Francuski napastnik: „Byłem fanem Interu już jako dziecko. Dzięki mojemu agentowi zakochałem się w piosenkach Ornelli. Ma tak francuski głos…”
„Przyjęcie tego dziwnego zadania (nie) było szaleństwem” – śpiewa Ange-Yoan Bonny, nowa gwiazda Interu, 21-latek z głową i gustem trzydziestolatka. Chivu jest ojcem, który chciał go po wspólnym czasie spędzonym w Parmie, a teraz jest gotowy, aby wystawić go na scenie San Siro: dwa gole Nerazzurri w przedsezonowych meczach to tylko początek kariery Francuza.
Bonny, zakończyły się mecze towarzyskie: jesteś gotowy na mistrzostwa?
„Przygotowaliśmy się jak należy. Mecze towarzyskie pomogły mi zrozumieć, jak gra drużyna, w czym mogę być najbardziej przydatny i czego oczekują ode mnie koledzy. Większość grupy zna się od lat, ale my, nowi, też dobrze się dostosowujemy: przygotowania były ciężkie, ale nogi zaczynają już pracować…”.
Więc to prawda, że tak ciężko pracowaliście?
„Tak, było naprawdę ciężko: najbardziej uderzyła mnie intensywność treningów, ale jest to konieczne. Czujesz, że tankujesz paliwo, które przyda się później. Biorąc pod uwagę cele, jakie stawia przed sobą drużyna, Inter musi być gotowy do rozegrania wielu meczów i nie może pozostawić nic przypadkowi”.
Jak oceniasz swój pierwszy miesiąc w Interze?
„To był czas adaptacji, odkrywania, ale także zmęczenia, ale wszystko było naprawdę piękne. Trafiłem do zupełnie nowego świata, ale koledzy z drużyny przyjęli mnie jak swojego… młodszego brata. Powinienem wymienić ich wszystkich, ponieważ razem tworzą atmosferę niemal rodzinną”.
Głową rodziny jest Chivu: cieszysz się, że znów go spotkałeś?
„Nasze relacje nie zmieniły się, jest tym samym trenerem, co w Parmie, tylko na wyższym poziomie, ale z tymi samymi cechami. Jest bezpośredni, wymagający, uczciwy. Bardzo się cieszę, że spotkałem go w odpowiednim momencie mojej kariery: wiele mu zawdzięczam, to także jego zasługa, że tu jestem. Teraz jestem bardzo zmotywowany i będę starał się zdobyć swoje miejsce, bo to dopiero początek. Ale ten początek mi się podoba…”.

Czy to prawda, że odrzucił inne wielkie kluby, aby grać w Interze?
„Kilka drużyn było mną zainteresowanych, ale nie miałem wątpliwości: kiedy Inter cię chce, nie zastanawiasz się dwa razy. Ta drużyna była tym, o czym marzyłem, tutaj chciałem spełnić swoje dziecięce marzenie. Zaraz po podpisaniu kontraktu zamieściłem na social mediach zdjęcie z dzieciństwa w koszulce Interu: to było przeznaczenie… Była to pierwsza koszulka piłkarska, którą kupiła mi mama, gdy miałem sześć lat. Jestem z nią związany na całe życie. Poza tym to bardzo francuski klub, biorąc pod uwagę mistrzów, którzy tu grali”.

A propos Francuzów, czy numer 14, który nosisz, to nawiązanie do Henry’ego?
„Nie, po prostu numer 13 był zajęty, więc przesunąłem się o jeden. Numer 13 zawsze miałem, ponieważ cała, naprawdę cała moja rodzina urodziła się tego dnia: ojciec, matka, brat, siostra…”.
Czy czujesz ciężar bycia zawodnikiem, który zarobił 23 miliony euro, mając za sobą tylko jeden prawdziwy sezon w Serie A?
„To tylko liczby, nie powinny mieć znaczenia. Moim zadaniem nie jest myślenie o cenie, ale ciężka praca, ponieważ mam wiele do poprawienia. We wszystkim, ale w szczególności w dwóch rzeczach: zimnej krwi przed bramką, ponieważ muszę strzelać więcej goli, a także w grze głową”.
Z Thuramem i Lautaro w drużynie nie brakuje nauczycieli.
„Obserwuję ich, staram się zrozumieć niuanse, sposób, w jaki się poruszają, z piłką i bez, robię to, aby pewnego dnia zbliżyć się do ich poziomu: teraz jestem bardzo daleko. Zarówno Lautaro, jak i Thuram powiedzieli mi dwie proste rzeczy, jak starsi bracia: po pierwsze, „baw się dobrze”. Po drugie, „zawsze szukaj bramki”, ponieważ jesteśmy napastnikami i jesteśmy oceniani również na podstawie strzelonych bramek”.

Podoba ci się, że nazywają cię „nowym Thuramem”?
„Oczywiście, ale to chyba tylko ze względu na podobieństwo fizyczne…”.

W takim ataku, gdzie wolałbyś grać?
„Tutaj wszyscy możemy grać ze wszystkimi. Nawet wszyscy razem, czemu nie? Lubię grać jako drugi napastnik, ale w razie potrzeby mogę też grać jako środkowy napastnik. Dobrze czuję się również zaczynając grę z tyłu. Fakt, że przez lata grałem jako pomocnik w młodzieżowych drużynach, pomaga mi czytać sytuacje w strefie przedpolowej i rozumieć ruchy innych”.
Czy czujesz szczególną sympatię kibiców do siebie i Pio?
„Czuję uwagę i miłość, zauważyłem to podczas meczów towarzyskich i teraz czekam tylko na okrzyki na San Siro. Między mną a Pio od razu zaiskrzyło, nie tylko dlatego, że jesteśmy młodzi, ale także dlatego, że jesteśmy do siebie podobni. On też jest wychowany, ma jasne pomysły, twardo stąpa po ziemi i nie uderza mu do głowy sukces. Graliśmy przeciwko sobie w reprezentacji U21 i już wtedy zrobił na mnie wrażenie: ma niesamowitą siłę fizyczną, można powiedzieć, że jest bestią”.

Ty też szybko dorastałeś w Parmie…
„Przyjechałem tu sam, mając 17 lat. Na początku nie było łatwo w nowym kraju, z obcym językiem, ale w Parmie spędziłem wspaniałe lata”.
Co pozostało ci z judo, które uprawiałeś jako dziecko?
„Wszystko służy budowaniu mentalności i fizyczności. Moja mama zapisała mnie na judo trochę przypadkowo, ale mam wiele miłych wspomnień, chociaż ostatecznie nie wystarczyło mi to, żeby się zmęczyć: tatami było dla mnie za małe i wolałem biegać po boisku. Kocham wiele innych sportów, od koszykówki po padla, jestem też dobry w ping pongu, chociaż tutaj nie miałem z kim rywalizować”.
Jakim chłopcem jest Ange-Yoan poza boiskiem?
„Normalny 21-latek, który lubi spędzać czas z rodziną, wychodzić z przyjaciółmi, grać na konsoli i oglądać dobre seriale: ostatnio oglądam Mobland. Jestem bardzo religijny i dlatego staram się szanować wszystkich: bycie piłkarzem nie czyni nas lepszymi… Moja mama zaszczepiła mi zamiłowanie do muzyki, soulu i jazzu. Przed wyjściem na boisko zawsze słucham tej samej piosenki, Everything in its right place zespołu Radiohead”.

Zaskakujące gusta również we Włoszech?
„Tak, Ornella Vanoni, moja ulubiona. Kiedy po raz pierwszy usłyszałem ją w domu mojego agenta, uderzył mnie jej głos, był taki francuski…”.
