Holender był bliski zdobycia piątego tytułu z rzędu, co udało się tylko Schumacherowi, ale i tak potwierdził, że jest absolutnym fenomenem: powrót z -104 do -2 przed Norrisem przejdzie do historii
Aby utrzymać otwartą walkę o mistrzostwo świata, która wydawała się szybko sprowadzać do rywalizacji między kolegami z zespołu, potrzebne było coś lub ktoś naprawdę wyjątkowy. I tak, odradzając się po pierwszej połowie sezonu zdominowanej przez wewnętrzne tarcia w zespole, Max Verstappen zdołał ponownie otworzyć sezon 2025, który wydawał się już nie być polem do popisu dla jego magii. Zamiast tego, zaskakując nawet samego siebie, Holender powrócił do imponujących wyników, kierowany przez ponownie zjednoczony zespół – pod kierownictwem dyrektora zespołu Laurenta Mekiesa, po burzliwym odejściu Christiana Hornera w lipcu – i podsycany hipotezą, choćby odległą, że może spróbować zaatakować McLarena, który wydaje się tak odległy, że nieosiągalny. Podczas gdy papaja pewnie zdobywała tytuł konstruktorów, na sześć wyścigów przed końcem mistrzostw, Lando Norris i Oscar Piastri widzieli, jak coraz bardziej zbliża się cień Maxa, który był w stanie zmniejszyć 104-punktową stratę – jaką miał po GP Holandii – do 12 punktów na początku weekendu w Yas Marina w Abu Zabi, przedostatniego w sezonie. Ostatecznie tytuł przepadł zaledwie o 2 punkty, co jest niewielką różnicą, biorąc pod uwagę wyjątkowo długi sezon składający się z 24 wyścigów.
„Gdybym miał McLarena, tytuł byłby już dawno rozstrzygnięty” – powiedział bez ogródek Verstappen, przekonany, że jego rywale „utrzymywali szanse na tytuł mistrza świata z powodu zbyt wielu błędów”. Obaj kierowcy zespołu Andrei Stelli, którzy przez cały sezon utrzymywali idealną równowagę, podzielili się punktami zespołu, a między błędami na torze, wewnętrznymi decyzjami i kilkoma nieoczekiwanymi problemami technicznymi, takimi jak nieprzewidywalna podwójna dyskwalifikacja samochodów w Las Vegas, niemożliwe marzenie Maxa stało się czymś, na co wciąż można mieć nadzieję. Widmo tego, co mogło być jego piątym z rzędu tytułem mistrza świata, osiągnięciem, które w historii Formuły 1 udało się tylko Michaelowi Schumacherowi, zaczęło pojawiać się wśród protagonistów tych mistrzostw świata, rzucając światło na comeback, który podbił serca wszystkich fanów sportów motorowych. Powrót, który pod koniec sezonu nie udało się zrealizować lwu Verstappenowi, pokonanemu w Katarze przez powracającego do dominacji McLarena i Lando Norrisa, który matematycznie zapewnił sobie tytuł mistrza świata na jeden wyścig przed końcem sezonu.
przyszłość— Jednak sukces Brytyjczyka, zasłużony i zdobyty na torze w zaciętej walce trójki, nie wystarczył, aby wymazać niemal osiągnięte zwycięstwo Holendra z Red Bulla, który właśnie w roku porażki pokazał bardziej niż kiedykolwiek, na co go stać na torze, ścigając z siłą i uporem marzenie, które inni porzuciliby znacznie wcześniej, i robiąc to z mentalną swobodą, lekkością pozbawioną wszelkiej presji, która dała nam najlepszą stronę jego podróży w sporcie motorowym. Max, który powróci do wyścigów w 2026 roku z numerem 33 i porzuci numer 1 aktualnych mistrzów świata, pojawi się na starcie sezonu świadomy, że nowe zmiany w przepisach będą miały wpływ na przyszłość jego kariery: „Moja umowa wygasa w 2028 roku, ale wszystko będzie zależało od nowych zasad – przyznał Holender w Katarze – i od tego, czy będą one przyjemne i zabawne. Jeśli nie będą zabawne, to naprawdę nie widzę powodu, aby pozostać”. To stwierdzenie pokazuje spójność Verstappena, którą można było również zaobserwować na torze w 2025 roku: ścigać się i robić to najlepiej, jak się da, kiedy ma to sens. Wygrywać, dobrze się bawić, walczyć do końca. Nie można przegrać mistrzostw świata, ścigając się tak jak Max Verstappen.
