Były pomocnik, obecnie trener reprezentacji Serie D: „Luiso w Sora wyśmiewał mnie za technikę, ale rekompensowałem to determinacją. Baggio zdołał strzelić mi dwa gole, a 18-letni Messi sprawił, że zrobiłem z siebie pośmiewisko…”
Giannichedda przyswoił sobie słynną piosenkę Ligabue: „Altro che mediano, ‘una vita da… Giuliano’ (Nie tylko pomocnik, ale życie Giuliano). Stefano Fiore zawsze mi ją nucił w czasach Udinese, kiedy biegłem po całym boisku, aby odzyskać piłkę. Nigdy nie miałem talentu wielkich gwiazd, moim zadaniem było powalanie przeciwników”. Były pomocnik urodzony w 1974 roku zaczynał jako amator w Pontecorvo, w prowincji Frosinone, a dotarł aż do Ligi Mistrzów, grając w barwach Lazio i Juventusu: „Obrończyłem Ronaldo, Henry’ego, Tottiego, a nawet bardzo młodego Messiego. W drużynie Lazio zostałem kapitanem i słuchając Del Piero zrozumiałem, co to znaczy być liderem”. Kilka lat temu Giannichedda postanowił wrócić tam, gdzie wszystko się zaczęło: „Trenuję chłopców z Rappresentativa Serie D, młodzieżowej reprezentacji amatorów. Razem z naszymi scoutami wybieramy najlepszych zawodników poniżej 18 roku życia spośród 162 drużyn ligowych. W ciągu roku organizujemy mecze towarzyskie i gramy w turnieju Torneo di Viareggio, który jest dla zawodników najlepszą okazją, aby się wykazać”.
Od Gattiego i Acerbiego po Cambiaso i Luccę: wielu zawodników, którzy zaczynali w D, odniosło sukces.
„Świat amatorski bardzo się zmienił. Kluby inwestują dużo, a trenerzy wiedzą, jak rozwijać młodych zawodników. Każda niedziela to walka, młodzi uczą się wytrzymywać uderzenia i stają się coraz lepsi”.
Często mówi się, że odnowa włoskiego ruchu piłkarskiego musi zacząć się od młodych ludzi. Zgadza się Pan z tym?
„Potrzeba odwagi. Trzeba inwestować w szkolenie trenerów, w infrastrukturę. Młodych ludzi należy wspierać w rozwoju piłkarskim i osobistym. Cham z Werony, Iannoni z Sassuolo, Prati z Cagliari: wszyscy przeszli przez reprezentację. Ci, którzy zaczynają w sekcjach młodzieżowych, są bardziej utalentowani technicznie, a ci, którzy zdobywają doświadczenie w D, wiedzą, co to znaczy mieć determinację i walczyć o każdą piłkę”.
Fiore i ja przeszliśmy razem z Udinese do Lazio. Śpiewał mi „Una vita da Giuliano…”
Giuliano Giannichedda
Zbudowałeś swoją karierę, stawiając na wytrwałość.
„Kiedy grałem w C2 w Sora, Pasquale Luiso żartował, mówiąc: „Masz stopy jak żelazko”. Technika nie była moją mocną stroną, ale rekompensowałem to determinacją. W wieku 21 lat znalazłem się w Udinese Zaccheroniego. W tamtych latach budziliśmy strach u wszystkich, zawsze walczyliśmy o Europę”.
Najbardziej sympatyczny członek grupy?
„Giovanni Stroppa, który nieustannie organizował żarty. Pewnego razu wjechał swoim Fiatem 500 do szatni, trąbiąc klaksonem. Nie mogliśmy wyjechać stamtąd samochodem”.

Walczył z najsilniejszymi: od Ronaldo po Baggio, Rui Costę i Zidane’a.
„Ronaldo był jak Marsjanin, nie dało się go zatrzymać. W moim pierwszym meczu przeciwko Juventusowi w 1997 roku kryłem Zinedine’a. Próbowałem wszystkiego, żeby go zdenerwować: kopałem go, wślizgiwałem się. On nie reagował. W drugiej połowie bardzo ostro uderzyłem go w kostkę. W tym momencie zrozumiałem, że nie powinienem go denerwować”.
Dwa lata później Zoff powołał mnie do reprezentacji narodowej.
„Rozegrałem trzy mecze z Włochami. W meczu kwalifikacyjnym do Euro 2000 przeciwko Danii dostałem czerwoną kartkę w końcówce. Najpiękniejsza anegdota dotyczy jednak Roby’ego”.
Proszę nam opowiedzieć.
„Byliśmy przeciwnikami i kolegami w reprezentacji. W ciągu piętnastu lat kariery strzeliłem cztery bramki. Baggio dzięki dwóm asystom pomógł mi zdobyć dwa gole podczas meczu treningowego”.
Piłka nożna dała panu wielu przyjaciół: jednym z nich jest Stefano Fiore.
„W 2001 roku przeszliśmy razem z Udinese do Lazio za 88 miliardów lirów. On miał klasę, w przeciwieństwie do mnie. Pod koniec każdego meczu, kiedy wychodziłem pokryty błotem i siniakami, nucił mi Ligabue: „Una vita da… Giuliano. Altro che mediano”. Miałem szczęście poznać również Borgonovo i Mihajlovica, dwóch mistrzów, których noszę w sercu”.

W Lazio zadebiutował w Lidze Mistrzów i został kapitanem.
„Byli tam Nesta, Crespo, Inzaghi. Wygraliśmy Puchar Włoch, pokonując Juventus w finale w 2004 roku. Rok później Di Canio strzelił pierwszego gola pod Curva Sud w derbach wygranych 3:1 z Romą. Wymienił kilka ostrych słów z Tottim. Dla nas była to wielka uroczystość”.

Juventus Capello był ostatnim ważnym etapem jego kariery.
„Na pierwszy trening w barwach bianconerów przyszedłem godzinę wcześniej. Myślałem, że będę pierwszy, ale wszyscy już tam byli: Buffon, Trezeguet, Ibrahimovic. Następnego dnia przyszedłem dwie godziny wcześniej”.
Tego lata odkrył talent Messiego.
„Graliśmy o Trofeo Gamper przeciwko Barcelonie. Leo miał 18 lat. Próbowałem odebrać mu piłkę, ale on zrobił zwód, żeby mnie ominąć. Upadłem niezdarnie, a Messi już biegł do bramki. Capello powiedział: „On będzie najlepszy na świecie”. Miał rację”.
Po aferze Calciopoli zdecydowałeś się pozostać w Serie B.
„Zorganizowano spotkanie najbardziej doświadczonych graczy, Del Piero powiedział: „Juventus to zawsze Juventus, liga nie ma znaczenia”. Wszyscy się z tym zgodziliśmy”.
Dzisiaj Giannichedda zaczął od nowa z młodymi graczami.
„Miałem szczęście przeżyć wspaniałą karierę: Serie A, Liga Mistrzów, reprezentacja narodowa. Nie sądziłem, że mi się to uda, ale udało się. Młodym ludziom mówię, żeby nigdy nie przestawali wierzyć w swoje marzenia”.
