W sobotę debiut, puchar i złoto olimpijskie w zasięgu wzroku: „We dwie podzieliłybyśmy się presją. Teraz będzie trudniej”.
Cel lub przystawka, Puchar Świata w narciarstwie alpejskim rozpoczyna się logicznie pod znakiem Mediolanu Cortiny, olimpiady, która w lutym ożywi stoki Ampezzo i Bormio. To właśnie na ten cel skupia się uwaga wszystkich w przeddzień pierwszego giganta w sezonie, zgodnie z długą tradycją na lodowcu Rettenbach w Soelden w Austrii. Start odbędzie się w sobotę (od zawodów kobiet) na tym pasie śniegu położonym na wysokości 3350 metrów, nieco poniżej marzeń coraz bardziej obecnej i świadomej Sofii Goggi, najbardziej oczekiwanej zawodniczki włoskiej reprezentacji. W dziesiątym sezonie wśród wielkich, prawie 33-letnia zawodniczka z Bergamo ponownie podnosi poprzeczkę – niczym Tamberi na śniegu – i mierzy w najtrudniejszy cel. Nie jest to (w tej chwili) złoty medal olimpijski, który zdobyła już w zjeździe w Pjongczangu w 2018 roku, ale Puchar Generalny. Oznaczałoby to wpisanie swojego nazwiska po Federice Brignone w złotej księdze kryształowej kuli.
Sofia, czujesz, że wszyscy skupiają na tobie swoją uwagę?
„Nie czuję tego, ale jeśli mnie o tym przypomnicie, to faktycznie tak jest. Oczywiście, gdyby Federica też tu była, podzieliłybyśmy się tym oczekiwaniem, wspierając się nawzajem. Jednak odkąd doznała kontuzji, wraz z moim zespołem postanowiliśmy pozostać jak najbardziej w naszej bańce, aby uniknąć przytłoczenia sezonem, który zapowiada się zdecydowanie wymagająco. Jeśli chodzi o Fede, wszyscy czekamy na jej powrót na śnieg i może sytuacja ulegnie zmianie w stosunku do obecnej. Powierzyła się świetnym ludziom i życzę jej wszystkiego najlepszego”.
Czy to prawda, że czujesz się świetnie, a nawet, że nigdy nie czułaś się tak dobrze?
„Mam bardzo dobre przeczucia. Przede wszystkim przez całe lato dobrze pracowałam nad kondycją fizyczną, czego nie robiłam od dawna. Odbyłam też świetny zgrupowanie w Ameryce Południowej, kontynuując pracę, którą rozpoczęliśmy w poprzednim sezonie. Krótko mówiąc, trzymając kciuki, jak dotąd nie było żadnych szczególnych komplikacji”.
Soelden, a potem trzy kolejne giganty na początek sezonu, w którym ze względu na igrzyska odbędzie się 37 zawodów zamiast zwyczajowych 40-42. Nie wolno popełniać błędów?
„Soelden jest bardzo szczególnym miejscem, wyzwaniem będzie zmierzenie się z tą ścianą, a nie z przeciwniczkami. Niezależnie od tego, jak pójdzie, nie ma sensu kwestionować wykonanej pracy. Sekretu nauczyła nas Federica Brignone w zeszłym roku: chodzi o to, aby zawsze być skupioną, etap po etapie, oceniając również złe warunki konkretnego wyścigu. Gdybym już teraz potrafiła dać z siebie 100% tego, co mam, z wykonanej pracy, jestem pewna, że przyniosłoby to zarówno zwycięstwa, jak i miejsca na podium, ponieważ zawsze może się zdarzyć, że ktoś będzie silniejszy od ciebie”.

W zeszłym sezonie dwukrotnie zajęła drugie miejsce, przegrywając o jedną setną sekundy właśnie ze swoją koleżanką z reprezentacji…
(Uśmiecha się) „Ale setne sekundy przychodzą i odchodzą, prawda, że prędzej czy później koło się obraca? Żarty na bok, jeśli spojrzeć na to z technicznego punktu widzenia, to uplasowanie się za tak dobrze dysponowaną Federiką o zaledwie jedną setną sekundy było jednak sygnałem, że ja również jechałam bardzo szybko”.
Mikaela Shiffrin, która nie wystartuje w zjeździe, i Lara Gut-Behrami. Czy to są jej rywalki w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata?
„Jest jeszcze za wcześnie, aby to stwierdzić, bo jak wiadomo, rachunki zawsze robi się na końcu. Wiem, że ciężko pracowałam nad gigantem, chociaż w porównaniu z gigantkami mam jeszcze coś do poprawienia. Jedno jest pewne, zobaczycie mnie na starcie w trzech dyscyplinach, do których przygotowywałam się z takim samym zaangażowaniem, więc każdy wyścig giganta będzie miał dokładnie taką samą wartość jak zjazd lub supergigant”.
A Milano Cortina na razie pozostaje w tle?
„Jeśli mówimy o presji, to absolutnie tak. Zresztą, jak mówi trener siatkówki Julio Velasco, presja to przywilej, ponieważ jeśli ją odczuwasz, oznacza to, że możesz osiągnąć wielkie rzeczy. Ale zaproszenie, które chcę skierować do wszystkich moich kolegów, jest inne, a mianowicie skupienie się na pięknie reprezentowania Włoch na terytorium Włoch. Nie wielu ma okazję startować w igrzyskach olimpijskich u siebie, powinniśmy poczuć dumę i emocje związane z energią naszych kibiców”.
Jego szczególnym zwolennikiem był Giorgio Armani, który odszedł kilka tygodni temu.
„Dla mnie był kimś więcej niż ikoną mody. Odkąd w 2022 roku wybrał mnie na ambasadorkę swojej marki, zrozumiałam, że Giorgio Armani, wraz ze wszystkimi osobami, które poznałam w ciągu tych lat, stał się dla mnie rodziną, z którą łączą mnie nierozerwalne więzi wykraczające daleko poza sponsoring”.
Zagrajmy w grę: jeśli zdobędzie kolejny złoty medal olimpijski w „swojej” Cortinie, to czy przejdzie na emeryturę?
„Nie… nie… nie. Nie stało się to w 2018 roku po zwycięstwie w Pjongczangu i mam nadzieję, że nie stanie się to w tym roku”.
Czy przynajmniej spróbuje uzyskać dyplom, skoro brakuje mu już tylko pracy dyplomowej z nauk politycznych?
„Nie uwierzycie, ale termin oddania pracy dyplomowej przewidziany jest na ostatni tydzień stycznia. Nie jest to więc spokojny okres. Jako temat wybrałem propagandę podczas igrzysk olimpijskich, w tym przypadek konfliktu między Rosją a Ukrainą”.
