Trzykrotny złoty medalista olimpijski w skokach do wody broni Jannika: „Jest bardzo podobny do mnie, a w niektórych aspektach nawet lepszy. Odmowa udziału w Davis Cup? Dobrze, że postanowił odpocząć, nie można grać codziennie bez przerwy”.
Klaus Dibiasi, złoty medalista w skokach do wody z platformy podczas trzech kolejnych olimpiad (absolutny rekord we włoskim sporcie), wielokrotnie powtarzał, że widzi w Janniku Sinnerze swoje odbicie. „Jest bardzo podobny do mnie. W niektórych aspektach jest nawet lepszy. Bardzo podziwiam go za jego charakter, nawet w trudnych sytuacjach. Na przykład na dyskwalifikację za doping zareagował spokojnie, ja byłbym znacznie bardziej zły! Poza tym pochodzi z małej wioski w Południowym Tyrolu, tak jak ja, który pochodzę z Bolzano, i widzę w nim tę samą chęć dotarcia do całej reszty Włoch”.

Ale zrezygnował z Pucharu Davisa…
„Jest sportowcem i jak każdy sportowiec ma swoje potrzeby i plany, nie może grać codziennie bez przerwy. Każdy mecz to ogromny wysiłek fizyczny i psychiczny, więc słuszne jest, że od czasu do czasu potrzebuje czasu dla siebie, przerwy, tak jak przewiduje to każda metoda treningowa. Ten chłopak ma też swoje życie prywatne, jeśli od czasu do czasu wraca do domu, nie możemy go za to krytykować. Trzeba to zrozumieć, a ci, którzy go dziś krytykują, wydają mi się mało poinformowani”.
Odmowa udziału w Davis Cup? Jest sportowcem i jak każdy sportowiec nie może grać codziennie bez przerwy. To normalne, że od czasu do czasu potrzebuje odpoczynku.
Klaus Dibiasi
Mówił o Południowym Tyrolu, a wybór Sinnera wywołał burzę: niektórzy – w tym znane osobistości – podkreślali, że jego pochodzenie lub język nie są tak reprezentatywne dla włoskiej tożsamości.
„To typowe głupie kontrowersje. Sam też ich doświadczyłem w swoim czasie, ale muszę przyznać, że nigdy mi to nie przeszkadzało. To, że Jannik mówi również po niemiecku, wydaje mi się zaletą, a nie wadą. Istnieje historyczny powód, dla którego język niemiecki jest bardzo rozpowszechniony w Południowym Tyrolu. Powinniśmy lepiej studiować historię naszego kraju, Włoch… Byłem tak szczęśliwy, że mogłem wrócić do domu i mówić w moim dialekcie! Ale myślę, że to samo dotyczy Neapolitańczyków, kiedy mówią w swoim dialekcie, to też jest inny język, ale nie wydaje mi się, żeby ktoś twierdził, że Neapolitańczyk nie jest Włochem”.

Jak ważne było dla Pana noszenie niebieskich barw?
„Bardzo ważne. Każdy, kto decyduje się zostać sportowcem, marzy o tym, aby je nosić i być może stanąć w nich na najwyższym stopniu podium olimpijskiego lub mistrzostw świata. Wydaje mi się oczywiste, że zawsze czułem się głęboko Włochem, startowałem dla Włoch w czterech olimpiadach, zdobywając medale, które zdobyłem, jak inaczej miałbym się czuć? A w Montrealu w 1976 roku miałem również zaszczyt być chorążym podczas ceremonii otwarcia. Kiedy reprezentujesz swój kraj, czujesz ogromną odpowiedzialność, wiesz, że są duże oczekiwania, a w moim przypadku stało się to zwłaszcza po pierwszym złotym medalu olimpijskim. Jako ustępujący mistrz miałem na barkach ogromną odpowiedzialność, trzeba umieć sobie z nią radzić i myślę, że Sinner jest w tym bardzo dobry. Wszyscy oczekują teraz, że zawsze będzie wygrywał, ale to niemożliwe, porażka nie może wpłynąć na nasze mniemanie o sportowcu, tym bardziej w jego przypadku, ponieważ mówimy o pierwszym włoskim tenisistą numer jeden. Porażki są czymś normalnym i uczą nas czegoś. Zawsze sobie to powtarzałem: aby wygrywać, trzeba nauczyć się przegrywać. Powiedziawszy to, przestańmy porównywać teraźniejszość z przeszłością. Od skoków do wody, przez tenis, po piłkę nożną, wszystko się zmieniło, sport stał się dziedziną zaawansowanej technologii, z zespołami składającymi się z wielu osób, z których każda jest gotowa dać z siebie wszystko. Należy o tym pomyśleć, zanim skrytykuje się wielkiego mistrza, jakim jest Sinner.
