Były napastnik Milanu i Neapolu między zaangażowaniem politycznym, uniwersytetem a tłocznią oliwy: „W polityce możesz stracić gola od kogoś, kto ma taką samą koszulkę jak ty… W moim domu poświęciłem aleję Diego”.
Dla Liedholma i Castagnera było przyjemnością go oglądać, dla Maradony był czymś więcej niż partnerem w ataku. Beppe Incocciati z Fiuggi był kimś, kto nigdy nie szczędził sobie pięknych zagrań i tak jest do dziś, w wieku 61 lat. Jego historia zaczyna się od poświęceń i autobusów: „Jako dziecko w Fiuggi trenowałem już z dorosłymi w Promozione, potem doradzono mi, żebym poszedł do Palestriny, jedynego prawdziwego klubu młodzieżowego w okolicy. Codziennie wstawałem, jechałem autobusem do Anagni, szkoła, kanapka od mamy, autobus do Palestriny, trening, kolejny autobus i nie wracałem do domu przed 22. Tak było aż do tego dnia w Ascoli…”.
Co się dzieje w Ascoli?
„Turniej z najważniejszymi młodzieżowymi drużynami we Włoszech, byłem najlepszym strzelcem i najlepszym graczem. Zagatti, świetny obrońca z lat 50. i trener Primavera Milanu, natychmiast mnie zatrudnił. Miałem 15 lat, wsadzili mnie do samolotu i znalazłem się w Mediolanie. Dużo płaczu, tęsknota za domem, ale spełniałem swoje marzenie i trzymałem się go mocno, a w ciągu dwóch lat zadebiutowałem w Serie A”. Były to lata Mundialito: były Milan, Inter, zagraniczne drużyny…
„Tak, na San Siro przyjechał Flamengo z Leo Juniorem i Leandro, Ajax z Cruijffem. Potem Johan wrócił na testy do Milanu, ale nie przyjęli go z powodu kontuzji kolana”.
To właśnie tam zacząłeś błyszczeć.
„Mówili mi, że jestem elegancki i przekonałem się do tego, moi byli koledzy mówią mi to do dziś. W Ajaxie był Van Basten, chłopak taki jak ja, poprosił mnie o koszulkę. Potem zaprzyjaźniłem się z Marco, dzielimy pasję do golfa i często spotykamy się na polach golfowych. Pewnego dnia powiedział mi: „Wiesz, że nadal mam w domu koszulkę, którą dałeś mi podczas Mundialito?”.
Potem moja przygoda z Milanem dobiegła końca.
„Wysłano mnie na wypożyczenie do Ascoli, gdzie wraz z Vincenzim i Barbutim strzeliliśmy mnóstwo bramek i wygraliśmy Serie B. Do Milanu przyszedł Berlusconi i za wszelką cenę chciał pozyskać Donadoniego, a Atalanta otrzymała w zamian mnie, Icardiego i Piotti. W Bergamo dotarliśmy do półfinału Pucharu Zdobywców Pucharów, potem do Pizy. To były niezwykłe lata. Podobałem się prezesom i kibicom, strzelałem gole, ale byłem też jednym z tych, którzy robią tunele, lobują… Ile dziś widuje się pięknych indywidualnych zagrań?”.

Opowiedz nam o Maradonie.
„Diego poznałem już w Mediolanie, strzeliłem pierwszego gola w Serie A przeciwko jego Napoli, wygraliśmy 2-1. Potem poszedłem świętować i kiedy bawiłem się w klubie, on też tam przyszedł. Zjedliśmy razem kolację, śmialiśmy się, zaprzyjaźniliśmy się. Jesteśmy tego samego znaku zodiaku, obaj jesteśmy skorpionami, idealnie się dogadujemy. W Neapolu nasze rodziny były zaprzyjaźnione, zawsze byliśmy razem. Z wyjątkiem nocy, on wychodził, a ja nie”.
Aleja Diego Armando Maradona.
„Zrobiłem to osobiście, w moim domu, aby nadal czuć jego bliskość, bardzo go kochałem. Mówię jako dziadek, a nie jako były piłkarz: Maradona pozostawia nam dwie ważne lekcje”.
Jakie?
„Pierwsza: Diego urodził się w slumsach i stał się numerem jeden na świecie, więc nigdy nie myślcie, że życie nie daje wam szans. Druga: kariera Maradony zakończyła się z powodu narkotyków, więc trzymajcie się od nich z daleka, bo można się zrujnować w mgnieniu oka”.
Dzięki panu Diego pogodził się ze swoim synem. Jego ojciec przyjechał do mnie do Fiuggi, zabrałem go na pole golfowe i zorganizowałem im spotkanie. Zostawiłem ich samych, patrzyłem na nich z daleka, jak siedzieli i rozmawiali przez ponad godzinę, i uśmiechałem się. Maradona był dżentelmenem, miał pełne prawo, żeby się tym nie przejmować. Zamiast tego uznał swojego syna, który dziś jest szczęśliwym człowiekiem”.

Maradona zainspirował również jego najpiękniejszą bramkę.
„W Budapeszcie, w Pucharze Mistrzów. Podanie Diego ze środka boiska, moje podanie piętką do Careki, powrót piłki, kontrola i lewa noga do bramki. Rozumieliśmy się natychmiast, miło jest pomyśleć, że mówiłem tym samym językiem co Maradona i Careca”.
Marzenia tamtego Neapolu z sezonu 1990-91 rozpadły się w starciu ze Spartakiem Moskwa.
„To było pechowe spotkanie, w pierwszym meczu trafiłem w poprzeczkę, a w rewanżu w słupek, kolejny słupek trafił Francini. Gdybyśmy przeszli dalej, spotkalibyśmy się z Realem w kryzysie, wszystko wskazywało na to, że możemy zajść bardzo daleko. Ale wtedy zaczęły się pojawiać problemy z Diego i jego niestabilnością. Wyjechaliśmy do Moskwy bez niego, dołączył do nas prywatnym samolotem, pokłócił się z Bigonem, który nie pozwolił mu zagrać, Moggi stanął po stronie klubu…”.
Obecnie jest doradcą ministra Tajaniego ds. młodzieży i sportu. Co jest trudniejsze: polityka czy piłka nożna?
„W piłce nożnej masz drużynę w tych samych koszulkach, wszyscy bronią tej samej bramki i starają się strzelić gola do bramki przeciwnika. W polityce też wszyscy mają te same koszulki, ale zdarza się, że ktoś się odwraca i strzela gola do twojej bramki… Uczę również na Tor Vergata, na wydziale nauk o sporcie. Niedawno przeprowadziłem egzaminy dla około czterdziestu przyszłych profesjonalistów sportowych. Widok satysfakcji w ich oczach to wspaniałe uczucie”.
Incocciati, oliwa pachnąca bramkami.
„To pomysł mojego syna, który jest agronomem i ożenił się z dziewczyną posiadającą tłocznię oliwy. Umieściłem piłkę w miejscu litery O w logo, produkt najwyższej jakości”.
Czy widział pan kiedyś innego Incocciatiego?
„Nie, ale czasy się zmieniły. Z Liedholmem przed każdym treningiem robiliśmy 40-50 minut indywidualnych ćwiczeń technicznych. Dzisiaj nikt tego nie robi, a potem widzisz napastników, którzy docierają do trzeciej strefy, nie biorą na siebie odpowiedzialności i piłka wraca z powrotem. W moich czasach nawet obrońcy, tacy jak Baresi, Maldera, Collovati, byli na „ty” z piłką, ogrywali przeciwników. Ostatni wychowankowie tej szkoły wygrali mistrzostwa świata w 2006 roku, a co stworzyliśmy potem? Wielkie fizyczne postacie, słabą technikę i reprezentację, która opuściła dwa mundialowe turnieje i ryzykuje trzecie. Widzę wielu znawców piłki nożnej, ale mało osób, które ją uczą…”.
