Meksykanin, który od 2026 roku powróci do F1 z Cadillakiem, opowiedział o swoich doświadczeniach w zespole: „Horner od razu powiedział mi, że samochód został zbudowany dla Verstappena. Jeśli wygrywałem, to był problem, a jeśli jechałem wolno, było jeszcze gorzej. Niemożliwe”
„Psycholog kosztował mnie aż 6 000 funtów za sesję”. Nieco mniej niż za miesiąc Sergio Perez powróci na tor swoim Cadillakiem. Zrobi to po roku przerwy od kierownicy, ale przede wszystkim po czterech sezonach w Red Bullu, w niewygodnej roli „drugoplanowej postaci” obok Maxa Verstappena: „Sytuacja trudna do zniesienia, tylko ktoś naprawdę silny psychicznie może wytrzymać coś takiego”. Meksykanin postanowił więc zabrać głos, ujawniając sekrety i trudności związane z latami spędzonymi w Milton Keynes.
Historia Red Bulla i Sergio Pereza zakończyła się nagle pod koniec 2024 roku, kiedy rozczarowujący sezon Meksykanina przekonał Helmuta Marko do zerwania dwuletniego kontraktu przedłużającego współpracę, podpisanego zaledwie kilka miesięcy wcześniej. Perez jednak już od pierwszych miesięcy zdawał sobie sprawę, że atmosfera w zespole nie należała do najłatwiejszych: „Kiedy przybyłem, od razu miałem ogromne trudności – opowiada kierowca w podcaście Cracks – wyniki nie nadchodziły, do tego stopnia, że doradzono mi wizytę u psychologa”. I Checo rzeczywiście tam poszedł. Szkoda tylko, że „kilka miesięcy później otrzymałem w fabryce rachunek na 6 000 funtów… za jedną sesję. Powiedziałem, żeby wysłali ją do Helmuta Marko. I ostatecznie to on ją opłacił”.
„MAX? PIEKŁO” — Sytuację dodatkowo komplikowało niełatwe współistnienie z Maxem Verstappenem. „Prawdziwe piekło – opowiada Perez – prawdopodobnie najgorsza rola, jaka może spotkać kierowcę w F1”. Jednak priorytety zespołu były jasne. „Podczas naszego pierwszego spotkania Horner wyjaśnił mi, że samochód został skonstruowany specjalnie dla Maxa i że zespół korzystał z dwóch egzemplarzy wyłącznie dlatego, że wymagały tego przepisy”. Sytuacja ta była widoczna również na torze: „Bycie szybszym od Maxa stanowiło problem, jazda wolniej – jeszcze większy… wszystko było problemem. A kiedy to ja wygrywałem, atmosfera była naprawdę bardzo napięta”.

ZAPALENIE PŁUC EMILIO— Symboliczny był też epizod pod koniec sezonu 2023, kiedy to Red Bull narzucił kierowcom podwójne zwycięstwo w mistrzostwach. „Byłaby to pierwsza taka sytuacja w historii zespołu – opowiada Perez – a ja toczyłem zaciętą walkę z Hamiltonem o drugie miejsce. Presja była ogromna, a tuż przed jednym z decydujących wyścigów, w Katarze, mój syn zachorował na zapalenie płuc. Musiałem dokonać wyboru, więc zapytałem lekarza, czy życie Emilio jest zagrożone. Ostatecznie spędziłem cały tydzień na symulatorze, podczas gdy w fabryce uważano mnie za szaleńca. To pokazuje, jak wiele dałem Red Bullowi: zarówno na torze, jak i poza nim, zawsze dawałem z siebie 100%”.
KONIEC RULEKI?— Nie mając kontraktu na rok 2025, Perez widział, jak jego miejsce w Red Bullu zajmuje Nowozelandczyk Liam Lawson, który po zaledwie dwóch wyścigach został przeniesiony do Racing Bulls. „Doskonale wiedziałem, co się stanie z Liamem. Zespół też o tym wiedział, a kiedy zapytałem Hornera, co zrobią w razie trudności, odpowiedź brzmiała po prostu: »wykorzystamy Yuki«. A jeśli nawet z nim nie wyjdzie? „Mamy wielu kierowców… wykorzystamy ich wszystkich” – odpowiedział mi”. Prawdziwa ruletka, która wraz z odejściem Hornera i Marko może wreszcie się zatrzymać.
