Prezes w latach 2008–2011, następczyni ojca Franco, obecnie burmistrz Visso: „Największa emocja? Mistrzostwo. Kiedy odchodziliśmy, powinnam była lepiej to wyjaśnić, ale odbudowałam relacje z kibicami. Z Tottim nadal łączy nas wielka sympatią”.

Jej pasja do Romy pozostała niezmienna, do tego stopnia, że w niedzielę – pomimo przeziębienia i kaszlu, który momentami nadal powoduje drżenie głosu – Rosella Sensi była na stadionie Olimpico, aby cieszyć się zwycięstwem Giallorossi nad Veroną. Dzieli swój czas między stolicę a Visso, rodzinną miejscowość Sensi, w prowincji Macerata, gdzie w czerwcu 2024 roku została wybrana burmistrzem z listy obywatelskiej. Tak jak jej ojciec Franco i dziadek Silvio. Najczęściej używanym słowem w tych stronach jest „odbudowa”, budynki nadal noszą ślady trzęsienia ziemi z 2016 roku. „Jest wiele do zrobienia, mówimy o 1800 osobach, które straciły praktycznie wszystko. Mam nadzieję, że będę mogła wnieść swój niewielki wkład i przywrócić im odrobinę normalności”.

Nadal podąża śladami swojego ojca, tak jak w przypadku klubu Roma, którego była najpierw dyrektorem, a następnie — w latach 2008–2011 — prezesem.

„Mój ojciec nauczył mnie wszystkiego. A raczej mój ojciec i matka nauczyli mnie wszystkiego, przede wszystkim poprzez dawanie przykładu, choć w różny sposób: tata przekazywał determinację, entuzjazm, chęć działania, wytrwałość w dążeniu do celu, a mama potrafiła sprowadzić nas na ziemię. Mam nadzieję, że są ze mnie zadowoleni”.

Wydaje się, że woli Pani działać niż występować publicznie.

„To prawda, ale nie zawsze jest to zaleta, zwłaszcza w świecie, który żyje pozorami. Jeśli mam sobie coś wyrzucać z lat pełnienia funkcji prezesa, to to, że nie umiałam właściwie komunikować pewnych spraw”.

Czy odnosi się to do końca zarządzania Sensi?

„To był trudny moment, odejście było konieczne, ale żałuję, że zakończenie przebiegło w taki sposób. Prawdopodobnie powinienem był lepiej wyjaśnić sytuację: napisano wiele nieprawdziwych rzeczy, że nie chciałem tego, że nie chciałem tamtego… Mogę tylko powiedzieć, że czasami, kiedy przeżywa się pewne sytuacje od środka, decyzje, które się podejmuje lub które są nam narzucane, są podyktowane wieloma czynnikami. Wyjaśnienie tego mogłoby zmniejszyć niechęć. Na szczęście z kibicami, po bardzo trudnym początkowym okresie, ponieważ jako rodzina, a ja w szczególności, wydawaliśmy się być złem Rzymu, znów mam wyjątkowe relacje, bardzo podobne do tych, jakie miał tata, ale mogę powiedzieć, że również wobec mnie jest uczucie, które mnie wzrusza”.

Porozmawiajmy więc o wielkich emocjach.

„Największą, co jest oczywiste, przeżyłem po ostatnim gwizdku meczu, który 17 czerwca 2001 roku zapewnił nam mistrzostwo: kiedy kibice wtargnęli na boisko, zobaczyłem twarz taty i pobiegłem, aby być blisko niego. Z jednej strony byłem oszalały z radości, z drugiej przerażony chaosem… Ale opowiem wam o innym emocjonującym momencie, nieprzyjemnym dla Romy, ale pięknym dla mnie na poziomie ludzkim: był to sezon pięciu trenerów, 2004-05, po zwycięstwie w Bergamo, które zapewniło nam utrzymanie, uściskałam Bruno Contiego, który bardzo nam pomógł, przejmując drużynę w trakcie sezonu, oraz innych dyrektorów, z którymi nawiązałam więzi, które trwają do dziś”.

Pamiętasz chwile gniewu?

„Przede wszystkim widząc ból taty spowodowany protestami, ponieważ dla niego do ostatniego dnia, mimo że był na oddziale intensywnej terapii, Roma była najważniejsza. Jeśli chodzi o mnie, 25 dni po urodzeniu córki zaczęłam otrzymywać poważne groźby śmierci: bałam się o męża, a przede wszystkim o córkę”.

Pallotta również ją nieco rozgniewał…

„Nie będę się nad nim znęcać, ponieważ nie lubię tego robić w stosunku do osób, których już nie ma. Niestety, przez pewien czas był on częścią historii Romy. Gniew nie dotyczy tak bardzo rodziny Sensi, ponieważ nikt nie może wymazać historii, ale raczej tego, co zostało zrobione wewnątrz klubu. Co takiego? Moim zdaniem niewłaściwe decyzje, prawdopodobnie podyktowane również nieobecnością prezesa, który być może pozostawił menedżerów, którzy nie byli w pełni zdolni do wykonywania swoich obowiązków. Jest też historia kaplicy w Trigoria przekształconej w magazyn: moja mama płakała, a nigdy tego nie robiła”.

Niedawno opublikował post z okazji 49. urodzin Tottiego.

„Rozmawiamy ze sobą znacznie rzadziej niż kiedyś, ale nasze uczucia są nadal bardzo silne. Nadal nazywam go starszym bratem, ponieważ pozostaje liderem, mimo że jest ode mnie młodszy…”.

Wróćmy do teraźniejszości. Roma Gasperiniego zajmuje pierwsze miejsce w tabeli.

„Proszę posłuchać, jestem bardzo przesądna i nie lubię robić deklaracji, ale kiedy wygrywa się dobrze, kiedy wygrywa się derby i dodaje się entuzjazmu drużynie i kibicom, należy oddać zasługi twórcom tych sukcesów, w tym klubowi, do którego, podkreślam, należy również Ranieri, ważny wybór w strukturze złożonej z ważnych menedżerów”.

Jej ojciec był bardzo aktywnym prezesem, zawsze angażował się osobiście: Friedkinowie nie mówią ani słowa.

„Był to jasny wybór, podjęty przez prezesa już na początku. Poza tym piłka nożna się zmieniła, mam nadzieję, że nie dojdzie do implozji, jak słyszałem od niektórych, i że ci zagraniczni inwestorzy będą w stanie rozwinąć naszą ligę, która na to zasługuje. Oczywiście kibice Romy zawsze czekają na słowo od prezesa, ale nie możemy mu nic zarzucić”.

Cieszysz się z nowego stadionu?

„Jest to ważne dla włoskiej piłki nożnej, a więc także dla Romy. Od czasów Violi wszyscy prezesi byli świadomi znaczenia posiadania własnego obiektu, byliśmy blisko tego celu, ale dziś stało się to fundamentalne”.

Na Instagramie opublikowała post dotyczący wyboru Kirsty Coventry na przewodniczącą MKOl.

„Na poziomie kierowniczym jako kobiety w sporcie jesteśmy nieco w tyle, ale nie chciałabym robić z tego kwestii płci. Jest to raczej kwestia przyzwyczajenia, świat musi przyzwyczaić się do tego, że kobiety pełnią ważne funkcje, nie traktując tego jako anomalię, i doceniać ich zasługi nie jako kobiet, ale jako profesjonalistek”.

Leave a Reply