Były napastnik Rossoneri między wspomnieniami a przyszłością: „Max to gwarancja, nadal potrafi zdobyć sympatię grupy. Nie gram od dwóch lat i nie czuję powrotu do piłki: chcę cieszyć się moim synem, nie tracąc ani chwili”.
Alexandre Pato jest cztery lata młodszy od Modrica, który we wrześniu zdmuchnie 40 świeczek na torcie urodzinowym, a za kilka dni będzie w Milanello, aby rozpocząć przygodę w Milanie. Jednak Brazylijczyk czuje, że już pożegnał się z piłką nożną. Nie jest to jeszcze oficjalne, ale w jego głowie nie ma już tego świętego ognia. „Kiedy byłem w San Paolo, a moja żona Rebecca czekała na naszego syna, po raz pierwszy zrozumiałem, że treningi nie są już dla mnie priorytetem: chciałem spędzać cały czas z nią. A teraz, kiedy mamy Benjamina, chcę go widzieć, jak rośnie, nie chcę stracić ani chwili z nim. Ma półtora roku i już kopie piłkę”. Dobre geny nie kłamią. Pato, złoty chłopiec Milanu Silvio Berlusconiego, były chłopak Barbary, córki wielkiego prezesa Rossonero, to prawie 36-letni mężczyzna, któremu kontuzje odebrały ważną część kariery, ale który nie stracił chęci do życia. Obecnie jest w trasie ze swoją dawną drużyną jako legenda: bierze udział w wydarzeniach, rozdaje autografy, ubiera się jak piłkarz i spędza czas z wieloma osobami, które kocha. Ale przede wszystkim czuje, że kopanie piłki nie jest już jego priorytetem.
„Trenuję na siłowni i gram w tenisa. Lubię to i jestem dość konkurencyjny. Kiedy grałem w Orlando City, poszedłem obejrzeć turniej i poznałem Federera podczas treningu. Bałem się mu przeszkadzać, ale kiedy tylko mnie zobaczył, zaprosił mnie na kort. To było niesamowite przeżycie”.
Nie czujesz już powołania do piłki nożnej?
„Szczerze mówiąc, nie. Ostatni mecz rozegrałem prawie dwa lata temu i nie mam już ochoty grać, chociaż uważam, że jestem w okresie przejściowym, w którym zastanawiam się, co dalej robić. Nadal lubię piłkę nożną, ale moja rodzina jest dla mnie najważniejsza. Bycie tutaj, w koszulce Milanu, jest jednak ogromną przyjemnością, która budzi piękne wspomnienia z przeszłości”.
Czy w przyszłości zobaczymy Pana w roli trenera lub menedżera?
„Kto wie… Nie sądzę, aby jako trener, a przynajmniej tak obecnie myślę. Być może jako menedżer lub właściciel klubu. W swojej karierze zgromadziłem wiele doświadczenia i mogę je przekazać piłkarzom. Chciałbym to robić”.
Jak bardzo kontuzje wpłynęły na twoją decyzję o wczesnym zakończeniu kariery piłkarskiej?
„Miałem kontuzje zarówno w młodości, jak i pod koniec kariery (te najpoważniejsze, przyp. red.). W Milanie, kiedy byłem młodym chłopcem, zawsze starałem się przyspieszyć powrót do zdrowia, ponieważ chciałem być na boisku i pomagać kolegom. Czasami kończyło się to ponownym kontuzjowaniem się. Czy żałuję? Nie, ponieważ taki właśnie jestem. Kontuzje są częścią życia i uczą czegoś. Jeśli jesteś w dołku i znajdujesz siłę, aby się podnieść, stajesz się lepszym człowiekiem. Bóg postawił przede mną wiele wyzwań i zawsze je pokonałem”.

Allegri szuka środkowego napastnika. Nie ma zamiaru zmieniać zdania i…
(Śmiech) „Nie, już się wycofałem, chociaż koszulka Milanu zawsze będzie mi bliska. Widok Allegriego na tej ławce przywołuje mi miłe wspomnienia, te związane ze wspólnym zdobyciem mistrzostwa. Mieliśmy drużynę złożoną z takich mistrzów jak Ibrahimovic, Thiago Silva, Gattuso, Pirlo, Seedorf, Nesta i wszyscy inni. Byliśmy wyjątkową grupą i przywróciliśmy Milan na szczyt. Teraz mam nadzieję, że tym graczom się to uda. Pierwszym celem musi być kwalifikacja do Ligi Mistrzów, a potem… zobaczymy. Allegri to gwarancja: niewielu jest tak dobrych trenerów jak on. Jest taki sam jak 15 lat temu i nadal potrafi zdobyć sympatię grupy”.
Podobnie jak Ancelotti, który obecnie prowadzi Seleçao.
„Dla nas, Brazylijczyków, to zaszczyt mieć tak utytułowanego trenera. Carlo zawsze będzie dla mnie wyjątkową osobą, ponieważ sprowadził mnie do Milanu i pomógł mi się rozwinąć. Gracze pójdą za nim i osiągną sukcesy, ale jego syn Davide również dobrze sobie poradzi jako trener Botafogo. Bycie trenerem reprezentacji Brazylii wiąże się z ogromną presją, ale jeśli jest ktoś, kto potrafi ją wytrzymać i osiągnąć wyniki, to jest to Ancelotti. Może wygrać mistrzostwa świata”.
Kontynuujmy temat trenerów, którzy osiągają wyniki: czy jest Pan pod wrażeniem Conte, który wygrał w pierwszym roku w Napoli i teraz zamierza powtórzyć sukces?
„Napoli radzi sobie dobrze, ponieważ ma bardzo silnego prezesa i równie silnego trenera. Ostatni sezon był fantastyczny i świętowano zdobycie mistrzostwa, ale klub nadal inwestuje, ponieważ Inter będzie chciał się zrehabilitować. Milan ma za sobą trudny sezon, ale teraz otworzył nowy rozdział: mam nadzieję, że z Allegrim znów zobaczymy go na szczycie”.
Wróćmy do twoich lat spędzonych w Rossoneri i najpiękniejszych wspomnień.
„Na pierwszym miejscu stawiam dublet w derbach, które wygraliśmy 3:0 i które zapewniły nam mistrzostwo. Inter nadrabiał straty, ale ta porażka z nami zniweczyła jego szanse. W maju, podczas finału Ligi Mistrzów, rozmawiałem o tym z Julio Cesarem i po pewnym czasie trochę się z niego nabijałem za te dwa gole, które od mnie stracił. Następnie wymienię gola strzelonego po kilku sekundach przeciwko Barcelonie i bramkę w debiucie z Napoli. Pokażę je wszystkie mojemu synowi, kiedy będzie duży. Kiedy strzelałem na San Siro, miałem dreszcze”.

„Grałem w najlepszej drużynie świata, Milanie, z najlepszym z najlepszych, moim idolem, Fenomenem Ronaldo. Grałem w Brazylii i Chelsea, zdobyłem cenne doświadczenie w Chinach i wróciłem do San Paolo. Piłka dała mi wiele i nie żałuję niczego. Kiedy myślę o przeszłości, uśmiecham się. A teraz cieszę się teraźniejszością”.
