Lorenzo nie pozostawia szans Hiszpanowi zajmującemu 44. miejsce w światowym rankingu: 6-3, 6-0, 6-1 w ciągu godziny i 37 minut. Teraz czeka na niego zwycięzca meczu Sinner-Bublik
Liverpool, 511 milionów euro na rynku! Oto dlaczego mógł wydać tak dużo
Tylko Isak i Wirtz kosztowali 280 milionów. Dzięki uporządkowanym finansom i wysokim dochodom, The Reds budują teraźniejszość i przyszłość
Jak stworzyć najbogatszy rynek transferowy w historii, po raz pierwszy w historii, kiedy jedna drużyna wydała ponad pół miliarda euro w jednej sesji? Weźmy doskonale zarządzaną drużynę, która od lat ma uporządkowane finanse i ogromny margines w stosunku do rygorystycznych zasad fair play finansowego Premier League, dodajmy do tego chęć odnowienia drużyny, która właśnie wygrała mistrzostwa, przygotowania jej do rozpoczęcia nowego cyklu, ogromne nagrody z Ligi Mistrzów i nowy, lukratywny kontrakt ze sponsorem technicznym. Dodajmy do tego urok Anfield i jednego z najpopularniejszych klubów na świecie. I tak oto powstaje sensacyjny rynek transferowy Liverpoolu latem 2025 roku: rynek o wartości 511 milionów euro, dwukrotnie pobijający rekord najdroższego transferu w Premier League. Coś historycznego.
Hasłem przewodnim lata w klubie The Reds była odnowa. Pomysł, po wielu latach rozważnych inwestycji na rynku (jedynym nabytkiem w 2024 roku był Federico Chiesa, kupiony po okazyjnej cenie od Juventusu), polegał na tym, aby ukształtować drużynę na podobieństwo Arne Slota, poprzez zakupy, które wzmocniłyby ją w stosunku do drużyny, która zdominowała Premier League w zeszłym roku, ale także przygotowałyby ją do rozpoczęcia nowego cyklu. Rezultat był historyczny. Największym osiągnięciem są oczywiście dwa najdroższe transfery w historii Premier League, Alexander Isak i Florian Wirtz. Pierwszym z nich był Niemiec, kupiony z Bayer Leverkusen za 136 milionów euro wraz z premiami. Isak był transferem, który zainaugurował ostatni dzień okienka transferowego, zakończeniem telenoweli między napastnikiem a Newcastle, które ostatecznie zgodziło się go puścić: nie za 173 miliony, o które Magpies długo nalegali, ale za 144 miliony, od razu i bez klauzul. Nie ma wątpliwości, że Isak jest najdroższym zakupem w historii Premier League.
REWOLUCJA— Isak i Wirtz to tylko wierzchołek góry lodowej, Hugo Ekitike, kupiony za 91 milionów euro z Frankfurtu, nigdy nie znalazł się w centrum uwagi, na które zasługiwał. Pomiędzy nimi znajdują się inwestycje w młodych zawodników, bez zwracania zbytniej uwagi na koszty: Milos Kerkez z Bournemouth za 46,5 miliona euro i Jeremie Frimpong z Leverkusen za 35 milionów to dwaj nowi skrzydłowi, którzy muszą od razu wywrzeć wpływ. 30 milionów euro przekazanych Parmie za 18-letniego Giovanniego Leoniego to inwestycja w przyszłość, w kogoś, kto, jak mają nadzieję The Reds, wkrótce stanie się nowym Virgilem Van Dijkiem. Na przyszłość, z przymrużeniem oka na teraźniejszość, patrzy również Giorgi Mamardashvili, kupiony z Valencii za 28 milionów: na razie jest rezerwowym Alissona, ale Brazylijczyk zawsze dawał szansę swoim zastępcom, a Gruzin jest skazany na zajęcie jego miejsca. Razem daje to 8 zakupów, za ponad pół miliarda euro. W ostatniej chwili nie doszło do transferu Marca Guehi z Crystal Palace.
KONTA — Liverpool zarobił również 239,2 mln euro na transferach, do których dojdzie 40 mln euro z tytułu obowiązku wykupu ustalonego już przez Aston Villę za Harveya Elliotta. Jednak to nie dzięki sprzedaży piłkarzy The Reds mogli sobie pozwolić na ten rekordowy transfer. Nie chodzi też o to, że zgodnie z zasadami finansowego fair play koszty transferu rozkłada się na lata trwania kontraktu zawodników: w przypadku Isaka, który podpisał kontrakt do 2031 roku, 144 miliony euro wydane na jego transfer w rzeczywistości obciążają budżet kwotą 24 milionów euro rocznie. Sekret tkwi w 296 milionach euro, które klub zarobił w zeszłym roku dzięki zwycięstwu w Premier League i awansowi do Ligi Mistrzów, w 70 milionach euro rocznie, które od 1 sierpnia wpłaca do kasy klubu Adidas, w 6 milionach euro, które Anfield zarabia na każdym meczu z kompletem widzów, w ponad 250 milionach euro z praw telewizyjnych oraz zyski, które dzięki merchandisingowi (oto, do czego naprawdę służy bycie jednym z najpopularniejszych klubów na świecie) znacznie przekraczają 100 milionów euro. Tylko w ten sposób można sobie pozwolić na transfery warte pół miliarda, nie nadwyrężając kasy klubu. Liverpool zdecydował, że to odpowiedni moment, aby wydać te pieniądze.
Nie na Broadwayu, ale na Flushing Meadows w Queens odbywa się spektakl Lorenza Musettiego. Włoski tenisista nr 2 pokonuje 6-3, 6-0, 6-3 Jaume Munara, 28-letniego Hiszpana trenującego w Akademii Nadala, i po raz pierwszy awansuje do ćwierćfinału w Nowym Jorku. Co więcej, dołącza do Matteo Berrettiniego i Jannika Sinnera w klubie włoskich tenisistów, którzy osiągnęli ten poziom w turniejach wielkoszlemowych na trzech różnych nawierzchniach. Na papierze Munar, mimo że spadł do pierwszej pięćdziesiątki, mógł sprawić Lorenzo kłopoty. Ostatnim razem na twardej nawierzchni, podczas turnieju w Hongkongu na początku roku, Musetti uległ Majorceńczykowi, przegrywając 2-1.
Munar, nazywany Jimbo (jak Connors) ze względu na swój prowokacyjny charakter, nie miał nawet czasu na zastanowienie się. Lorenzo dyktował warunki od pierwszego do ostatniego punktu, wykorzystując swoją siłę i różnorodność, wspierany przez serwis i swoją drużynę, która przez cały mecz dopingowała go okrzykami „Bravo Lore” i „Bellissimo Lore”. Jest Tartarini, który trenuje go od 9 roku życia, jest jego partnerka Veronica z brzuszkiem, która jednak nigdy nie chce opuścić meczu. Siła Musettiego tkwi również w jego magicznym kręgu, który towarzyszy mu w delikatnym przejściu od chłopca do mężczyzny, ojca rodziny i dojrzałego gracza. „Lorenzo musi zdać sobie sprawę, jak bardzo jest silny” – powiedział jego wieloletni przyjaciel Flavio Cobolli po przegranej z nim w trzeciej rundzie.
głowa— Kto wie, może ta świadomość pomoże mu jeszcze bardziej poprawić swoje wyniki w Nowym Jorku, gdzie jako junior był finalistą, zanim wygrał Australian Open juniorów. Na drodze może napotkać nie do pokonania przeszkodę w postaci Jannika Sinnera, w wymarzonym derbach, jakich jeszcze nie widziano na tym poziomie w Ameryce. Sam mecz nie ma wiele do powiedzenia, była to rozgrywka między zawodnikiem z Carrary a Hiszpanem, który prawdopodobnie nie czuł się najlepiej, ponieważ często kaszlał. Pierwsze dwa sety nie miały większego znaczenia: wynik został szybko ustalony w pierwszym secie, kiedy Munar popełnił błąd przy uderzeniu z prawej strony i przegrał 15-30, a następnie podwójnym błędem dał dwa break pointy Włochowi (15-40), który natychmiast zdobył punkt. Od tego momentu Lorenzo kontynuował swoją passę, dezorientując Hiszpana, ukrywając piłkę jak magik, potwierdzając przełamanie 3-1 i kończąc drugim przełamaniem 6-2. W drugim secie Munar nie miał żadnej broni, którą mógłby przeciwstawić Lorenzo, który grał tak, jak chciał. Zmieniał tempo, krzyczał, zmieniał kąty. Jak w blenderze, 28-letni Hiszpan nie jest w stanie utrzymać żadnego z serwisów, a Musetti wygrywa 6-0. Trzeci set rozpoczyna się od niewielkiej pomyłki Toskańczyka, który w trzecim gemie popełnia dwa błędy z forhendu, 0-30, popełnia podwójny błąd serwisowy i oddaje Munarowi trzy piłki breakowe. Udaje mu się zneutralizować wszystkie, pojawia się nawet czwarta, ale znów ratuje go pierwsza. Utrzymuje serwis, krzyczy „Brawo!” i kiwa głową, jakby chciał powiedzieć, że oprócz szczęśliwej ręki ma teraz również zdolność pozostawania skupionym, nie dając się ponieść emocjom. Natychmiast odbiera serwis Munarowi, wychodząc na prowadzenie 3-1, a następnie nieco się chwiejnie w piątym gemie, gdzie dochodzi do przewagi, zanim wydłuża wynik do 5-1 kolejnym breakiem i kończy 6-1. Teraz pozostaje tylko marzyć o całkowicie włoskim derbach, ponieważ Musetti zmierzy się ze zwycięzcą meczu Sinner-Bublik.
