pomagałeś pacjentom. Ponadto w szpitalu psychiatrycznym poznałem prawdziwe cierpienie. Pamiętam świetną malarkę, która tam malowała i zastanawiałeś się, dlaczego. W szpitalu cywilnym widziałem natomiast umierających przyjaciół i kibiców Vogherese”.
Kiedy poświęcił się wyłącznie piłce nożnej?
„W 1998 roku, w Biellese. Wziąłem rok urlopu. Ale przełom nastąpił w Sudtirolu, w latach 1999-2000, gdzie wygrałem mistrzostwa Serie D. Latem specjalnie zrezygnowałem z pracy, żeby móc tam pojechać. Po wygraniu dwóch mistrzostw w Lecco i Crema zostałem w domu. I biegałem. Codziennie po wzgórzach Monferrato, aż wiosną 2008 roku agent poradził mi, żebym pojechał do Como obejrzeć mecz Como-Varese w C2. Obaj trenerzy ryzykowali…”.
Como wygrało 3-2, a ty pojechałeś do Varese.
„Historia mojego serca. Przyjechałem z 500 kibicami, a wyjechałem z dziesięcioma tysiącami. Trzy lata bez porażki u siebie. Od razu zaprosiłem zawodników, żeby się wynośli. Stało się to sloganem dwóch awansów. Miałem koszulkę z napisem „fun cool”, ale po włosku brzmi to jak „sa”. Relacje z kibicami były świetne. Śpiewali: „Oh Sannino, wyślij nas do fan…”. I ja to robiłem. Spotkałem się z Sogliano na stacji w Albizzate i powiedział mi, że nie znosi mnie, ale od tego momentu nawiązała się między nami wspaniała relacja. W 2011 roku byliśmy blisko awansu do Serie A. Odszedłem płacząc, z listem dedykowanym wszystkim”.
Cel: Siena, Serie A.
„Na stadionie Olimpico, podczas meczu z Romą, pomyślałem: „Udało mi się”. Totti i inni wyszli spod trybuny południowej, wyglądali jak gladiatorzy. Zapytałem mojego zastępcę: „Ile dzisiaj stracimy?”. Skończyło się 1-1. Jeden z najpiękniejszych meczów, jakie kiedykolwiek rozegraliśmy”.
Czy to prawda, że skontaktował się z tobą Napoli?
„Wysłałem De Laurentiisa do diabła. Oczywiście nie sądziłem, że to on, tylko jakiś żart. „Czy zrobiłeś to już z Zamparinim w Palermo?”. Odpowiedziałem, że tak”.

Jak poszło w rosanero?
„Nigdy nie miałem tak wielu ofert jak pod koniec tego sezonu, który zakończył się spadkiem. Genoa, Lazio i nie tylko. Poszło źle, ale nie zasłużyliśmy na to. Miałem szczęście trenować Dybalę, najlepszego z wszystkich”.
Kilka słów o Zamparinim?
„Pokłóciłem się z nim przed meczem Palermo-Cagliari 1-1, w którym straciliśmy gola w ostatniej chwili. Wezwał mnie do holu, aby poinformować mnie o składzie. Odpowiedziałem mu po swojemu. „Za kogo on się uważa?”, odpowiedział. Następnego dnia zremisowaliśmy i zostałem zwolniony, ale był to człowiek hojny. Gdybyśmy się utrzymali, dałby mi 500 tysięcy euro, ale powiedziałem mu, że nie przyjmę tych pieniędzy. Taki właśnie jestem”.
Konsekwentny, tak jak w Watfordzie. Dlaczego tam zrezygnowałeś?
„Jedyna rzecz, której żałuję: zrezygnowałem po 4 zwycięstwach w pierwszych 5 meczach. Nie podobała mi się swoboda niektórych graczy. Muszę być sobą. Gdybym kontynuował, pokłóciłbym się ze wszystkimi. Pod koniec roku drużyna awansowała do Premier League”.
Skromni, jak Gazzi czy Brienza. Zachowałem wiadomość od libijskiego piłkarza. „Byłeś jak ojciec”
W Carpi ostatnie doświadczenie w Serie A.
„Porażka. Zostałem ukarany grzywną w wysokości dziesięciu tysięcy euro, ponieważ twierdzili, że trenowałem drużynę Eccellenza bez pozwolenia. W rzeczywistości pojechałem tam tylko po to, aby dopingować chłopaków i dodać im otuchy. To obrzydliwe. Jednym z powodów, dla których wybrałem zagranicę, jest to, że lepiej jest wyjechać tam, gdzie cię nie znają. W Węgrzech zagrałem w finale Pucharu, potem w Grecji, Szwajcarii i Libii”.
Najpierw Al-Ittihad w Trypolisie, potem w Bengazi. Podsumowanie?
„Mój prezes przełożył mecz z powodu mojego ślubu. W Trypolisie wygrałem derby i działo się wszystko. Były milicje, ale czułem się dobrze”.
Z którym graczem jest najbardziej związany?
„Skromni, tacy jak Gazzi czy Brienza. Zachowałem wiadomość od libijskiego piłkarza. „Byłeś jak ojciec”. Oto moje mistrzostwo”.
