Mieszka w Kanadzie, śledzi drużynę na całym świecie i stał się punktem odniesienia w mediach społecznościowych dla całej arabskiej społeczności nerazzurri: „Podczas Superpucharu spełniłem marzenie, wchodząc do sali prasowej i zadając pytanie Chivu”.
Czy można przejechać ponad 200 tysięcy kilometrów dla swojej ulubionej drużyny, śledzić ją w każdym zakątku świata, dostosowywać harmonogram pracy do 6-godzinnej różnicy czasu, a nawet ryzykować wyrzucenie z domu? Tak, jeśli po porażkach i zwycięstwach, zdjęciach na pamiątkę i śpiewach na stadionach całego świata uda się nawet zabrać głos na konferencji prasowej, aby zwrócić się do swojego trenera w oficjalny sposób. Yazeed Mushal, 39 lat czystego interizmu, przebił jedyną ścianę, której mu brakowało: on, najbardziej nerazzurri Arab, jaki istnieje, spełnił swoje ostatnie marzenie i mógł porozmawiać z Cristianem Chivu przed meczem Bologna-Inter. Klasyczne pytanie o przegrane bezpośrednie starcia w sezonie, odpowiedź z problemami tłumaczeniowymi, ale liczy się tutaj pasja, która dotarła z Kanady do Rijadu i stała się przykładem dla kibiców: Yazeed jest od dawna punktem odniesienia dla całej arabskiej społeczności Interu na całym świecie.
Mushal, kim naprawdę jesteś?
„Kibic Interu! Po prostu kibic Interu, wszystko inne jest mniej ważne… Pochodzę z Jordanii i po dziesięciu latach spędzonych w Dubaju od 2021 roku mieszkam w Halifax w Kanadzie, gdzie pracuję jako pielęgniarz i mieszkam z żoną i synem. Wiele osób myśli, że zajmuję się finansami, ponieważ na moich kanałach społecznościowych tłumaczę na język arabski wszystkie artykuły dotyczące mojego Interu, zwłaszcza te o tematyce ekonomicznej, począwszy od bilansów, a skończywszy na wiadomościach dotyczących starego i nowego klubu. Ludzie śledzą mnie i ufają mi. Zanim odszedł, mój ojciec zdążył zaszczepić w swoich dzieciach miłość do piłki nożnej, chociaż w przypadku mojego brata musiał popełnić jakiś błąd, ponieważ niestety stał się on kibicem Juventusu…”.

Jak oglądać Inter na żywo z… Kanady?
„Lecąc wieloma samolotami, w ostatnich latach obejrzałem ponad dwadzieścia meczów na San Siro, najpiękniejszym i najbardziej magicznym stadionie na świecie. Raz nawet z boku boiska, wciąż mam dreszcze. Ale byłem też na innych stadionach, aby obejrzeć mecze Ligi Mistrzów, Klubowych Mistrzostw Świata i oczywiście Superpucharu, którego nie mogę przegapić, odkąd odbywa się w Arabii. Poza tym zawsze organizuję swoje zmiany w pracy tak, aby mieć wolne w dni meczowe lub pracować na nocnej zmianie, ponieważ większość meczów rozgrywana jest o godz. 15:45 czasu kanadyjskiego. W takich przypadkach oglądam mecz w telewizji, a potem idę do szpitala, aby wykonać swoje obowiązki. Można powiedzieć, że moje życie dyktuje kalendarz Interu: kiedy muszę obejrzeć mecz na żywo, zawsze staram się wziąć trzy lub cztery dni urlopu, planując wszystko z wyprzedzeniem. Są szczęśliwe noce, takie jak ta przeciwko Barcelonie z bramką Acerbiego, ale są też smutne dni: w Monachium, na trybunach podczas meczu 5:0, nigdy nie przestałem kibicować”.
Ale kiedy i jak narodziła się ta pasja?
„Zostałem kibicem Nerazzurri w 1998 roku. A „winę” za to ponosi najpierw Ronaldo „Fenomeno”, a potem Roberto Baggio. Razem z ojcem i bratem często oglądaliśmy mecze reprezentacji Włoch, więc jak mogłem nie być oczarowany Robym? Kiedy on również przeszedł do Interu, miłość wzięła górę nad wszystkim”.
Kto jest Twoim ulubionym piłkarzem, zarówno z przeszłości, jak i teraźniejszości?
„Dzisiaj nie chcę nikogo rozczarować, więc podam tylko jedno nazwisko z przeszłości: Javier Zanetti. Dołączył do naszego klubu, kiedy wielu go nie znało, a potem grał aż do zakończenia kariery, od 1996 do 2014 roku. Pupi był lojalnością, pasją, miłością, szacunkiem. Wszystkim. Każdy, kto kocha piłkę nożną, powinien kochać Zanettiego. Mam święty rytuał, podczas każdej podróży, którą odbywam, aby śledzić Inter, a odbywam ich wiele, zawsze muszę zrobić zdjęcie z kapitanem. Czekam przed hotelem, aż go spotkam. Nie ma znaczenia, czy mam już 50 czy 60 różnych selfie, zawsze dodaję kolejne. Tym razem też udało mi się go zobaczyć. Oczywiście, jak myślicie, kto jest na moim zdjęciu profilowym na WhatsApp?”.
Jaka była najbardziej ekstremalna i szalona rzecz, jaką zrobiłeś dla Interu?
„Podczas Klubowych Mistrzostw Świata w Stanach Zjednoczonych zeszłego lata… Pojechałem z całą rodziną obejrzeć mecze w Seattle. Po zwycięstwie nad River Plate poleciałem do Kanady, zostawiając żonę i syna w domu. Upewniłem się, że wszystko jest w porządku, a tego samego dnia wróciłem na lotnisko i poleciałem do Charlotte w Karolinie Północnej, gdzie przenosił się Inter. Ostatecznie przegraliśmy z Fluminense, ale musiałem tam być. Jest też bardziej codzienna i rodzinna strona tego szaleństwa: moja żona nie jest zbyt zadowolona, ponieważ w domu widzi tylko ubrania, koszulki, gadżety Interu… Praktycznie nie ma już miejsca na nic innego. Śmieję się z tego, ale nie za bardzo…”.

Ze stadionu do sali prasowej w Rijadzie: jak się tam dostałeś?
„Stało się tak, ponieważ jestem bardzo aktywny na X i tam, jak już wspomniałem, zawsze tłumaczę wszystkie wiadomości dotyczące Interu: w ten sposób stałem się punktem odniesienia dla wszystkich kibiców w krajach arabskich. Muszę jednak podziękować Inter Club Saudi Arabia, który zapewnił mi ten dostęp. Jednym z moich marzeń było znaleźć się w sali konferencyjnej i czułem ogromną tremę przed zadaniem pytania panu Chivu, niemal jak dziennikarz. To piękne wspomnienie, którego nigdy nie zapomnę, ale mam nadzieję, że nie ostatnie. Również dlatego, że przekazuję tę pasję mojemu synowi, który ma już zdjęcia z Dumfriesem, Sommerem, Maiconem, kilkoma dyrektorami i oczywiście Javierem Zanettim. To zdjęcie nie może zabraknąć…”.
