Federica: „Bycie chorążym to ogromna motywacja. Chciałabym wziąć udział w paradzie na stadionie San Siro, nawet jeśli oznaczałoby to powrót helikopterem do Cortiny. Ale fajnie będzie też paradować z moją drużyną”.

Emocje są namacalne. Federica Brignone jest jak tygrysica, kiedy opuszcza kask na starcie, aby rzucić się na trasę z naturalną klasą i prędkością, co potwierdza jej status najbardziej utytułowanej włoskiej narciarki w historii. Ale po zdjęciu niebieskiego kombinezonu jawi się po prostu jako wolna i refleksyjna kobieta, silna psychicznie, zahartowana doświadczeniami i skrupulatnym zarządzaniem własną równowagą psychofizyczną. Gdyby nie robiła tego przez większą część swojej kariery, teraz, mając 35 lat, trudno byłoby jej wystartować w tych igrzyskach olimpijskich po poważnej kontuzji, która dokładnie dziesięć miesięcy temu budziła obawy o najgorsze. Jednak wczoraj, wchodząc do hotelu w Cortinie, w którym mieszkają włoskie narciarki alpejskie, uśmiechnęła się na chwilę.

Czy Federica jest tą samą osobą, która przygotowuje się do udziału w piątych igrzyskach olimpijskich?

„Jestem taka sama jak zawsze, ani bardziej cierpliwa, ani bardziej niespokojna. Żeby było jasne, podeszłam do tych igrzysk nie znając dat zawodów, pomyślę o tym, kiedy nadejdzie odpowiedni moment. Na razie pozostaję spokojna”.

Czy ostatnie miesiące były trudniejsze niż gdyby regularnie startowała w Pucharze?

„Z pewnością trudniejsze, nie chodziło tylko o treningi i czas na własne sprawy, wszystkie dostępne godziny spędzałam najpierw w J Medical w Turynie na leczeniu, a potem w podróży, do domu lub na jakieś wydarzenie, ale zawsze w towarzystwie lodu i magnetoterapii. Nawet po powrocie do drużyny nie pozwoliłam sobie na chwilę relaksu z koleżankami, aby poświęcić dodatkowe dwie godziny na fizjoterapię. Aby wyzdrowieć, dałam z siebie sto procent”.

Czy miała Pani silniejszą motywację niż inne?

„Bycie chorążym było dla mnie czymś znacznie ważniejszym niż sam udział w igrzyskach. Już wiosną wiedziałam, że jestem jedną z kandydatek i to dało mi ogromnego kopa, uważam to za nieosiągalny przywilej. Mam już za sobą cztery olimpiady i trzy medale, nie potrzebuję kolejnego spektakularnego wyniku, aby czuć się szczęśliwa, osiągnęłam znacznie więcej, niż mogłam marzyć w swojej karierze”.

Marzyłaś o paradzie w Mediolanie, swoim mieście.

„Chciałabym wejść na stadion San Siro, była to ofiara, którą chętnie bym poniosła, nawet kosztem powrotu helikopterem do Cortiny. Ale fajnie będzie też wystąpić z moją drużyną”.

Od Vancouver 2010 do Pekinu 2022: jakie masz wspomnienia z poprzednich występów?

„Z Kanady pamiętam radość z bycia tam, moją pierwszą wioskę olimpijską i kontakt z innymi sportami, co było piękne. W Soczi w 2014 roku wyruszyłam z wielkimi ambicjami i po raz pierwszy pozostałam do końca, natomiast z Pjongczangu nigdy nie zapomnę pierwszego medalu i zimna. Wreszcie Chiny, które były trochę jak więzienie z powodu pandemii, ale brak rozrywek pomógł mi zdobyć dwa piękne medale na naprawdę trudnych i zimnych trasach. W Cortinie będę tęsknić za życiem w wiosce olimpijskiej, która jest esencją igrzysk, ale przynajmniej jesteśmy w prawdziwym górskim otoczeniu”.

Prezydent Mattarella będzie w Cortinie, aby obejrzeć supergigant kobiet.

„To zaszczyt, że nas wybrał. Podczas wręczania flagi trójkolorowej w Pałacu Quirinale był zadowolony, widząc mnie na nogach i powiedział, że jest dumny z mojej drogi do wyzdrowienia. Poza tym jest wielkim miłośnikiem sportu”.

Po ciężkiej pracy ma jedno życzenie. Proszę.

„Chciałabym, żeby czas się zatrzymał, abym mogła przygotować się tak, jak chcę. W ostatnich miesiącach brakowało mi dobrego samopoczucia, zamiast tego musiałam przerywać treningi z powodu bólu; brakuje mi elastyczności i nie mogę robić wszystkiego, co chcę”.

Jaka będzie największa trudność podczas wyścigu?

„Zaufanie, utrzymanie stopy w najtrudniejszych przejazdach, tak jak robiłam to w zeszłym roku. Moim celem jest bycie coraz szybszą, w ostatnich tygodniach pracowałam nad tym. Mam wyczucie, ale aby osiągnąć granicę, będę musiała wykazać się jeszcze większą odwagą, mając nadzieję, że moje ciało mi to umożliwi”.

Ciało trenowała tak intensywnie, jak to tylko możliwe. A jak wyglądała praca nad umysłem?

„Prawie wszystko zrobiłam sama, po latach doświadczeń wiem, co robić. Z dwoma wyjątkami: sesją hipnozy, podczas której pracuje podświadomość, a potem poprosiłam o pomoc Giuseppe Vercelli, naszego psychologa sportowego, kiedy nadszedł czas, aby ponownie założyć narty”.

Zawsze uważałaś narciarstwo za sport zespołowy. Kto pozwolił ci być w Cortinie?

„Federico Bristot, szef fizjoterapeutów J Medical: kiedy przyjechałam do Turynu, powiedziałam mu, że będzie się mną nudził, a on odpowiedział, że to ja nie wytrzymam, i miał rację. Był wspaniały, przez te wszystkie miesiące nie popełniliśmy ani jednego błędu. Byli też Luca Scarian, Giuseppe Abruzzini, Darwin Pozzi i dr Giovanni Bianchi ze strony federacji. Serdecznie im dziękuję za radość, z jaką towarzyszyli mi w tym cudzie. To wynik pracy zespołowej i dla nich również zjazd na trasie będzie czymś wyjątkowym”.

Jaka była rola Twojej mamy, Ninny Quario, i brata Davide, który również był trenerem?

„Bardzo mi pomogli, nie tylko w przemieszczaniu się. Nie musiało to być dla nich łatwe, więc jestem im za to wdzięczny. Oczywiście, kiedy wróciłem do narciarstwa, Davide ponownie zaczął mi towarzyszyć na stoku wraz z Sbarde (legendarnym skimanem Mauro Sbardelotto, przyp. red.) i jeszcze bardziej się zżyliśmy”.

W zeszłym roku po raz pierwszy odniósł sukces w Cortinie. Jakiego śniegu potrzebujesz, aby powtórzyć ten sukces?

„Mówię o mojej lewej nodze: zazwyczaj w Cortinie jest zimny i agresywny stok, ale tym razem chciałabym ciepły, wiosenny i oblodzony śnieg. W każdym razie nie będę miała wyboru, nauczyłam się dawać z siebie wszystko w każdych warunkach i tym razem też postaram się dać z siebie sto procent, mając nadzieję, że to wystarczy”.

Leave a Reply