Uzasadniona satysfakcja z półfinału, który kontrolowali z determinacją od początku do końca, ale nadal wysoka koncentracja. Za kulisami mistrzostw świata: książki, Pokemony i kursy języka japońskiego. Tak relaksują się Włosi

W korytarzach hotelu w Manili, z dala od boiska, ale zawsze razem, reprezentacja relaksuje się, grając w Mario Kart i briscola, kolekcjonując karty, lalki i japońskie anime, ale także czytając książki, oglądając seriale telewizyjne i ucząc się.

Dotarcie do finału takich mistrzostw świata, który odbędzie się jutro o godz. 12.30 przeciwko Bułgarii, oznacza również bardzo długi pobyt na zgrupowaniu. Z wszystkimi wygodami, w hotelu Shangri-La w Makati, w centralnej części Manili. Ale także z niewielką ilością rzeczy do zrobienia, poza spacerem wokół hotelu, kolacją, obowiązkowo wszyscy razem w czwartek wieczorem, we włoskiej restauracji, gdzie w pewnym momencie wszyscy z telefonami w rękach oglądali emocjonujące końcowe fazy ćwierćfinału Bułgaria-Stany Zjednoczone. „Bo bez siatkówki nie potrafimy żyć” – śmiał się Alessandro Michieletto. Poszliśmy więc zobaczyć, co się dzieje, co robią Włosi w hotelu, kiedy nie trenują.

W tym roku bardzo popularne są karty Pokemon, a Giovanni Gargiulo jest uznanym autorytetem w tej dziedzinie. Wygląda na to, że zaraził tym wielu innych. Nie wszystkich. Już podczas zgrupowania przed mistrzostwami świata odnotowano liczne zakupy w Japonii. Zjawisko to kontynuowało się w Manili. Podobnie jak pojawienie się kilku egzemplarzy lalek Labubu zawieszonych na plecakach niektórych reprezentantów. Wszystko to idzie w parze z zainteresowaniem anime, japońskimi serialami animowanymi. Najpopularniejszym z nich jest One Piece, którego fanami są Gargiulo i Bottolo, którzy uczą innych na ten temat. Jest też oczywiście Haikyuu, oczywiście dlatego, że akcja rozgrywa się w świecie siatkówki. Gargiulo i Pace oglądają go razem. Pozostając w temacie Japonii, Bottolo ujawnia ważną informację: „Przyjechałem tu, aby uczyć się japońskiego. Ponieważ fascynuje mnie ten język, lubię tę kulturę. I ponieważ może mi się to przydać. Jestem pewien, że w dalszej części kariery wyjadę za granicę, ponieważ jest to doświadczenie, które chcę zdobyć. A więc biorąc pod uwagę moją pasję, chciałbym pojechać do Japonii. Również dlatego, że uważam, że wraz z wprowadzeniem trzeciego obcokrajowca liga stanie się fantastyczna”.

bez playstation—  A najpiękniejsze jest to, że dzięki aplikacji Bottolo zainteresował japońskim językiem również Galassiego, Giannelliego, Porro, a nawet Michieletto, który w przeciwieństwie do wielu innych nie interesuje się anime „Zero”. Michieletto wyznaje: „W porównaniu z innymi wyjazdami jest dla mnie jedna wielka różnica: nie zabrałem ze sobą Playstation. Zdałem sobie sprawę, że tracę dużo czasu, grając głównie w Fifa. I faktycznie… bardzo się nudzę. Zacząłem więc oglądać moje ulubione seriale: Prison Break i Breaking Bad. Wziąłem też ze sobą kilka książek: bardzo lubię biografie sportowców, mam tu biografię Javiera Zanettiego i „Volevo essere Robin” Pippo Ricci”.
Turnieje —  Bardzo ważne są zajęcia grupowe, a mowa tu o prawdziwych mistrzostwach. Jednym z nich jest Mario Kart, w którym biorą udział Gargiulo, Galassi, Sani, sporadycznie Gianelli, Romanò i Bottolo. Na pytanie: kto jest mistrzem, Bottolo odpowiedział: „Masz go przed sobą”. Wywołało to kilka narzekań. „Bottolo przechwala się wieloma rzeczami” — powiedział Giannelli. „Powiedzmy, że ma wielkiego pecha” — podsumował dość trafnie Gargiulo. Inną popularną konkurencją jest Briscola w 5. Stół jest stały, zawsze ci sami gracze: Sbertoli, Giannelli, Balaso, Anzani oraz Gargiulo, który zajmuje miejsce pozostawione przez Lavię. „Nie, nie prowadzimy klasyfikacji całego zgrupowania – mówi Giannelli – bo ci, którzy pozostają w tyle, byliby wtedy zniechęceni”. Jednak inny zawodnik zdecydowanie temu zaprzecza. „To nieprawda, klasyfikacja jest taka sama od momentu naszego przybycia na Filipiny, a na czele znajduje się Giannelli”. Tajemnica. Seriale telewizyjne Romanò mówi, że nie odrywa się od telewizora, cały czas szukając „jakiegokolwiek wydarzenia sportowego”. Roberto Russo nie interesuje się ani pokemonami, ani anime. Co najwyżej serial telewizyjny: „La Regina del Sud”, który ogląda razem z Lucą Porro. Alternatywnie czyta „L’Ultimo segreto”, najnowszą powieść Dana Browna. Yuri Romanò natomiast rzucił się na „La Casa delle Voci” Donato Carrisi i „Strani Disegni” japońskiego youtubera Uketsu. Również Giannelli czyta jednocześnie dwie książki: „Il tempo non si ferma per i topi” („Czas nie zatrzymuje się dla myszy”), opowieść o myszy-zegarmistrzu Hermuxie Tantamoq autorstwa Michaela Hoeye oraz „Le rane che si credevano pesci” („Żaby, które uważały się za ryby”) Cristiano Ghibaudo. Jutrzejszy finał przeciwko Bułgarii, która okazała się trudnym przeciwnikiem dla wszystkich. Giannelli i jego koledzy wychodzą z meczu z Polską z większą pewnością siebie, ale nie są zadowoleni. „Szalony mecz” – mówi Romanò, jeden z najlepszych graczy dzisiejszego spotkania – „graliśmy bardzo dobrze. Wierzyliśmy w to zwycięstwo, nie tak oczywiste, ale to jeszcze nie koniec”. Włoski przeciwny ma również miłe słowa dla Francesco Sani, który wszedł na dwie decydujące zmiany: „Podczas ostatniej przerwy powiedziałem mu, że zrobi asa. Byłem tego pewien, ponieważ bardzo ciężko trenował i czułem, że zdobędzie punkt. Różnicę zrobiła głowa, mamy bardzo silną mentalność”.

Luca Porro jest podekscytowany: „To coś wyjątkowego, brakuje mi słów, teraz trochę świętujemy, tyle, ile trzeba, a potem skupiamy się na finale. Jutrzejszy mecz – dodaje zawodnik reprezentacji Włoch – będzie walką podobną do dzisiejszej i na pewno damy z siebie wszystko, wiemy, że poziom jest bardzo wysoki, widać to po tym, ile outsiderów przeszło dalej”.

Szczęśliwy, ale skoncentrowany jest również Fefé De Giorgi: „Jestem bardzo dumny z drużyny. Nie dlatego, że są niepokonani, ale dlatego, że są wyjątkowi, ponieważ razem grają bardzo dobrze”. A teraz, jak mówi Romanò, „jutro mamy pracę do wykonania”.

Leave a Reply