Prezenter i showman, zagorzały kibic Interu, właśnie powrócił na Canale 5: „Conte jest jak para… wiatr. Czego jeszcze oczekuje? Nadrabiamy straty, ale uważajmy też na Juve i Milan”.
W sobotę wieczorem, podczas gdy jego Inter wygrywał w Cagliari, Paolo Bonolis zadebiutował w jury programu Tú si que vales, oglądanego przez miliony widzów w prime time na Canale 5. Podzielił się między dwa „programy”, czekając na jutro, kiedy rozpocznie się 15. edycja Avanti un altro!
Czy nie masz nic przeciwko, jeśli zaczniemy od Interu?
„Nie ma sprawy! Mecz z Cagliari poszedł bardzo dobrze, Chivu stara się odrobić część strat poniesionych w tych dwóch fatalnych dniach na San Siro z Udinese i w Turynie z Juventusem, nie tracąc dalszego dystansu do drużyn, które idą szybciej”.
W ataku nie ma już tylko Lautaro i Thuram.
„Ci dwaj pozostają w pierwszym składzie, mówimy o bardzo silnej parze, która jednak nie może grać przez 90 minut w każdym meczu. Na szczęście w tym roku na ławce rezerwowych są ludzie, którzy mogą dać im chwilę wytchnienia. W zeszłym roku przeżyliśmy koszmar z trzema rezerwowymi, którzy zaraz po wejściu na boisko sprawiali, że traciliśmy punkty. Bez zmian na przodzie straciliśmy punkty, które kosztowały nas mistrzostwo. Teraz, z Bonnie i Pio Esposito, wydaje się, że sprawy mogą potoczyć się lepiej. W młodym Pio podoba mi się przede wszystkim jego charakter. Kiedy powiedział, że zdaje sobie sprawę, iż musi jeszcze poprawić się we wszystkim, wykazał się wielkim poczuciem odpowiedzialności zawodowej, co u dwudziestolatka nie jest łatwe do znalezienia”.

Porozmawiajmy o Chivu?
„Znam go i wiem, że jest osobą odpowiedzialną, a przede wszystkim bardzo wesołą. Oczywiście odczuwa presję, aby osiągać świetne wyniki. Jednocześnie jest na tyle poważny, że myśli w sposób bardzo przydatny dla trenera: stara się nie wyrządzać szkód, więc postępuje ostrożnie, utrzymuje strukturę sprzed jego zarządzania, stopniowo dodając elementy charakterystyczne dla jego wizji piłki nożnej. Na przykład większą presję i wyższy środek ciężkości”.
Czy Napoli pozostaje drużyną, którą trzeba pokonać?
„Jest bardzo silna, podobnie jak Juventus i Milan. Mówiąc to w dobrym i całkowicie nieobraźliwym sensie, uważam, że Conte jest wielkim „para…vento”: systematycznie ogłasza, że nie ma wystarczających środków, aby osiągnąć to, co należy osiągnąć, tak aby w przypadku osiągnięcia celu zasługa należała się wyłącznie jemu, a w przeciwnym razie winą obarczałby brak kapitału ludzkiego, na który powoływał się na początku. W tym roku dołączył do drużyny De Bruyne, nie wiem, czego więcej mógłby chcieć”.
Czy myślenie o Lidze Mistrzów stało się bolesne?
„Graliśmy w dwóch finałach, myślę, że o wiele bardziej bolesne jest to, że nigdy się tam nie dostaliśmy. To prawda, że jeden przegraliśmy o włos, a drugi był fatalną porażką, ale dotarliśmy tam, ciesząc się ważnymi triumfami. Piłka nożna dla kibica to przede wszystkim radość, prawda jest taka, że ludzie zazwyczaj pamiętają tylko to, co poszło nie tak, ale to błąd. To rozczarowanie nie może zniweczyć wszystkich radości, które mu poprzedzały”.
Największa radość, jaką dał Ci Inter?
„Ogromną radość sprawiło mi zwycięstwo 4:3 nad Sampdorią po przegrywaniu 3:0, a potem oczywiście potrójna korona… Mam dziwne wspomnienie, ponieważ w dniu finału w Madrycie byłem w Stanach Zjednoczonych na uroczystości ukończenia studiów przez moją córkę i oglądałem mecz w barze w Vermont, otoczony Niemcami. A zeszłoroczny mecz z Barçą? Gol Acerbiego doprowadził mnie do szaleństwa, krzyczałem, jakbym był zabijany”.

Wierzysz w reprezentację Gattuso?
„Dla kibica wiara jest fundamentalna, bo inaczej pozbawiasz się radości nadziei, więc oczywiście, że wierzę. Wydaje mi się, że Gattuso potrafi wykonywać swoją pracę, tak jak robił to Luciano Spalletti, którego znam bardzo dobrze. Działa z tym, co ma do dyspozycji, nie ma zbyt wiele do wymyślania, to bardziej kwestia ducha niż wyborów. Oczywiście sytuacja jest bardzo skomplikowana, prawdopodobnie doprowadzi nas do baraży. Brak udziału w trzecich z rzędu mistrzostwach świata byłby ogromnym bólem, nie tyle dla mnie, co dla chłopaków, którzy nigdy ich nie widzieli lub nie pamiętają. Tak jak mój syn”.
Który jest prawdziwym piłkarzem.
„Davide grał w Serie C, grał w Primavera del Monza, potem w Triestinie, Renate, a teraz zobaczymy, co będzie dalej: obecnie dochodzi do siebie po niewielkiej operacji kolana. Jakim ojcem jest Bonolis? Cieszę się, kiedy mogę, chodzę go oglądać, ale nie jestem typem rodzica, który denerwuje się na trybunach. Próbuję mu udzielać kilku rad, ale chłopcy mają swoją cudowną upartość. Czy on też jest fanem Interu? Oczywiście, jeśli chciał jeść…”.
Dlaczego jako rzymianin z Rzymu wybrał Inter?
„Ze względu na tatę, który urodził się w Mediolanie. Oglądałem mecze razem z nim. Idole? Ronaldo Fenomeno, Esteban Cambiasso, Karl-Heinz Rummenigge…”.

Czy nadal grasz w piłkę nożną?
„Znacznie rzadziej, mam nogę, która jest pomnikiem poległych. Ostatni raz grałem w meczu charytatywnym na stadionie Benito Stirpe z Tottim, Chierico, Gianninim i czułem się jak w japońskiej kreskówce, w której biegasz, biegasz, a perspektywa przed tobą nigdy się nie zmienia”.
A jak wygląda sytuacja z tenisem?
„Przerzuciłem się na padla z powodu problemów z łokciem, ale nadal śledzę ten sport, Sinnera i nie tylko. Oglądam praktycznie wszystko, co dotyczy sportu i uważam, że największym widowiskiem, jakie istnieje – oczywiście poza Avanti un altro! i Tú si que vales (śmiech, przyp. red.) – są igrzyska olimpijskie: cudowne wydarzenie, podczas którego Włochy prezentują piękną, zdrową i wieloetniczną młodzież”.
Komu powiedziałbyś dzisiaj „Tú si que vales”?
„Nadii Battocletti i Mattii Furlani, dwóm prawdziwym fenomenom”.
