Wyznania matki srebrnego medalisty olimpijskiego w zjeździe: „Najbardziej poruszające emocje w Kitzbuhel. Symbioza z bratem i trenerką, która zmieniła jego życie, mama Lucii Dalmasso”. Tata Osvaldo: „Skromny, pełen szacunku i… próżny!”

„Kiedy zobaczyłam Elenę, mamę Lucii Dalmasso, nie mogłyśmy wydobyć z siebie słowa. Była pierwszą trenerką Giovanniego, kiedy zabrałam go do Falcade. Objęłyśmy się. I płakałyśmy”. Gdy słońce zachodzi nad Fan Village w Livigno, pani Irene, mama Giovanniego Franzoni, wciąż ma przed oczami srebrny medal w zjeździe olimpijskim w Mediolanie Cortina. Jej mąż Osvaldo („ale musisz mnie nazywać Osvi, dobrze?”), w ciemnych okularach „aby ukryć emocje” i z twarzą przypominającą Gene’a Hackmana, spaceruje po okolicy z psem rodziny. „Oczywiście, że jestem spadochroniarzem! Byłem w Livorno!” – mówi z wrodzoną sympatią i nieco teatralnym zachowaniem, które, jak sądzimy, otworzyło mu wiele drzwi w życiu. Ma firmę zajmującą się handlem żelazem, którą prowadzi wraz z drugim synem, Alessandro, bliźniakiem Giovanniego. Ale to pani Irene sprawiła, że świat Franzoni obrócił się we właściwym kierunku. Jak to zrobiła, Irene?

przeprowadzka—  „Pojechałam do Falcade z Ale i Gio, mieli po 15 lat. Mieszkaliśmy w Manerba, chodzili do gimnazjum i pod koniec trzeciej klasy zapytałam dyrektora, czy w okolicy jest liceum sportowe. Nic. Moje dzieci musiały się uczyć, mieć dobre oceny w szkole. Albo nic z narciarstwa, taka była umowa i była jasna: musiały się napracować. Więc liceum naukowe w Brescii. Ale wie pan, jakie miałam życie? Z Manerby woziłam je do Brescii, a stamtąd w góry. Nie, tak nie mogło być dalej. Wie pan, ile razy rozmawiałam z dyrektorem, żeby to naprawić? Giovanni miał średnią 7, ale w pierwszej klasie liceum chcieli go przepaść za zbyt wiele nieobecności. W końcu mieliśmy dość, zabraliśmy ich do Falcade, do liceum sportowego, ale z łaciną. Tak, łaciną, ponieważ moje dzieci musiały ukończyć pełny program nauczania. Tam wszystko zaczęło się zmieniać. Elena Valt, mama Lucii Dalmasso, skierowała go na ścieżkę techniczną.

ochraniacze na golenie przeznaczenia—  „Moje dzieci używały używanych nart, ale stopniowo zaczęliśmy kupować nowe na zawody. Pewnego roku, nie pamiętam dokładnie kiedy, odbywały się ważne zawody w Abetone, chyba w gigancie, ponieważ w tamtym okresie chciał osiągnąć sukces w dyscyplinach technicznych. Kiedy był w Abetone, zadzwonił do mnie: „Mamo, widziałem parę pięknych ochraniaczy na golenie”. „Ile kosztują?” „240 euro”. Słuchaj, nie mogłam wydać takiej sumy. Powiedziałam mu więc: „Słuchaj, Giovanni, jeśli wygrasz zawody, na pewno dostaniesz te ochraniacze w prezencie”. Och, wygrał zawody. Jestem pewna, że gdybym zgodziła się na ich zakup, nie wygrałby tych zawodów. I w końcu naprawdę podarowali mu te ochraniacze! A firma, która je produkowała, do dziś jest sponsorem Giovanniego”.

„Zawsze jestem drugi, mamo” —  „Przed Falcade trochę mu to doskwierało. „Zawsze jestem drugi”, „zawsze przegrywam”; nawet z bratem, Alessandro zawsze był przed nim. „Ale musisz się starać, Giovanni”, mówiłam mu. Dlatego chciałam, żeby uczyli się w prawdziwym liceum, z łaciną. Jeśli chodzi o poczucie poświęcenia, uważam, że wielu dzieciom dzisiaj zbyt wiele się pozwala”. Od czasu do czasu wtrąca się tata Osvi: „Wie pani, co ma mój syn? Chce sprawiać, żeby inni czuli się dobrze. Ci, których kocha. Jest w tym dobry, sprawia, że inni czują się dobrze. Energia, którą ma w sobie? O tak, ma jej mnóstwo. Zapisaliśmy go do klubu narciarskiego, gdy miał cztery lata, bo nie spał w nocy: miał zbyt dużo energii! Ale jest próżny, to prawda. Próżny, jeśli chodzi o wygląd, dba o to, rozumiesz? Czy to po mnie?”. Tata Osvi odwraca się i odchodzi, pytanie pozostaje bez odpowiedzi, mama uśmiecha się, co wygląda jak zgoda, ale jest to słodki uśmiech, uśmiech współczucia.

Franzoni i trenerzy — „Kiedy zaczynamy naukę w nowej szkole średniej, wszystko się zmienia, otwiera się nowy świat. Elena, jak już wspomniałem, ocenia go pod kątem technicznym i przez dwa lata kieruje jego karierą. Potem Moritz Micheluzzi rozbudza w nim pasję do prędkości. I ciągle powtarza nam: „Panowie, ten chłopak ma talent…”. Nie wiem, on widział w Giovannim coś, czego ja nie dostrzegałem. W rzeczywistości mój syn nie chciał uprawiać szybkości, chciał uprawiać slalom i gigant. Jednak powoli dał się przekonać. W wieku około 17 lat nastąpił przełom, w jednym sezonie wygrał wszystko w świecie zawodów FIS, gigant, slalom, szybkość i klasyfikację generalną. Wtedy powołano go do drużyny C i zajął się nim Max Carca, który opiekował się rocznikiem 2001. Max do dziś jest dla Giovanniego starszym bratem”. Franzoni i bliźniak — „Tak, tak, Alessandro jako dziecko zawsze pokonywał swojego bliźniaka. Ale dorastali razem, zawsze byli w symbiozie, mają bardzo intensywną relację. Potem Gio eksplodował i zaczął wygrywać. Ale został instruktorem narciarstwa, pracuje w weekendy, ponieważ w ciągu tygodnia jest zajęty wraz z moim mężem prowadzeniem rodzinnej firmy. Ale ma dar, dostrzega wady, błędy techniczne, szczegóły, których inni nie widzą. Ukończył ekonomię, ale Giovanni ciągle prosi go, żeby obejrzał filmy i powiedział, co o nich myśli. Popraw to, zmień tamto, drobne rzeczy, które Gio musi omówić. Albo prosi o jedno, albo mówi o drugim, ale łączy ich szczególna więź”.
Kitzbuhel i Bormio — „Co czułam, kiedy zdobył srebro? Nic… To znaczy nie zdawałam sobie sprawy z tego, co naprawdę osiągnął. Byłam wysoko na trybunie — ale umieścili nas zbyt wysoko… — więc nie od razu poczułam emocje. Natomiast byłam zdruzgotana w Kitzbuhel, w dniu, w którym wygrał zjazd. Widziałam, jak szukał mnie wzrokiem, więc zrozumiałam, że potrzebuje uścisku. Ponieważ jako dziecko zawsze mi powtarzał: „Mamo, chcę wygrać w Kitzbuhel”. Tego dnia naprawdę ogarnęły mnie emocje”. Wraca ojciec, który ukrywa swoje uczucia: „Zawsze mu powtarzałem, żeby skupiał się na celach. Bądź sportowcem. I on jest w tym dobry. Wszyscy go lubią, ponieważ jest skromny, pełen szacunku, zawsze. Nie zmienił się, zawsze skupiał się na rzeczach, które naprawdę miały znaczenie, zawsze twardo stąpał po ziemi”.

To dopiero początek Franzoni—  „Nie ma co do tego wątpliwości. Oczywiście, srebro z Bormio to dopiero początek. Wiem to. Ponieważ on nigdy nie był zadowolony z życia, zawsze chce dać z siebie więcej, poprawiać się, zawsze. Wiecie, co mi czasem mówi? „Mamo, muszę wygrać również dla sponsorów, muszę im się odwdzięczyć za to, co dla mnie zrobili”. Oto kim jest mój Giovanni”.

Leave a Reply