Były właściciel klubu, który w 2021 roku został wykluczony z powodu niepłacenia podatków: „Zniknęliśmy z powodu Covid, nikt nam nie pomógł. Czułem się bezużyteczny, próbowałem nawet popełnić samobójstwo. Nowe Chievo Pellissiera? Wypiłbym z nim kawę, gdyby zaproponował mi jakąś rolę, musiałbym to przemyśleć”.

Pasja nie jest ślepa, jest wizjonerska. Tak twierdził Stendhal i z pewnością podziela tę opinię Luca Campedelli, wspominając swoją największą pasję. Chievo. Była to drużyna jego rodziny, potem stała się drużyną wszystkich, ponieważ była bohaterką wspaniałej historii. W końcu stała się drużyną nikogo, ponieważ zniknęła. A raczej została zabita, zgodnie z rekonstrukcją, którą Campedelli zawarł w swojej rewizji tamtej epoki pod symbolicznym tytułem: „Chievo, zbrodnia doskonała”. Jednak poza bólem pozostaje pasja: „Być może jestem szalony, ale nadal marzę o przywróceniu do życia „mojego” Chievo. Dla mnie to choroba. Zakochiwałem się w piłce nożnej w wieku 3 lat, a ten sport dał mi możliwość spędzania więcej czasu z moim ojcem i jeszcze większego docenienia jego człowieczeństwa”.

Campedelli, dlaczego po sześciu latach milczenia zdecydowałeś się opowiedzieć swoją wersję wydarzeń?

„Ponieważ po tylu fałszerstwach należało przywrócić prawdę. Byłem to winien mojemu ojcu, bez którego Chievo nigdy by nie powstało, mojej rodzinie, sobie samemu i historii klubu”.

Czy naprawdę była to zbrodnia idealna?

„Tak, ponieważ nie mieliśmy możliwości repliki. Nikt nie chciał stanąć po stronie ofiary ani nie zadbał o to, aby wymiar sprawiedliwości dokładniej zbadał sprawę. Instytucje ograniczyły się do stwierdzenia, że Chievo nie zaskarżyło przepisów FIGC, ale nikt nie chciał dostrzec, że w okresie pandemii Covid państwo wprowadziło niekonstytucyjną normę, która w praktyce uniemożliwiła klubowi zgłoszenie się do rozgrywek. Gdyby nie Covid, Chievo nadal by istniało, ponieważ nie mieliśmy problemów finansowych, a wynagrodzenia zawodników były regularnie wypłacane. Chievo zostało zlikwidowane w ciągu siedmiu dni, kiedy we wrześniu 2020 r. wydano rozporządzenie blokujące wszystkie raty. Gdybym miał więcej czasu, na pewno znalazłbym jakieś rozwiązanie, ale nikt mnie nie wysłuchał i nie pomógł”.

Czy kiedykolwiek zastanawiał się Pan, jakie błędy popełnił?

„Wiele razy. Największym błędem było to, że nie zabezpieczyłem Chievo przed zawieszeniem mnie w funkcji prezesa z powodu oskarżenia w procesie w Forlì o nadwyżki kapitałowe. Powinienem był udać się do urzędu skarbowego i zapłacić całą kwotę podatku, aby uniknąć rozłożenia płatności na raty. Chciałbym podkreślić, że zostałem uniewinniony w sprawie nadwyżek kapitałowych, a wyrok dwóch lat więzienia dotyczy fałszerstwa w sprawozdaniu finansowym i złożyłem już apelację”.

Co robiłeś przez te lata?

„Byłem zajęty sprawami prawniczymi i poświęciłem się szermierce. Do zeszłego roku trenowałem drużynę niepełnosprawnych chłopców, towarzyszyłem im na treningach i meczach. Początkowo trenowali w Bottagisio, które po upadłości Chievo trafiło na aukcję i zostało zakupione przez Veronę. To skandal: tak jakby Milan kupił Appiano Gentile. Ja nigdy bym tego nie zrobił”.

Jaki był najtrudniejszy moment?

„Listopad 2021 roku, kiedy próbowałem popełnić samobójstwo. Czułem się jak ciężar, obciążony wszystkimi winami świata. Nie widziałem wyjścia. Straciłem wszelką nadzieję, ale teraz trochę ją odzyskałem. Piłka nożna to moje życie, ale teraz wolę amatorską, nieskażoną technologią. Byłem tylko kilka razy na meczu Monzy. Przestałem też kibicować Interowi, drużynie, której kibicowałem: odkąd nie ma już Morattiego, straciła swoją magię. Był jednym z nielicznych, obok Preziosiego, którzy byli mi bliscy”.

Który mecz Chievo pozostał w Twoim sercu?

„Milan-Chievo 3-2: to był mój pierwszy raz na San Siro, poza Lupatellim, D’Angelo i D’Anną wszyscy byliśmy na połowie przeciwnika. Graliśmy świetnie, strzeliliśmy trzy bramki, oni jedną, a mimo to przegraliśmy. Nadal nie rozumiem dlaczego…”.

Czy był jakiś wielki mistrz, którego zamierzał Pan kupić? „Dwóch. W 2002 roku Drogba był już w Chievo: jedynym warunkiem było sprzedanie Eriberto i Manfrediniego, co niestety nie doszło do skutku. W 2006 roku Cavani trenował z nami, ale według Sartoriego i niektórych członków sztabu nie był wart 500 000 euro. Giovanni jest jednym z pięciu najlepszych menedżerów w Europie, ale kiedy odszedł, swoim zachowaniem dał mi do zrozumienia, że nie darzy Chievo sympatią. Kiedy mógł nam pomóc, zaszył się za klubem”.

Gdyby Pellissier zadzwonił do pana z propozycją pracy w nowym Chievo, co by pan odpowiedział?

„Chętnie wypiłbym kawę z Sergio, pomimo nieporozumień z ostatniego okresu. Byłbym zadowolony, gdyby do mnie zadzwonił, ale o wszystkim innym musiałbym jeszcze pomyśleć. Nowa drużyna nazywa się Chievo, ale dla mnie to coś innego. Chievo to nie tylko marka: to puchary, koszulki, które projektowałem, ludzie, którzy ze mną pracowali. Trudno mi utożsamiać dzisiejsze Chievo z moim: tamta drużyna grała w piłkę dla samej przyjemności, bez żadnych innych interesów, a jej prezes cierpiał za drużynę. Nie zdobyliśmy żadnych trofeów, ale wygraliśmy wiele pucharów Scirea i Fair Play: dla mnie mają one ogromną wartość i dlatego odkupiłem je, gdy zostały wystawione na aukcji. Nie mogłem pozwolić, aby zniknęły”.

Leave a Reply