Jedyna flaga na ławce rezerwowych znajduje się w Avellino, gdzie trenuje człowiek, który osiągnął 4 awanse na boisku i jeden na ławce rezerwowych: „Kiedy przyjeżdżałem jako przeciwnik, zawsze padało i zastanawiałem się, jak oni to robią, a potem ta koszulka dała mi coś wyjątkowego. Dzięki Novellino zrozumiałem, że mogę trenować, a kiedy zadzwonili do mnie w nocy do prezesa, powiedziałem tylko jedno…”
W Avellino jest coś romantycznego, czego nie widać gdzie indziej. Raffaele Biancolino jest jedynym trenerem, który był również flagową postacią drużyny, którą trenuje. Przeglądając listy, można znaleźć wielu byłych graczy: Chivu grał i wygrywał z Interem, Pisacane walczył o Cagliari, Fabregas zakończył karierę w Como, ale daleko im do miana flagowych postaci. Biancolino jest drugim najlepszym strzelcem w historii klubu, poprowadził Avellino do czterech awansów z C do B jako napastnik i zrobił to samo w zeszłym roku jako trener. Byłoby to sześć awansów, gdyby doliczyć również ten jako trener Primavera. Za tym wszystkim kryje się emocjonalna, czasem burzliwa historia, napisana piórem miłości.
Zacznijmy od początku: jak narodził się Biancolino?
„Neapol, dzielnica Capodichino, dzielnica Amicizia. W centrum kościół, przed nim boisko do piłki nożnej, na którym praktycznie spędzałem całe noce, ponieważ kto pierwszy przyszedł, ten miał pierwszeństwo. Potem trafiłem do szkoły piłkarskiej w San Giovanni a Teduccio, w międzyczasie studiowałem i pracowałem: jako barman, dostarczałem skrzynki z wodą, chciałem zarabiać, żeby nie prosić ojca o „tygodniówkę”. W szkole piłkarskiej próbowali ustawić mnie na pozycji obrońcy, ale za każdym razem, gdy grałem z przodu, strzelałem gole, więc pogodzili się z tym: Biancolino jest środkowym napastnikiem. Nie grałem w drużynach młodzieżowych, w wieku 16 lat byłem w Giugliano w D, po roku zauważyła mnie Atalanta, która wysłała mnie do Leffe: dwie góry, trzy domy pomiędzy, w jednym z nich mieszkaliśmy ja i Ignoffo (były obrońca Napoli i Palermo, przyp. red.). Debiutowałem wśród profesjonalistów, potem pojawiła się miłość…”.
A co zrobiła miłość?
„Sprawiła, że przestałem grać. Miałem 17 lat, ona miała na imię Mery, pochodziła z mojej dzielnicy i odczuwaliśmy rozłąkę. W pewnym momencie powiedziałem: nie gram już, wracam do Neapolu. Mój ojciec cierpiał, chciał wiedzieć, kim jest ta dziewczyna, zadzwonił do niej i powiedział: „Porozmawiaj z nami”. Wróciłem więc do gry, do Anagni, bliżej domu. Tam zaczęła się przygoda”.
Biancolino, zwany „pitonem”.
„Mój brat w Neapolu miał iguanę i pewnego dnia poprosił mnie, żebym poszedł z nim po pokarm. Właściciel sklepu zapytał mnie: „Widziałeś kiedyś, jak je piton?”. „Nie”. Włożył królika do terrarium, a wąż go zjadł. Gdy tylko to zobaczyłem, powiedziałem: „Zatrzymajcie się wszyscy, chcę go”. Przed moim domem ustawiła się kolejka: wszyscy chcieli go zobaczyć. Pewnego dnia zabrałem ją do szatni, włożyłem do kosza na brudną bieliznę i poprosiłem magazyniera, aby uprzejmie wyprał mi koszulki. Wziął kosz, wąż wyskoczył i do dziś pamiętam, jak podskoczył. Dziennikarz z Sports Predictions dowiedział się o tej historii i opisał ją. Od tego czasu jestem „Pytonem”.
Historie miłosne zawsze zaczynają się od czegoś dziwnego, a kończą pocałunkiem.
„Gram w Chieti, w pierwszym meczu strzelam gola Avellino, w rewanżu w Irpinia przeciwnicy na boisku szepczą mi: „Zwolnij, potrzebujemy cię, musimy wygrać mistrzostwo”. „Wy tak, ja nie”, odpowiadam. A oni, a przede wszystkim Voria, który mnie krył: „Przyjdziesz tu grać, wszyscy to wiedzą”. No cóż, przegrywamy, biorę prysznic i ktoś mnie woła: „Casillo, prezes Avellino chce z tobą porozmawiać”. Wchodzę do pokoju i widzę całą kadrę kierowniczą z umową w ręku, wszystko było już załatwione, tylko ja o tym nie wiedziałem”.

Biancolino, 479 meczów i 179 bramek w karierze, nigdy powyżej Serie B. Żale?
„Tak, że nie dałem mojemu ojcu satysfakcji zobaczenia mnie w Serie A. Byłem bardzo blisko, w pewnym momencie wszystko było już ustalone z Cagliari, ale nagle wyłączyli telefon. Wtedy podpisałem kontrakt z Messiną na lotnisku w Katanii, przy stanowisku odprawy, a ludzie za mną protestowali”.
W zamian jednak znalazł miłość do piłki nożnej, która nie ma sobie równych.
„Na początku nie było nawet tej miłości, kiedy przyjeżdżałem do Avellino jako przeciwnik, zawsze padało i mówiłem sobie: „Jak oni to robią?”. Ale to było miasto, które grało w Serie A, mogłem się wyróżnić. Potem, kiedy założyłem tę koszulkę, poczułem coś wyjątkowego, od razu poczułem, że jest moja. Dała mi wiele, ja dałem jej wiele. Jestem dumny z tego, że jestem Neapolitańczykiem, ale niech się nie waży dotykać Avellino”.
Biancolino przybył do Avellino, odszedł, wrócił, znowu odszedł…
„To oznacza, że to prawdziwa miłość. Tak jak z dziewczyną, może się zdarzyć, że się pokłócicie lub zrobisz coś głupiego jednego wieczoru, ale wiesz też, że po drugiej stronie jest twoje życie, kawałek serca. W pewnym momencie w Messynie byliśmy na trzecim miejscu, w hotelu podczas wyjazdu do Mantui zadzwoniłem do prezesa Avellino: „Pozwolisz mi wrócić?”. A on: „Oszalałeś? Stawiasz na szali mistrzostwo”. „Tak, ale tutaj nie czuję się dobrze”. Nigdy nie chodziło mi o pieniądze, ale o miłość. Dwa lata później wróciłem do Avellino: byłem kapitanem Venezii w Serie B i spadłem do Serie C, tylko szaleniec by to zrobił. Musiałem przywrócić drużynę do miejsca, w którym ją zostawiłem”.
Co oznacza trenowanie drużyny, której byłeś flagowym graczem?
„Przede wszystkim odpowiedzialność: znam tu całe pokolenia kibiców, nie chcę ich rozczarowywać ani zawodzić. Ale to odpowiedzialność, która mnie motywuje, popycha do przekazania poczucia przynależności chłopakom, których trenuję. Nadal pamiętam, jak się czułem podczas spadku, kiedy siedziałem na trybunach z kontuzją: „Jeśli mam spaść, to chcę to zrobić na boisku, to jest moja sprawa” – myślałem.

W 2018 roku w Avellino zapobiegł również zabójstwu kobiety, powstrzymując mężczyznę, który uderzał młotkiem swoją byłą partnerkę.
„W takiej sytuacji nie ma czasu na zastanawianie się. Taki już jestem, jeśli ktoś jest w trudnej sytuacji, bronię go”.
Jak powstał Biancolino trener?
„Byłem menedżerem klubu w Avellino, ale rzadko pokazywałem się drużynie, myślałem, że jestem uciążliwy. Pewnego dnia trener Novellino powiedział przed prezesem: „Dlaczego on pozostaje na trybunach? To człowiek boiska, musi być z nami”. Miałem za zadanie obserwować przeciwników, aby sporządzić dla niego raport. Zapisywałem zalety, wady i uwagi na kartce i dawałem mu ją. Wkładał ją do kieszeni i widziałem, że wyjmował ją podczas spotkania technicznego i przekazywał moje wskazówki. To oznaczało, że mi ufał. Wtedy zacząłem myśleć o sobie jako o trenerze”.
Pewnej nocy Avellino zwolniło Pazienzę i na jego miejsce zatrudniło pana, trenera Primavera. Mówiono, że jest tymczasowym rozwiązaniem.
„Tej nocy poprosiłem prezesa tylko o jedno: „Nie chcę być tylko figurantem, daj mi przynajmniej 2-3 mecze”. I dał mi je. Była to okazja, o której zawsze marzyłem. Nie byłem i nigdy nie będę zadowolony z zwolnienia kolegi, ale od miesięcy obserwowałem tych chłopaków i robiłem notatki. Robiłem to nieświadomie, żeby nie dać się zaskoczyć, dzięki czemu wiedziałem, gdzie interweniować”.

Co Biancolino, trener Biancolino, piłkarz?
„Relacje z zawodnikami. Trzeba być jasnym i szczerym, wiem to, bo ktoś wobec mnie nie był, a potem pewne pęknięcia rozprzestrzeniają się na całą szatnię. Zawsze mówię moim zawodnikom: nigdy nie zrobię wam tego, co mnie zraniło. Wolę się kłócić, ale nie uderzać cię w plecy”.
Jego mistrzowie?
„Od każdego trenera nauczyłem się czegoś: od Zemana agresywności, od Sarriego taktyki, od Galderisiego zarządzania grupą, od Vavassori odpowiedzialności na boisku… Łączę to wszystko z moim charakterem, nigdy nie jestem zadowolony i nie chcę, żeby moi ludzie byli zadowoleni”.
Rytuał Biancolino: przed i po każdym meczu całuje bransoletkę.
„Madonna di Montevergine. Jestem wierzący, przed debiutem na ławce trenerskiej udałem się z pielgrzymką do sanktuarium. Prawdziwe łaski Matki Boskiej są inne, to jest praca, ale od tamtej pory nigdy nie przestanę jej dziękować”.
Tego lata świętowaliście z Mery srebrne gody.
„Jesteśmy dla siebie stworzeni. Mamy troje dzieci, dwoje studiuje w Nowym Jorku, a trzecie gra w młodzieżowej drużynie Avellino. Jest środkowym napastnikiem”.
