Ibra mówi o swojej roli doradcy: „Za pierwszym razem Milan dał mi szczęście, za drugim – miłość. Teraz jestem tu, aby się odwdzięczyć. Leao? On jest magiczny, sam wygrał mistrzostwo”.
Stracił ogon, ale nie determinację. Nauczył się odmawiać „my”, szanować czas i role, pozostawiać reflektory innym, „ale chwileczkę: nadal jestem Bogiem”. Normalizacja Ibra? Niemożliwe, a po co? Jednak po dwóch rozdziałach jako piłkarz, trzeci rozdział życia Zlatana Ibrahimovicia w barwach Rossoneri, który rozpoczął się w grudniu 2023 roku, jest w zupełnie nowym świetle. „Jestem tu, aby pomóc. Milan dał mi po raz pierwszy szczęście, a po raz drugi miłość. Teraz jestem tu, aby się odwdzięczyć. I stworzyć warunki do zwycięstwa”.
Ibra, jak wygląda życie menedżera, teraz, gdy jesteś partnerem RedBird i doradcą Milanu?
„Mam już siwe włosy… Przyjechałem z kucykiem, teraz tak wyglądam, za chwilę będę łysy…”.
A tak poważnie?
„Wszystko zaczęło się po 25 latach kariery piłkarskiej, na pełnych obrotach. Potem miałem 3-4 miesiące wolności, aby robić to, co chciałem, bez harmonogramu, spędzałem dużo czasu z moimi dziećmi i… po 25 latach poznałem moją żonę. A wiadomość jest taka, że nadal jesteśmy razem! Po trzech miesiącach spotkałem Giorgio Furlaniego, który powiedział mi: „Chcę, żebyś spotkał się z Gerrym Cardinale”. Zrobiłem to: dwa razy w Mediolanie, trzeci raz w Los Angeles. Ale ja nie chciałem niczego, czułem się wolnym człowiekiem, nie chciałem znów mieć planów. On nalegał, rzucał mi wyzwania, a ja zawsze odmawiałem. Potem zaciekawiło mnie to. Poprosiłem go o trzy rzeczy, aby się zgodzić: 1) muszę być sobą, nikt nie może mnie ograniczać; 2) jeśli dołączę, to musi to być na dłuższą metę; 3) wracam, aby wygrać. On odpowiedział: „po to tu jesteśmy”.
Ale czy może nam pan dokładnie wyjaśnić, czym się pan zajmuje?
„Moja rola nie uległa zmianie, jest taka sama, reprezentuję właścicieli. W zeszłym roku robiłem więcej niż musiałem, nikt mnie o to nie prosił, sam czułem, że powinienem to robić, ale nie podobało mi się to, ponieważ jeśli nie mogę być sobą, nie czuję się dobrze. Nie chcę być ograniczany i dlatego nie chciałem mieć biura. Sam idę do tych, z którymi muszę porozmawiać”.
Wydaje się, że to pan wypełnił luki, które były w kadrze.
„Tak, klub dodał to, czego brakowało, teraz jest osoba, która jest w stałym kontakcie z piłkarzami i trenerem, jest to Igli Tare i robi to dobrze. Przychodzę tutaj, do Casa Milan, czasami jeżdżę do Milanello: codziennie rozmawiam z Furlani i Gerrym, który jest bardzo zaangażowany, analizujemy, co jest potrzebne, aby poprawić wyniki Milanu, opracowujemy strategie, ostatecznie decyzję podejmuje Gerry, ale bardzo ufa osobom z klubu. Ponadto jestem również zaangażowany w działalność korporacyjną i rozrywkową RedBird. Jestem osobą, która jeśli nie zna się na czymś, milczy, obserwuje i uczy się. Oczywiście w innych obszarach mam większe doświadczenie i mówię więcej, znacznie więcej.
Na przykład w Turynie przemawiał pan w szatni? Nie zaatakował pan Leao?
„Jest trener, jeśli mogę pomóc, nie przeszkadzając mu, to to robię. Ale nie można stać ponad trenerem, bo tylko stawia się go w trudnej sytuacji. Mogę być dla niego większym przyjacielem niż dla innych graczy, ale zawsze jestem Ibą z doświadczeniem Iby. Wcześniej miałem tylko jeden sposób działania, z czasem nauczyłem się, że aby dotrzeć do głowy graczy, czasami trzeba być bardziej miękkim. I trzeba nalegać”.
Wracając do Leao…
„W Turynie byłem w szatni. Wszyscy byli źli, wszyscy, Allegri, bo można było wygrać. Nawet Leao, który nie wykorzystał dwóch okazji do zdobycia gola. Pamiętajmy, że podczas przygotowań był najlepszy, potem był poza grą przez dwa miesiące, teraz musi wrócić do formy. Oczywiście oczekujemy magii, bo Leao to magia! Oczywiście, że zawsze będziemy o nim mówić, bo jest jednym z najlepszych piłkarzy na świecie i nie mówię tego dla marketingu, ale dlatego, że sam grałem w piłkę. Widziałem go jako chłopca, teraz ma dwoje dzieci: to długa droga. Mówią, że ma już 26 lat, ale ja dojrzałem w wieku 28 lat. A poza tym, kiedy zdobyliśmy mistrzostwo, mogę powiedzieć, że wygrał je sam…».

Ale jak to? Była pani tam.
„Nie przypisuję sobie zasług, chcę je przypisać innym. Taka była moja rola w tamtym roku. Na początku sezonu zapytałem: ilu z was coś wygrało? Podniosło rękę jedno, może dwa osoby. A ilu grało w Lidze Mistrzów? Znowu jedno, dwa. Była to grupa piłkarzy, którzy w swoich poprzednich drużynach siedzieli na ławce, potrzebowali gracza alfa, lidera, za którym mogliby podążać. Wszystko sprowadzało się do pytania: „Ibra, idziemy w prawo czy w lewo?”. Kiedy przegrywaliśmy, mówiłem: „Niech tylko ja idę porozmawiać”, aby pozostawić drużynę w spokoju: dla mnie było to jak śniadanie. Powstała silna grupa, która zaczęła osiągać sukcesy. Kiedy zdobyliśmy mistrzostwo, widziałem, jak płaczą, i była to dla mnie największa satysfakcja. Ale powiedziałem to od razu pierwszego dnia po moim powrocie, proszę to sprawdzić”.
A co ma Pan do powiedzenia w tym roku?
„Że drużyna jest bardzo konkurencyjna, aby osiągać dobre wyniki. Była taka już w zeszłym roku, ale to był dziwny rok, gdy tylko się podnosiliśmy, od razu upadaliśmy, ale wiele się nauczyliśmy. W każdym razie zdobyliśmy trofeum i zajęliśmy drugie miejsce w Pucharze Włoch. Ale jesteśmy Milanem, wiemy o tym. Klub bardzo dobrze sprzedał zawodników, którzy nie pasowali do projektu lub z innych powodów, wybrał doświadczonego trenera, który zapewnia równowagę i stabilność. I wniósł to, czego brakowało, trochę doświadczenia”.
Co robi Ibra, chowa się? To nie w jego stylu.
„Jeśli trochę mnie znasz, wiesz, że moje nastawienie różni się od wszystkich innych. Jest zwycięskie”.
Czy czwarte miejsce to za mało?
„DNA Milanu to zwycięstwo, zwłaszcza w Europie, i tam musimy wrócić. Nikt nie chce zmieniać Milanu, jego kultury ani tradycji. Również dlatego, że podaję ci zasadę: nikt nie zmienia Milanu, to Milan zmienia ciebie. W Milanello czujesz zapach zwycięstwa, po pobycie tam nie pozostajesz tym samym piłkarzem. W Milanello wszyscy, od kucharza po ogrodnika, dbają o to, aby Allegri i drużyna mogli dać z siebie wszystko”.

Czy Modric w tym Milanie może być tym, kim był Pan w roku zdobycia mistrzostwa?
„Jesteśmy różni, on jest liderem na boisku, poza nim zajmuje mało miejsca, ale wniósł doświadczenie, którego brakowało. Nawet gdyby nie grał „wow”, samo przebywanie z nim dawałoby coś. Na boisku powiedzieliśmy mu: „wejdź i zrób to”. Czy jestem zaskoczony tym, jak gra? Nie, gra tak od dwudziestu lat. Wielu pozostaje na szczycie przez dwa lata, a potem już ich nie widać. Inni pozostają na szczycie przez dwadzieścia lat i są prawdziwymi mistrzami, nawet jeśli nie zdobywają Złotej Piłki: jednego z nich mamy przed sobą”.
Również Rabiot daje z siebie wiele. „Miał przyjść rok temu, próbowaliśmy go sprowadzić, ale chciał grać we Francji”. Kto może być niespodzianką? „Pavlovic może się jeszcze poprawić. Gimenez, gdy tylko się rozkręci, strzeli mnóstwo bramek. Jashari jest świetny. Ricci też będzie się rozwijał: drużyna jest odpowiednią mieszanką teraźniejszości i perspektyw”.
Czy Allegri bardzo się zmienił od czasu, gdy pan był trenerem?
„To ja pomogłem mu zdobyć pierwsze trofeum. W tamtym Milanem wszyscy byli mistrzami, trudno było posadzić ich na ławce, na boisku grali jak na autopilocie. Był bardzo dobry w zarządzaniu. Teraz jest inaczej, jest mniej ego wielkich gwiazd, to bardzo pomocna drużyna. Również Allegri przeszedł swoją drogę, wiele już wygrał, wie, jak to się robi”.
A co z rywalami? Napoli, Inter, Juve? „Nie patrzę na innych, ale nie z powodu arogancji, ponieważ jeśli zależy mi od innych, to znaczy, że nie jestem wystarczająco silny. To ja muszę stać się silny, a inni muszą patrzeć na mnie”.
W takim razie opowiedz mi przynajmniej o Chivu.
„Znam go od czasów Ajaxu. To była drużyna utalentowanych graczy, a on był najbardziej dojrzały. Zarówno pod względem mentalnym, jak i jako osoba. Był mistrzem, jako trener jest jeszcze za wcześnie, aby go oceniać, życzę mu powodzenia, ale nie musi wygrywać…”.
Jego dwaj synowie, Maximilian (19 lat) i Vincent (17 lat), grają w Milanie: jeden w drużynie Milan futuro, drugi w drużynie Under 18. Jakim jest ojcem? Niepokojącym? Śledzi ich? Z bliska czy z daleka?
„Do 16 roku życia nosili nazwisko matki. Potem przyszli do mnie i powiedzieli, że chcą nazywać się Ibrahimovic. Byli gotowi, czuli, że to jest to, ale dałem im do zrozumienia, że nie będzie to łatwe”.
Nie ingerował Pan w decyzje trenerów?
„Kiedy zaczynali, przez dwa lata nie postawiłem stopy w Vismara. Nie wiem, czy popełniłem błąd, ponieważ jestem też ojcem, który chce cieszyć się ich chwilami, ale nie chciałem wprowadzać zamieszania. Teraz, kiedy grają, pomagam, udzielam rad, śledzę ich. Ale oceniam ich tak samo jak wszystkich innych. To, co naprawdę mnie zdenerwowało, to wiele bzdur, które się pojawiły. Na przykład, że Camarda nie podpisał kontraktu z mojej winy. Nawet w przypadku mojego syna nie wtrącałem się, żeby podpisał kontrakt. To nie byłoby fair: jeśli dojdą do tego, to dzięki swoim zasługom. Oczywiste jest, że gdyby to zależało ode mnie, graliby w pierwszej drużynie i w reprezentacji. Ale są tak samo ważni jak wszyscy inni w naszej Akademii”.
A propos. Milan futuro spadł do ligi amatorskiej po roku w C.
„Nie stworzyliśmy drużyny, aby „przetrwać” w Serie C. Zbudowaliśmy platformę, która ma wypełnić lukę między Primavera a pierwszą drużyną — wyjaśnia Ibra —, co jest fundamentalnym krokiem, którego brakowało od zbyt dawna, i pozwolić rozwijać się talentom. Jest to długoterminowy projekt, który obejmuje całą młodzież: od Primavera do pierwszej drużyny. Właściciele mocno w to wierzyli i zdecydowali się zainwestować z przekonaniem. Są zadowoleni z pracy, którą wykonują Kirovski i Vergine”.
Więc nie wypowiada pan słowa „scudetto”?
„Czy w to wierzę? Tak, wszyscy musimy w to wierzyć. Ale to proces, to praca zespołowa”.
Przepraszam: przeszliśmy od Ibra Boga do ja i my? „Chwileczkę: Ibra nadal jest Bogiem. Kiedy byłem na boisku, miałem wszystkie odpowiedzi, na trybunach nadal cierpię, że nie mogę pomóc drużynie. Nie mam osobistych celów, wszystko, co robię, robię dla Milanu. I po to, żeby znów wygrywać”.
