Piosenkarz jest wielkim fanem Napoli: „Tytuł mistrza widziałem tylko na YouTube. Teraz mam nadzieję świętować z nowym nabytkiem coś pięknego. Co? Nie wybieram”.
Śpiewa Neapol: a wokół, wśród sześćdziesięciu tysięcy osób „wypełniających” hipodrom, entuzjazm przenosi cię w tę masową radość, Geolier czuje, jak mija mu czas jak w bajce, której nie można opowiedzieć, nie tracąc ani chwili z własnego życia. „W Neapolu, w moim domu, wśród moich przyjaciół. Zapytajcie mnie, czy jestem szczęśliwy”. To (kolejna) wyjątkowa noc, a w Agnano, „galopując” sam ze sobą, Geolier spotka kolejne 56 tysięcy, zabierze ich ze sobą wśród dominujących dronów, a następnie wzbije się nad nimi w symbolicznym uścisku, nie zapominając jednak, że pewnego dnia – 26 czerwca 2026 roku – spotkają się ponownie, w „Maradonie”, gdzie można marzyć z otwartymi oczami. Małe dane statystyczne rapera, który eksplodował w sposób przełomowy: 116 tysięcy widzów na jego dwóch koncertach na torze wyścigowym Ippodoromo di Agnano, między wczoraj a dzisiaj. „Dzięki Bogu, reakcja ludzi nigdy nie zawodzi. Gram u siebie, uważam się za szczęściarza, któremu życie przyszło z pomocą wcześnie. Ale tak, przyznaję, tak jest jeszcze piękniej”.
Jest w swoim naturalnym środowisku.
„Czuję się częścią Secondigliano, a więc Neapolu, mojej dzielnicy i miasta. Ziemi, która należy do mnie, z której jestem dumny i którą staram się reprezentować w jak najlepszy sposób”.
Jego pamiętny rok to rok osiągnięcia pełnoletności. „Właśnie skończyłem 18 lat i przeczuwałem, że los się zmienia. Mogłem odejść z fabryki lamp, w której pracowałem, i spróbować zrealizować swoje marzenia, wydając pierwsze utwory. Zacząłem jako dziecko, ale szybko osiągnąłem sukces. Miałem szczęście”. Nie zapomina też podziękować swoim rodzicom.
„Dali mi możliwość bycia sobą, wierzenia w muzykę, podjęcia bardzo trudnej drogi. Nie tylko mnie wspierali, ale także motywowali”.
Czy sukces cię zmienił?
„Ryzyko zmiany naprawdę istnieje, ale to ty jesteś panem siebie i musisz mieć możliwość wyboru, czy chcesz się zmienić i w jakim zakresie. Zrobiłem kilka głupstw, ale to są rzeczy typowe dla wieku młodzieńczego: pozostają w przeszłości, a jeśli już, to można je wykorzystać, aby zdać sobie sprawę, że należy ich unikać”.
Co kojarzy ci się z Sanremo 2024?
„Bezpodstawne kontrowersje, do których nie warto wracać. Patrzmy przed siebie, na przykład na Ligę Mistrzów”.

Jest pan tu (również) z tego powodu: żyje pan piłką nożną.
„Bardziej słuszne byłoby powiedzieć, że żyję Neapolem. Oglądam inne mecze, oczywiście, najważniejsze spotkania, zwłaszcza na arenie międzynarodowej. Nie mogę jednak zrezygnować z Neapolu, o ile pozwalają mi na to obowiązki”.
W swoim pierwszym sezonie, w którym Napoli zdobyło mistrzostwo w 2023 roku, nie przegapiła ani jednego meczu.
„Chyba nie. Byłam zawsze na stadionie Maradona, ponieważ nigdy wcześniej nie widziałam mistrzostw. Opowiadał mi o nich mój brat Antonio, który pamięta je z dzieciństwa, ale ja musiałam poszukać ich na YouTube. Jak Maradona: bohater, którego poznałem poprzez opowieści, filmy, miłość, którą czuje się, rozmawiając o nim z każdym w Neapolu”.
Sam też trochę grałeś w piłkę nożną.
„Przez kilka lat, jak wszyscy, tyle, ile potrzeba, żeby zrozumieć, że to nie jest moja scena. Musiałem robić coś innego. Powiedzmy, że to nie było dla mnie, nie obrażam się”.
Pierwszy bohater.
„Paolo Cannavaro, chciałem być taki jak on. Potem się dogadaliśmy, ale on już odszedł i zostaliśmy przyjaciółmi. Często do siebie piszemy”.

Ma słabość do kapitanów.
„Z Di Lorenzo mam częsty kontakt, jest niezwykle skromny. A w środku ma spokój lidera. Opierałem się na nim podczas strasznych nocy w maju…”.
Jakich nocy?
„Tych poprzedzających decydujący mecz z Cagliari, mecz o mistrzostwo. Ogarniała mnie niepokój, więc wysyłałem mu wiadomości na WhatsApp: kapitanie, pomóż mi… A on odpowiadał: spokojnie. Był taki opanowany, a ja nie potrafię się tak zachować. Bałem się, że to nam umknie, chociaż racjonalnie mówiłem sobie: jak można to przegrać teraz, u siebie, przed pięćdziesięcioma tysiącami widzów? Ale piłka nożna jest nieprzewidywalna”.
Tak się złożyło, że w dniu, w którym Noa Lang, napastnik, ale także raper, po raz pierwszy postawił stopę w Neapolu, natknął się na Geoliera.
„Byłem na stadionie, żeby nakręcić reklamę gry wideo. Przyjechali znajomi i powiedzieli mi, że on tu jest, chyba żeby podpisać nowy kontrakt. Od razu znaleźliśmy wspólny język, on tak jak ja jest zarażony muzyką, jest bardzo dobry. Oboje mamy ochotę eksperymentować”.

Może kiedyś wystąpią razem na scenie.
„To wydaje mi się skomplikowane dla niego, ponieważ w ciągu tygodnia ma inne zobowiązania i nie znalazłby terminu w kalendarzu między mistrzostwami, Ligą Mistrzów, Pucharem Włoch i Superpucharem. Ja zadowoliłbym się nawet jednym występem, może z okazji jakiejś uroczystości”.
Gdyby miał wybrać…?
„Nie potrafię się zadowolić, więc nie będę się wypowiadał. Jestem szalonym fanem Napoli, zawsze chcę wygrywać i to wszystko. Miałem szczęście: nie pamiętam najciemniejszych lat, porażki, serii C, a nawet serii B, byłem wtedy bardzo mały. Wziąłem to, co najlepsze. Ale nigdy nie będę nasycony, tego jestem pewien. Liga Mistrzów jest naprawdę piękna…”.
