Historyczne zwycięstwo nad Anglią zapoczątkowało fenomen azzurri i marzenia reprezentacji Włoch: „Wszystko to efekt nowej mentalności, Quesada wniósł świeżość i świadomość. All Blacks? Spróbujemy ich pokonać w lipcu”.

Planet Rugby, biblia światowych stron poświęconych rugby, najpierw przyznała mu ocenę 9, a następnie wybrała go najlepszym graczem czwartej rundy Pucharu Sześciu Narodów 2026: „Atakuje jako 13 i broni jako 12” – napisano. Oznacza to, że gra zarówno jako pierwszy, jak i drugi środkowy. Brytyjskie gazety go wychwalają, francuskie nie mogą się doczekać, aż pod koniec sezonu pojawi się w Tuluzie. Tommaso Menoncello jest dla wszystkich gwiazdą.

Tommy, jak świętujesz pierwsze zwycięstwo w historii reprezentacji Włoch nad Anglią?

„Trzecim czasem w trzewiach Olimpico, razem z przygnębionymi przeciwnikami. A potem z moją dziewczyną Anną, podczas niedzielnego obiadu w rzymskiej piekarni, między pizzą a schiacciate”.

Cały świat o tobie mówi…

„Nie przesadzajmy, chociaż widziałem kilka tytułów i przeczytałem kilka komentarzy. Oczywiście ucieszyło mnie to. Podobnie jak dumą napełniły mnie liczne komplementy kibiców, w tym angielskich, które słyszałem w mieście. To uznanie dla pracy, którą wykonujemy. Takie wyniki nie pojawiają się przypadkowo”.

Czy zdajesz sobie sprawę, co osiągnęliście? Dyrektor generalny angielskiej federacji, Bill Sweeney, poczuł się zobowiązany do potwierdzenia trenera Iana Bortwicka…

„Teraz rozumiem to lepiej niż w ferworze chwili. W sobotę wieczorem, korzystając z pracy naszych analityków wideo, którzy wysyłają nam na specjalną aplikację cały mecz i odpowiednie fragmenty, od razu obejrzałem akcje, w których byłem głównym bohaterem. W sumie sześć lub siedem minut. Ale ile emocji”.

W niedawnej przeszłości Włochy, przegrywając 18-10 na 22 minuty przed końcem i mając jednego zawodnika mniej, zniknęłyby z boiska. Teraz odrabia straty i wygrywa: jak to możliwe?

„Technicznie nie zagraliśmy najlepiej. Ale, zwłaszcza w ostatnich 10 minutach, zdobywając przyłożenie i twardo broniąc się przed ostatnimi atakami Anglików, daliśmy dowód ciągłości i dojrzałości”.

Nieobecności takich zawodników jak Capuozzo, Todaro, Trulla, Page-Relo, Vintcent, Negri czy Riccioni przechodzą niemal bez echa: jaki jest sekret?

„Pod względem fizycznym jesteśmy w szczytowej formie od dłuższego czasu, zmieniło się nasze nastawienie. Teraz pozostajemy zmotywowani przez całe 80 minut, rzadko tracimy łatwe punkty. Nauczyliśmy się dzielić mecze na kwarty. W ten sposób, rozkładając wysiłek, zawsze dajemy z siebie 100%”.

Może pan to lepiej wyjaśnić?

„To kwestia psychologiczna: wychodzimy na boisko z pełną mocą, zarówno podczas meczu, jak i treningu. A kiedy nadchodzi ostatnie 20 minut, zaczynamy od nowa”.

Jaką rolę odgrywa w tym wszystkim trener Quesada?

„Jego przybycie wniosło świeżość i świadomość. Podchodzi do wszystkiego z entuzjazmem i pasją i wie, jak przekazać je innym. Motywuje nas, dodaje energii, a my mamy inne nastawienie”.

Wróćmy do soboty: był Pan bohaterem dwóch przyłożeń, które teraz zalewają media społecznościowe. Czy możesz je ponownie przeżyć?

„Akcja pierwszego przyłożenia rozpoczęła się od autu, który ćwiczyliśmy wielokrotnie w ciągu tygodnia. Stamtąd nastąpiło wieloetapowe posiadanie piłki, które zdołało zdezorganizować angielską obronę. Aż piłka dotarła do Alessandro Garbisiego, który bardzo szybko skierował ją do mnie, dając mi idealny kąt do biegu. W tym momencie zdobycie punktów między słupkami było łatwe. To wszystko kwestia mechanizmów i automatyzmu”. A druga akcja? „Z kontrataku: Paolo Garbisi wykonał magiczny ruch, aby podać piłkę Ioane, który dwoma zwodami wyeliminował kilku przeciwników, ja zagrałem jeden na jednego i podałem piłkę Marinowi, który rzucił się do mety”.

Jak wpadłeś na ten pomysł, żeby obrócić się wokół własnej osi?

„Instynkt: to był jedyny sposób, żeby utrzymać się na nogach i zachować prędkość po mocnym uderzeniu. Powiedzmy, że pomogły mi ścięgna”.

W czwartek wyruszacie do Cardiff, gdzie w sobotę zakończycie turniej meczem z Walią. Jakie są wasze ambicje?

„To będzie najtrudniejszy mecz z pięciu rozegranych w tym roku. Wyniki tego nie pokazują, ale nie należy lekceważyć tej drużyny, zwłaszcza na własnym boisku…”.

Czy nadal jest Pan przekonany, że Włochy w niedalekiej przyszłości wygrają Puchar Sześciu Narodów?

„Naprawdę w to wierzę. Ta grupa ma potencjał, aby to osiągnąć. Dajcie nam jeszcze kilka lat”.

Czy pokonanie All Blacks jest możliwe?

„Dlaczego nie? Spróbujemy już w lipcu w Wellington. Ale teraz skupiamy się na teraźniejszości”.

Również dlatego, że jego przyszłość w Tuluzie jest oszałamiająca.

„Nie jest to oficjalne, ale jestem ambitny i marzę o doświadczeniu za granicą. Jeśli to się stanie, będę wdzięczny Benettonowi i wiem, że będę tęsknił za moim Quinto di Treviso, 10 minut od Monigo, gdzie mieszkam od zawsze. Dziękuję Annie, studentce psychologii online, która towarzyszy mi wszędzie, podobnie jak moja rodzina”. Od początków w Paese do francuskiego klubu, który w ciągu ostatnich pięciu sezonów zdobył cztery tytuły krajowe i dwa Puchary Mistrzów: przebył długą drogę…

„W Paese spędziłem trzy sezony, do kategorii U-14, „zbliżając się” do Zulianiego, który jest dwa lata starszy ode mnie. Wszystko minęło bardzo szybko”.

Leave a Reply