Były pomocnik Azzurri: „Solidna grupa pomimo kontuzji i porażek. A ten tytuł mistrzowski na piersi dodaje energii…”
Wydaje się, że wciąż czuję te pieszczoty z tamtego wieczoru, 1 września 1990 roku, a gdy wspomnienia przemykają przed oczami, Massimo Crippa ponownie przeżywa półtorej godziny, która wydawała się bajką: Superpuchar dopiero się narodził, świętował swoją trzecią edycję, a teraz, gdy minęło trzydzieści pięć lat, nie ucichło echo gigantycznego triumfu, 5-1 nad Juventusem, i nie zniknęła nawet cząstka epoki, która przeszła do historii.
Massimo Crippa
Czego pamięta Crippa?

„Oczywiście wszystkiego. Atmosferę, radość ze zwycięstwa nad historycznym rywalem, powiedziałbym, że to była prawdziwa uczta. Również powszechną niedowierzanie, bo zrobiliśmy wielką rzecz, pokonując Juve z Baggio i Schillacim, Tacconim i Casiraghim. Ale my, mówię to bez zarozumiałości, byliśmy Napoli i widać to było również na boisku, jak pokazał ten mecz”.

1990, Napoli-Juventus 5-1: wielka noc Andrei Silenzi, autora dwóch bramek. Ansa
Byliście mistrzami Włoch od czterech miesięcy.

„Drugi tytuł mistrzowski otworzył przed nami nowy wymiar, przybywaliśmy po tym, co udało się zdobyć w 1989 roku. Zostałem kupiony w 1988 roku, otaczała mnie śmietanka piłkarska. Najlepsi grali we Włoszech, a najlepszym z najlepszych był Maradona, a obok niego Careca. Potężna drużyna, wydawaliśmy się niepokonani: najpierw tytuł, a potem Superpuchar”.
 
A jednak, choć nie dało się tego przewidzieć, zaczynał się upadek.

„Nigdy nie wyobrażaliśmy sobie, że to będzie ostatni sukces, wydawało się wręcz, że to początek nowej serii. Tymczasem po kilku sezonach odkryliśmy, że świat wywrócił się do góry nogami. Diego odszedł, klub musiał zacząć sprzedawać zawodników, rozpoczęła się droga ku temu, co później stało się upadkiem. Powolny i bolesny. Ale to już przeszłość”.

Powraca Napoli-Milan, dziś tak jak wtedy.

„W tamtym okresie mecze były wyrównane, my wygrywaliśmy u siebie, a oni u siebie. Mierzyliśmy się z innymi gigantami, żeby było jasne: Baresi, Maldini, Costacurta, Donadoni, Ancelotti, Holendrzy. Szanowaliśmy się nawzajem”.
A jak będzie tym razem?

„Teoretycznie to mecz, którego wyniku nie da się przewidzieć, ale moim zdaniem Napoli jest lekko faworytem. Mistrzowie Włoch pozostają mistrzami Włoch, nawet jeśli los pozbawił ich wielu zawodników, a właściwie zbyt wielu. Jednak różnica pozostaje, i nie mówię tego z oczywistych powodów sentymentalnych”.

Jak wygląda to pod względem taktycznym?

„Mecze o wszystko mają inną dynamikę, może pojawić się odrobina większej ostrożności. Trzeba jednak dodać coś jeszcze: zmęczenie ostatnich tygodni i to, co nas czeka; nieobecności, które skłonią trenerów do podjęcia pewnych działań. Jednak ranga Neapolu i Milanu jest tak znacząca, że przewiduję prawdziwe widowisko”.

Czy to będzie mecz…?

„Conte i Allegri, dwaj z najlepszych trenerów włoskiej ligi, a właściwie najlepsi, z historią, która przemawia za obydwoma, z osiągnięciami, które wyniosły ich na szczyt. Obydwie drużyny mają silną tożsamość i w pełni odzwierciedlają styl swoich trenerów. Wpływają na grę taktycznie i psychologicznie, nadając jej jasny kierunek”.

Co najbardziej zapadło Panu w pamięci z tych czterech miesięcy piłki nożnej?

„Siła Milanu, ponieważ moim zdaniem Allegri dokonuje cudu. Nie ma środkowego napastnika, na tej pozycji musiał wymyślić Leao, którego prawdopodobnie nie będzie jutro wieczorem, a mimo to zawsze znajdował rozwiązania, by uniknąć kłopotów, których zresztą nie brakowało. Trudności pozostają, ale Allegri lubi improwizować, zmienia formacje, ryzykuje, cierpi, ale mimo wszystko jest tam, tuż za liderem Interem. A jeśli chodzi o Napoli, to uderzyła mnie jego konsekwencja, której nie umniejszają siedem porażek. Problemy miał też Conte, jeśli pomyślimy o nieszczęśliwych wypadkach, które go spotkały, ale na boisku, gdy sprawy potoczą się w określony sposób, widać jego rękę. Oczywiście, jeśli wykluczymy De Bruyne’a, Anguissę, a do niedzieli nawet Lobotkę, oprócz Lukaku, to można się poczuć nieco prześladowanym. Ale skład jest bogaty”.

Człowiek meczu po obu stronach?

„To proste: Modric dla Milanu, cieszymy się nim nawet w wieku czterdziestu lat, gdybyśmy chcieli, moglibyśmy mu nawet zasłonić oczy, bo i tak wiedziałby, jak podać do kolegi, jak nas zachwycić. Kosmiczny piłkarz. A gdyby był De Bruyne, moglibyśmy spróbować zasłonić mu oczy: z tą dwójką jesteśmy w gronie mistrzów. Jednak De Bruyne’a nie ma, a jeśli to prawda, że nawet bez niego Napoli radziło sobie dobrze, to wybieram drużynę Conte. Czekając, aż pojawi się ktoś niespodziewany”.

Kto wygra jutro wieczorem?

„Napoli, oczywiście”.

Kto wygra mistrzostwa?

„A jak myślisz? Napoli, oczywiście”.

Od jak dawna nie byłeś w Neapolu?
„Zbyt długo i muszę tam wrócić. Ale paradę z okazji czwartego tytułu mistrzowskiego oglądałem w telewizji. Spektakl w angielskim stylu, ale na nadmorskiej promenadzie. I jeśli to się wydarzy, to może nawet zarezerwuję sobie małą wycieczkę. Gdybyś tylko wiedział, ilu przyjaciół tam na mnie czeka”.

Leave a Reply