Jamajska legenda: „Moje pokolenie miało więcej talentu niż dzisiejsze dziewczyny. Popularność? Zawsze byłem spontaniczny, dziś niektórzy się do tego zmuszają”.
Ostatnie ujęcie przed wystrzałem startera było dla niego, który pozostaje królem: Usain Bolt, po raz pierwszy jako widz wielkiej imprezy, oglądał finały biegu na 100 metrów z VIP-owskiej loży na trybunach. I to właśnie tam, chwilę wcześniej – z typową dla siebie beztroską miną, ale z kilkoma kilogramami więcej niż wtedy, gdy biegał – pozwolił sobie na rozmowę na wszystkie tematy. Błyskawica miał rację: „Będzie podwójne zwycięstwo Jamajki” – przewidział, mówiąc o wyścigu mężczyzn. Złoto dla Oblique Seville, srebro dla Kishane Thompsona. Karaibska wyspa, dziesięć lat po swoim ostatnim tytule, ponownie jest mistrzem świata w sprincie.
Usain, co jest takiego specjalnego w tych dwóch chłopakach?
„Przez cały sezon pokazywali, że są coraz lepsi i są w świetnej formie. Poza tym obaj są dobrze wytrenowani”.
Czy kiedykolwiek poprosili cię o pomoc?
„Staram się nie angażować, ale mogłoby to się zdarzyć tylko wtedy, gdyby ich trenerzy się zgłosili. Nigdy sam się nie zgłaszam”.

Czy widząc Shelly-Ann Fraser w finale w wieku 38 lat, nie poczuła Pani żalu?
„Oczywiście, że nie: Shelly-Ann jest niesamowita. Nie jest jedyną osobą, która w tym wieku nadal uprawia lekkoatletykę. Ale żadna z nich nie dorównuje jej poziomem”.
Zadebiutowałaś na wielkiej imprezie, nie będąc na boisku: jakie to było uczucie?
„Byłam podekscytowana, zawody na żywo mnie angażują. Natomiast przed telewizorem denerwuję się. Nie lubię musieć dotrzymywać pewnych zobowiązań… Covid, a potem zerwanie ścięgna Achillesa podczas igrzysk w Paryżu nie pozwoliły mi być tam wcześniej. Bardzo się cieszę, że tu jestem”.

Pomijając szybkość, na co będzie pan zwracał największą uwagę?
„Na biegi przez płotki i bieg na 800 metrów, które nie są ani za długie, ani za krótkie”.
Cztery lata temu Marcell Jacobs przejął od niej pałeczkę olimpijskiego mistrza w biegu na 100 metrów. Dzisiaj ma trudności. Co by mu pan poradził?
„Niech zrozumie, co się z nim dzieje. Niech pomyśli o sobie, swoim życiu i rutynie. Aby właściwie wrócić do zdrowia po kontuzjach, lepiej się zatrzymać. Nawet na dłużej. Kiedy mi się to zdarzało, chodziłem od jednego konsultanta do drugiego”.
Jest pan bardziej popularny niż dzisiejsze gwiazdy: jak to pan sobie tłumaczy?
„To sprawia, że jestem dumny, oznacza to, że dobrze zasiałem”.

Dlaczego obecni mistrzowie osiągają mniejsze sukcesy?
„To kwestia osobowości: zawsze byłem spontaniczny w swoich zachowaniach. Pamiętam na przykład, że kiedyś w Londynie rozpoznałem królową: przywitałem się z nią instynktownie, uznając jej wartość, a nie z wyrachowania. Dzisiaj natomiast niektórzy wymuszają sytuacje. Chcą za wszelką cenę być empatyczni i sympatyczni, ale nie wychodzi im to najlepiej (każde odniesienie do Noah Lylesa nie jest całkowicie przypadkowe…, przyp. red.)”.
Jaki był Twój sekret?
„Miałem szczęście wygrać mistrzostwa świata do lat 20 w 2002 roku w wieku 15 lat, przed publicznością w Kingston. To wydarzenie nauczyło mnie radzić sobie z presją już jako dziecko. Szybko nabrałem pewności siebie i od tego momentu wszystko stało się łatwiejsze”.
Od dziesięciu lat, pomimo nowych butów, nikt nie przebiegł 100 metrów w 9”75 jak Thompson w tym sezonie: dlaczego?
„Moje pokolenie miało więcej talentu. To, co teraz pojawia się wśród dziewcząt”.

Wielu twierdzi, że nowym Boltem będzie 17-letni Australijczyk Gout Gout: co o tym sądzisz?
„Ma wielkie zdolności, czasami robi na mnie wrażenie. Może stać się panaceum dla naszego sportu. Życzę mu udanej przejścia na poziom seniorski, uniknięcia kontuzji, otoczenia dobrym trenerem i kompetentnym personelem. Nie obciążajmy go jednak zbytnią odpowiedzialnością”.
Czy zachowujesz jakieś pamiątki ze swoich wyczynów, poza medalami?
„Daję je moim sponsorom lub wręczam w wyjątkowych okazjach. Chciałbym zatrzymać pałeczkę z sztafety 4×100 z Londynu 2012, którą wygraliśmy pomimo zamieszania z rekordem świata. Ale moja żona powiedziała mi: „Po co? Co z tym zrobimy?”.

Jak obecnie spędzasz dni?
„Budzę się w samą porę, żeby pożegnać dzieci idące do szkoły, odpoczywam, oglądam kilka seriali w telewizji, najwyżej idę na chwilę na siłownię, ale tylko jeśli mam na to ochotę. Potem, kiedy wracają, spędzam z nimi czas. Dopóki mi nie przeszkadzają… Więc oglądam filmy i bawię się klockami Lego. Bieganie? Nigdy w życiu. Chociaż kiedy wchodzę po schodach, łapię zadyszkę i może powinienem zacząć”.
