Kolejne cztery kluby opowiadają się za sprawiedliwymi zasadami awansu do 3. ligi. Dyrektor sportowy Schalke Frank Baumann Kosztował 700 tysięcy euro za mecz: Douglas Luiz, etapy całkowitej porażki
Zaledwie dwanaście miesięcy temu transfer Brazylijczyka z Aston Villi wydawał się wielkim sukcesem. Tymczasem po sezonie spędzonym na ławce rezerwowych okazał się on dla Juve spektakularną porażką
Być może od samego początku można było się domyślać, że coś jest nie tak. Pierwszy dzień Serie A 2024-25, 19 sierpnia: na stadionie nowa drużyna Thiago Motty debiutuje przeciwko beniaminkowi Como w atmosferze wielkiego entuzjazmu dla tego, co miało być nowym rozdziałem w historii Juventusu, pod znakiem pięknej gry i młodości. Najdroższego piłkarza tego lata (później wyprzedzonego przez Koopmeinersa) nie ma na boisku. Zaczyna na ławce, ponieważ trener Juventusu woli od niego debiutującego młodego zawodnika: Samuela Mbangulę. Douglas Luiz nie gra od początku do końca: najpierw poza boiskiem, a potem poza projektem, choć być może nigdy nie wpasował się w Juve. Świadczy o tym jego postawa, z jaką przybył do Turynu i z jaką teraz opuszcza miasto.
Świetny ruch, wykorzystujący doskonałą okazję na rynku transferowym. Taka była jednogłośna opinia ekspertów w momencie, gdy ówczesny dyrektor sportowy Juve, Cristiano Giuntoli, sfinalizował transakcję z Aston Villą: 50 milionów euro za Brazylijczyka, ale nieco mniej niż połowa tej kwoty pokryta kartami Barrenechea (8) i Iling-Jr. (14). Anglicy muszą osiągnąć zysk kapitałowy do 30 czerwca i zabierają do domu dwóch młodych piłkarzy, a Juve sprowadza do Serie A najlepszego pomocnika Premier League, który ma za sobą sezon z 10 bramkami i 10 asystami. Wszystko wydaje się idealne. Tym bardziej, że bianconeri starają się wspierać go również pod względem osobistym i zatrudniają nawet jego (byłą już) dziewczynę Alishę Lehmann, gwiazdę mediów społecznościowych z ponad 16 milionami obserwujących, zawodniczkę drużyny kobiet. Ale jest też druga strona medalu, którą w Continassa szybko odkrywają, gdy Douglas Luiz dołącza do kolegów w pracy. Podczas treningów Thiago Motta spotyka dość leniwego piłkarza, który woli mieć piłkę przy nodze niż rzucać się w przestrzenie, jak wymaga tego jego styl gry, a na wysokie i ofensywne pressowanie trenera odpowiada niskim tempem i powściągliwością.
Dodajmy do tego słabą kondycję fizyczną po Copa America i otrzymamy idealną burzę: 4 kontuzje mięśni w sezonie, które praktycznie uniemożliwiają mu grę.
W ten sposób kibice Juve zamiast uśmiechniętego Brazylijczyka, który świętował, naśladując wędkę, mają przed sobą nieporadnego i nadąsanego piłkarza, którego widzieli na boisku zaledwie przez 877 minut z łącznej liczby 4950 (18%), z zaledwie 6 występami w pierwszym składzie na 27 meczów, z których ostatni miał miejsce ponad 5 miesięcy temu. Biorąc pod uwagę roczny koszt amortyzacji (9,7 mln) i wynagrodzenie brutto (9,25 mln), kosztował on Juve 21 tys. euro za minutę. Lub, jeśli wolisz, 700 tysięcy euro za mecz. A kiedy gra, sprawia same kłopoty, jak dwa nieudane rzuty karne w ciągu 5 dni przeciwko Lipsku i Cagliari, co świadczy o tym, że jest graczem oderwanym od rzeczywistości, w której się znajduje.
Douglas Luiz i wybuch w mediach społecznościowych— Między kradzieżą w domu po meczu z Lazio a wieczorem w dyskotece po porażce 4:0 u siebie z Atalantą, sezon Douglasa Luiza jako „brzydkiego kaczątka” toczy się na marginesie, od Thiago Motty po Tudora, z marnymi 82 minutami rozegranymi w 10 meczach pod wodzą Chorwata. Wybuch emocji w mediach społecznościowych pod koniec kwietnia wyglądał jak przejaw dumy. W rzeczywistości było to jednak tylko preludium do rozstania, które nastąpiło w ostatnich dniach. „Nie przyszedłem tu tylko po to, żeby publikować zdjęcia i chcę, żeby coś się zmieniło. Dlaczego zawodnik taki jak ja nie zagrał dwóch kolejnych meczów w tej koszulce? – wybuchnął Brazylijczyk, odpowiadając kibicowi na Instagramie. – Kontuzje mi przeszkodziły, to prawda. Ale jak długo siedziałem na ławce, kiedy byłem zdrowy? Bardzo długo. Te kontuzje nie były normalne. Będę nadal robił wszystko dla tego klubu, nawet jeśli czasami jest to trudne, nie jest łatwe, ale możecie na mnie liczyć!”. Nie będzie jednak tak, ponieważ na zbiórce przed następnym sezonem, trzy miesiące później, Douglas Luiz nawet się nie pojawił. Nieusprawiedliwiona nieobecność, potwierdzająca całkowitą porażkę. Być może wspominając mecz z Como, można było się domyślić, że coś jest nie tak. Ale nikt nie mógł przewidzieć, że skończy się to tak źle. Bonicelli obudził się, a następnie został ponownie uśpiony: ma obrzęk rdzenia kręgowego. Ale nadzieja rośnie
Lorenzo pozostaje na oddziale intensywnej terapii. Wykluczono uszkodzenia neurologiczne, oddycha samodzielnie. Towarzyszą mu rodzice i drużyna
Nadzieja i cisza. Lorenzo Bonicelli, 23-letni gimnastyk reprezentujący Włochy, który upadł podczas występu na pierścieniach podczas letnich uniwersjady w Essen w Niemczech, pozostaje na oddziale intensywnej terapii, ale jego życie nie jest zagrożone. Wraz z zawodnikiem, który w środę przeszedł operację kręgów szyjnych, są jego rodzice, prezes i trener klubu Ghislazioni Gal z Lecco, a także koledzy z drużyny, którzy nie chcieli wracać do Włoch. Z niemieckiej kliniki nie napływają żadne dalsze informacje, co jest zrozumiałe w oczekiwaniu na pierwsze badanie rezonansem magnetycznym niezbędne do sprawdzenia skuteczności operacji, chociaż konsul generalny w Kolonii, Luis Cavalieri, poinformował, że Lorenzo „otworzył wczoraj oczy, ponieważ lekarze tymczasowo wybudzili go ze śpiączki, aby sprawdzić, czy nie doszło do nieodwracalnych uszkodzeń neurologicznych, których na szczęście nie ma. Istnieje jednak rozległy obrzęk, który powstał na rdzeniu kręgowym i musi się wchłonąć” – dodał. Nadzieja pozostaje przy świadectwach osób, które były obecne w obiekcie sportowym w momencie wypadku, a mianowicie, że Bonicelli nigdy nie stracił przytomności po upadku, do tego stopnia, że lekarze mogli wyjaśnić mu przebieg operacji przed podaniem środka uspokajającego. Inni twierdzą, że widzieli, jak poruszał rękami pomimo uprzęży, w której został unieruchomiony na czas transportu do szpitala. Potrzebna jest wiara.
Lorenzo jest w doskonałych rękach, co było jasne od momentu wypadku, kiedy to zawodnik został uratowany, a następnie poddany operacji w trybie pilnym. Neurochirurdzy ustabilizowali kręgosłup, zakładając płytki i śruby na złamany piąty kręg szyjny: cała operacja trwała nie dłużej niż dwie godziny. Konieczna może być również druga operacja, tym razem od tyłu, aby ostatecznie ustabilizować ten obszar. Tymczasem stan pacjenta poprawia się, a Bonicelli, który już w środę w nocy został odłączony od respiratora, oddycha samodzielnie. Jak tylko będzie to możliwe, zawodnik wróci do Włoch i zostanie objęty opieką rehabilitacyjną, prawdopodobnie w pobliżu swojego domu w Lecco.
Dynamika — „Lorenzo przeżywa chwile ogromnego niepokoju” — poinformował ojciec, który jutro powinien wrócić do Włoch. Matka pozostaje przy synu. Miejmy nadzieję, że szybko zapomni o upadku, który miał miejsce w środę podczas wychodzenia z ćwiczenia na kółkach. To potrójne skoki, które próbował setki razy, zaczynające się z wysokości ponad trzech metrów, prawdopodobnie z powodu problemu z chwytem kolan, rozpadły się podczas drugiego i pół obrotu, powodując upadek na głowę na matę. Nie jest to pierwsza kontuzja w jego karierze, na początku 2019 roku złamał kość udową, ale dzięki ogromnej determinacji powrócił na parkiet.
Miłość — „Jeśli jest jakiś wojownik, to właśnie nasz Lorenzino” — wirtualnie obejmuje go trener Alberto Busnari. „Dziś rano (wczoraj, przyp. red.) w Akademii panowała surrealistyczna atmosfera wśród jego kolegów, wszyscy wiedzą, że jest jednym z najlepszych zawodników w drużynie, kimś, kto tworzy grupę i nigdy nie mówi ani słowa za dużo. Godny podziwu”. Wzruszający uścisk opublikowany w relacji mistrza świata w wolnych ćwiczeniach Nicola Bartolini. Tymczasem prezes federacji Andrea Facci postanowił udać się do Essen, aby zapewnić chłopcu i jego rodzinie wszelką pomoc. Może mu towarzyszyć przewodniczący komisji medycznej Andrea Ferretti, po tym jak sytuacja została wstępnie opanowana przez doktora Filippo Ferrari (FederCusi). „Lorenzo jest osobą, która zaraża swoją radością życia” – opisuje go prezes Ghislanzoni Gal Paolo Gilardoni. „Nie możemy się doczekać, aby go ponownie przytulić”.
begründet das aus Sicht des S04.
Die Initiative „Aufstiegsreform 2025” bekommt immer mehr Rückenwind. Obecnie 40 klubów opowiada się za sprawiedliwymi zasadami awansu z ligi regionalnej do 3. ligi.
Dołączyły do nich dwa kluby z drugiej ligi: FC Schalke i 1. FC Magdeburg, a także beniaminek trzeciej ligi 1 FC Schweinfurt i TSV Schwaben Augsburg.
Frank Baumann, dyrektor sportowy FC Schalke 04, wyjaśnia zaangażowanie w ruch reformatorski: „Jesteśmy głęboko przekonani, że sukces sportowy musi być nagradzany zasłużonym awansem. Tytuł mistrza ligi regionalnej powinien automatycznie oznaczać awans do 3. ligi. Wszystko inne podważa integralność rywalizacji i utrudnia długoterminowy rozwój perspektyw sportowych”.
Tytuł mistrza ligi regionalnej powinien automatycznie oznaczać awans do 3. ligi. Wszystko inne podważa integralność rywalizacji i utrudnia długoterminowy rozwój perspektyw sportowych.
Frank Baumann
Ruch powstał 12 lutego 2025 r. w Chemnitz i postrzega się jako ponadklubowe porozumienie na rzecz większej uczciwości, pewności planowania i sprawiedliwości sportowej w niemieckim systemie ligowym. Celem jest gruntowna reforma obecnych zasad awansu. Podczas gdy obecnie tylko trzy z pięciu mistrzów lig regionalnych mogą awansować bezpośrednio do 3. ligi, dwóch zdobywców tytułu z północy, północnego wschodu lub Bawarii musi zmierzyć się w barażach – system, który co roku pozbawia co najmniej jednego mistrza zasłużonego awansu.

„Inicjatywa może liczyć na poparcie 1. FC Magdeburg”
Otmar Schork, dyrektor sportowy 1. FC Magdeburg, wyjaśnia motywy przystąpienia swojego klubu do inicjatywy: „Przystępujemy do inicjatywy, aby w końcu zmienić zasady awansu do 3. ligi. Naszym celem jest reforma, która zapewni prawdziwą równość szans dla wszystkich lig regionalnych i zagwarantuje, że w przyszłości wszyscy mistrzowie będą awansować bezpośrednio – niezależnie od ostatecznego kształtu struktury ligowej. Chcemy wziąć na siebie odpowiedzialność, popchnąć do przodu reformę strukturalną i aktywnie współpracować nad sensownym rozwiązaniem. Inicjatywa może od teraz liczyć na wsparcie klubu 1. FC Magdeburg”.
