Popołudnie z 15-letnią sensacją włoskiego sprintu: „Mój tata kibicuje Milanowi i chciał, żebym została piłkarką. O udział w mistrzostwach świata nie decyduję tylko ja”.

W połowie popołudnia na słynnym stadionie San Donato Milanese słychać tylko śpiew cykad. Grupa trenująca w letnim upale jest bardzo dyskretna. Nagle pojawia się ona. I wszystko się zmienia. Kelly Doualla jest jak cyklon, jak porażenie prądem. W wieku 15 lat jest już liderką: swoją obecnością wypełnia całą przestrzeń. Od kilku lat jest to jej drugi dom. Ale teraz jest tu tylko przejazdem: między złotym medalem w biegu na 100 metrów i sztafecie szwedzkiej, zdobytych w zeszłym tygodniu na Festiwalu Olimpijskim Młodzieży Europejskiej w Skopje w Macedonii Północnej, a zgrupowaniem w Rzymie przed mistrzostwami Europy do lat 20, które odbędą się w czwartek w Tampere w Finlandii. Tymczasem echo jej wyniku 11”21 – rekord kontynentalny w kategorii poniżej 18 lat i trzecie miejsce wśród włoskich kobiet w historii – z pewnością nie ucichło.

Kelly, jakie wrażenia towarzyszyły Ci podczas pierwszego występu w barwach Włoch?

„Jeśli chodzi o emocje, to trochę wpłynęła na mnie pusta hala. Poza tym znałam już wielu kolegów. Zafascynowało mnie natomiast to, że znalazłam się wśród tak wielu obcokrajowców, chociaż komunikowałam się tylko z tymi, którzy mówili po francusku. Od września w soboty będę chodzić na kurs języka angielskiego”.

Technicznie wydaje się, że dobrze się odnalazła…

„Tylko przed finałem biegu na 100 metrów miałam pewne obawy. A potem, w sztafecie, czułam się niekomfortowo, startując z bloków z pałeczką w ręku. Poza tym upał, kiepskie jedzenie i stracony lot powrotny sprawiły, że nie była to łatwa wyprawa. Żywiliśmy się gotowanym makaronem z supermarketu”.

Czy ogólnie dbasz o dietę?

„Jestem raczej łakomczuchą, ku uciesze Waltera (trenera Montiego, przyp. red.), uwielbiam fast foody, ale dietetyk twierdzi, że mam coraz mniej tkanki tłuszczowej. Moim sekretem, oprócz dziesięciu godzin snu dziennie, w tym popołudniowego, jest kuchnia mojej mamy, która przygotowuje wiele kameruńskich potraw z mięsa, ryb i warzyw. Chciałabym wrócić do kraju pochodzenia moich rodziców, aby zobaczyć, gdzie dorastali”.

Jakie są twoje relacje z rodzicami?

„Wiele im zawdzięczam: dostosowują pracę w domu opieki do moich potrzeb. Tata w większości przypadków wozi mnie z Sant’Angelo Lodigiano na boisko. Odwozi mnie też do szkoły, dzięki czemu nie muszę iść pół godziny pieszo. A jeśli nie może, mama zabiera mnie autobusem, a potem robi fryzury moim koleżankom, albo mój brat Franck”.

Ile czasu zajmuje jej wykonanie?

„Ta ostatnia, nieprzypadkowo niebieska, zajęła mi cztery godziny. Będzie trwać około miesiąca”.

Czy Twoi rodzice są z Ciebie dumni?

„Staram się nie sprawiać im zmartwień: kiedy wychodzę, zawsze wiedzą, dokąd idę. Nigdy nie wychodzę wieczorem”.

A dokąd chodzisz?

„Do Mediolanu, spotykamy się z przyjaciółmi z sekcji lekkoatletycznej w katedrze i idziemy coś zjeść. Łatwiej jest z nimi niż z kolegami z klasy, chociaż wszyscy z mojej szkoły podstawowej, gimnazjum, a teraz liceum sportowego w Sant’Angelo uczęszczamy do tej samej placówki”.

Jakie są twoje ulubione przedmioty?

„Czy mogę powiedzieć, że gimnastyka? Nie uprawiam jej często, ale w przyszłym roku spróbujemy też taekwondo”.

Czy to prawda, że tata chciał, żebyś została piłkarką?

„Jest wielkim fanem, kibicuje Milanowi, ale teraz jest szczęśliwy. Gdyby nie ryzyko kontuzji, chętnie grałabym w piłkę. Oglądam kilka meczów w telewizji i to jedyny sport, który mnie interesuje. Oprócz lekkoatletyki, oczywiście”.

Czy biorąc pod uwagę zainteresowanie, jakim się panią interesują, i swój wiek, czuje pani presję?

„To, co robię, sprawia mi ogromną przyjemność, nawet jeśli z zabawy stało się czymś poważniejszym”.

Czy bieg na 100 metrów to pani ulubiona konkurencja?

„Tak, również dlatego, że nigdy nie biegłam na 200 metrów. Myślę, że mogę je dobrze przebiec, ale zakręty trochę mnie przerażają. Podczas zimowej sztafety halowej w Ankonie po raz pierwszy w życiu doznałam kontuzji. Zobaczymy, co przyniesie następny sezon”.

A skok w dal?

„Nigdy nie trenowałam tego naprawdę, ale mam dobre nogi: myślę, że mam duże możliwości”.

Kogo cenisz wśród „kolegów”?

„Shelly-Ann Fraser, Sha’Carri Richardson, Tara Davis, a wśród Włochów Filippo Tortu, którego spotkałam kilka razy”.

Jakie wspomnienia ma z wyczynów włoskiej reprezentacji podczas igrzysk olimpijskich w Tokio?

„Prawie żadne, miałam 11 lat: widziałam Tamberiego, ale potem zasnęłam…”.

Lubi Jacobsa?

„Widziałam go na żywo podczas mistrzostw Europy w Rzymie: wolę bardziej agresywnych sprinterów”.

Myślisz o mistrzostwach świata w Tokio?

„Sama myśl o tym uświadamia mi, jak daleko zaszłam. Prawda jest taka, że chciałabym też pojechać na wakacje, ale decyzja nie należy tylko do mnie”.

Leave a Reply